czwartek, 21 grudnia 2023

Rozdział 6 - Gra wstępna

Pewne badania wykazały, że obecnie wyróżnia się kilka rodzajów prawiczków:
Typ a - desperat zagadujący do każdej samicy, jaka stanie mu na drodze,
Typ b - introwertyczny pesymista, czekający na cud, 
Typ c - pozbawiony nadziei, nastawiony na życie w celibacie,
Typ d - Sora.


W tym przypadku szerzej przyglądniemy się typowi d, który nie posiadał żadnej cechy, która łączyła by go z resztą wariantów. Sora bowiem jakoś specjalnie nie uganiał się za spódniczkami, nie czekał na cud, a także nie był pozbawiony nadziei - po prostu żył sobie spokojnie ze świadomością, że kiedyś taka chwila nadejdzie, oraz wiedział, że motylki w brzuchu to nie latające nad kwasem żołądkowym owady, lecz tak naprawdę mieszanka wybuchowa hormonów, której zwyczajnie trzeba pozwolić eksplodować. 


11:00, boisko szkolne


W liceum na wyspie właśnie trwała lekcja wychowania fizycznego. Niektórzy wylewali z siebie siódme poty, robiąc już kolejne okrążenie w biegu na 800 m, a inni wylewali gałki oczne, rzucając zbereźne spojrzenia na panie ćwiczące po drugiej stronie boiska. 
-Hej Sora, czy Ty mnie w ogóle słuchasz? -Zapytał Riku, biegnąc w towarzystwie swojego przyjaciela. 
-Tak słucham... -Odburknął, jednocześnie cały czas wlepiając wzrok we Strelitzię, której strój do ćwiczeń był wyjątkowo obcisły. 
-Taa, jasne... na którą się tak gapisz? Na Kairi? -Zielonooki ekspresowo odczytał mowę ciała Sory, po czym sam zatrzymał wzrok na Wiśniowowłosej dziewczynie, stojącej tuż obok Streli.
-Na żadną się nie gapię, po prostu się zamyśliłem! -Skłamał i odwrócił się lekko w bok, co by zakryć twarz, która zdecydowanie nie była czerwona od biegania. -A poza tym, przecież Kairi jest twoja.
-Że co takiego?! Skąd ci to przyszło do głowy?
-Zdaje mi się, że jak gdzieś razem jesteśmy, to cały czas się do ciebie migdali...
-Haha, nic z tych rzeczy! Poza przyjaźnią, nic mnie z nią nie łączy. -Oznajmił lekko skołowany Riku. -I póki co to i tak mam dość jakichkolwiek lasek... -Dodał, po czym zszedł z boiska i udał się do szatni. Za nim podążył też Sora i od razu po przyjściu do przebieralni, jego uwagę przykuł telefon, a konkretniej ikonka nowej wiadomości. Chłopak mimowolnie kliknął w powiadomienie, kompletnie nie spodziewając się, co tam zobaczy. 


Od: Strelitzia 
Treść: Może spotkamy się wieczorem? 


Samo pytanie wydawało się być całkiem normalne, gdyby nie fakt, iż nadawczyni dorzuciła tam również swoje zdjęcie od dekoltu w dół, gdzie jej ciało okrywały jedynie skrawki erotycznej bielizny. 
-Oglądasz pornosy w szkole? -Rzucił Riku, niechcąco zaglądając mu przez ramię. 
-Myślisz, że mógłbym się tutaj skupić na brandzlowaniu? -Nerwowo zaśmiał się Brązowowłosy, szybko chowając telefon do kieszeni. 
-Heh, wątpię... ale kto co lubi. -Uciął temat Riku. -Spadam na matmę, do potem. -Pożegnał się i odszedł w głąb korytarza, na co Sora odetchnął z ulgą. 


Palmy koło mostu, 18:30


-Sora znowu nie przyszedł? -Ze zmartwieniem w głosie zapytała Kairi, spostrzegając Riku i brak obecności ich przyjaciela. 
-Faktycznie, ostatnio rzadko się widujemy... ale pewnie to też trochę przeze mnie. 
-Dlaczego przez ciebie? Wy też się pokłóciliście? 
-Nie pokłóciliśmy się, ale wiesz przecież, że w tej sytuacji ciężko jest wspólnie spędzać czas, jak kiedyś... -Powiedział Riku, co wprowadziło ich w ponury nastrój. -Więc teraz musi dzielić swój czas na nas i na Roxasa...
-Też głupio się czuję, Namine to w końcu moja najlepsza przyjaciółka... ale staram się jak mogę, być wobec was bezstronna... 
-Dobra, daj spokój, takie gadanie na pewno mi w niczym nie pomoże. 
-Tym bardziej dziwnie mi prosić cię teraz o rady...
-A niby kogo innego chcesz o nie prosić, Kairi? Tylko ja jedyny wiem o twoich uczuciach, racja? -Przyznał Srebrnowłosy i uśmiechnął się do dziewczyny, na co jej twarz pokryła się rumieńcem. 
-Tak naprawdę, od kiedy patrzę na niego jak na kogoś więcej niż przyjaciela, mam wrażenie, że coraz bardziej zaczynam się od niego oddalać, kiedyś tak nie było... teraz jak jesteśmy sam na sam, to nawet nie wiem, o czym z nim rozmawiać...
-Też to zauważyłem. Pewnie za bardzo skupiasz się na tym, żeby nie palnąć przy nim jakieś pierdoły, bo ci na nim zależy, a kiedyś po prostu w ogóle nad tym nie myślałaś. 
-Może masz rację... Ale boję się, jeszcze bardziej się od siebie odsuniemy, jak powiem mu co do niego czuję...
-Moja rada jest taka: działaj, bo jak wiecznie będziesz to ukrywać, to w pewnym momencie może być już za późno... I nie bój się, jak by nawet coś poszło nie tak, to on na pewno nie odwróci się od ciebie, tylko przyjmie to do widomości i wszystko zostanie po staremu, mówię ci.
-Czemu jesteś tego taki pewien?
-Bo Sora już taki jest, że przyjaźń stawia ponad wszystko. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 6 na Wattpadzie

poniedziałek, 11 grudnia 2023

Rozdział 5 - Napięte stosunki

 Sora i Streli coraz to większymi krokami zbliżali się do jej domu. Niebieskooki prowadzony przez warte grzechu feremony swej wybranki, był niemal pewny swojej decyzji. Po niedługim czasie obydwoje dotarli do celu. 
-To jaka jest twoja decyzja, hm? -Zapytała Rudowłosa. -Jestem taka napalona!- Wyszeptała, rzucając mu się na szyję. Ten na moment zamilkł, lecz po chwili lekko odsunął ją od siebie. 
-Streli, nie obraź się, ale jestem totalnie padnięty, a przede mną jeszcze długa droga do domu... będę się zbierał. 
-Zawsze możesz przenocować u mnie. -Orzekła dziewczyna, puszczając do niego oczko. 
-Innym razem chętnie, ale teraz muszę już iść. -Odparł Sora, zachowując resztki rozsądku. 
-Oj no dobrze, przełożymy to na kiedy indziej, a dzisiaj, no cóż, będę musiała poradzić sobie sama... -Rzuciła i stając na palcach obdarzyła chłopaka lekkim pocałunkiem w usta. -Papa, do jutra Sora!- Odwróciła się na pięcie i pomachała mu na pożegnanie. 
~No cóż, będę musiała poradzić sobie sama~ - Słowa te sprawiły, że w przed oczami Sory zaczęły przemieszczać się obrazy o charakterze pornograficznym, tym samym krew zaczęła przemieszczać się do pewnego strategicznego miejsca. Chłopak więc bez chwili większego zastanowienia, udał się do swojego mieszkania. 
Wieczór ten z pewnością był pełen wrażeń, które przytłaczały swoim ciężarem młodego Sorę i jego młode doświadczenie z płcią przeciwną. Chciał dostać jedynie palec, a prawie udało mu się zgarnąć całą rękę, jakoś specjalnie się o to nie starając. Zmęczony tą całą karuzelą emocji, w trymiga zasnął, z ciekawością, co przyniesie kolejny dzień. 


***


-Sora, chłopie, coś Ty taki zmarnowany?! Wyglądasz jak śmierć. -Takimi słowami przywitał go Roxas, kiedy to rankiem zbliżali się do murów placówki edukacyjnej. 
-Możesz tak się nie drzeć? Łeb mi pęka... 
-Uff, to dobrze bo już myślałem, że dostałeś kosza.
-Gorzej... 
-Hę?! Co może być gorsze niż dostanie kosza?! 
-Propozycja ruchania na pierwszej "randce" kiedy jesteś nawalonym prawiczkiem... -Wczorajsze wydarzenia streścił Sora, po czym przyśpieszył kroku, zostawiając kumpla z opadem szczęki do ziemi. 


8:30, Szkolny dach


-Riku, jesteś pewien, że dasz sobie radę? 
-Nie mogę przecież wiecznie uciekać, a nie zawalę roku tylko dlatego, że jestem z nią w jednej klasie... 
-Nie możesz wiecznie uciekać, co? Jakby nie patrzeć, to ja uciekam cały czas... od kiedy tylko się znamy... 
-Eh, po prostu boisz się odrzucenia, Kairi. Ale ty nawet nie próbujesz. 
-Nie próbuję, bo boję się, że to zniszczy naszą przyjaźń...
-Ok, pomogę ci, w sumie nie mam nic do stracenia. Wrócimy do tematu, jak będziesz gotowa. -Rzucił Srebrnowłosy i odszedł w kierunku wyjścia. 


***


-Czy jegomość wie, która jest godzina?! -Zapytał z przekąsem profesor, widząc w drzwiach sali Riku, wkraczającego na ostatnie 10 minut lekcji. Ten w milczeniu udał się na swoje miejsce, które pechowo przypadało tuż obok jego byłej dziewczyny - Namine. Mimo to, chłopak był na tyle pogodzony z obecnym stanem rzeczy, że nie robiło to na nim większego wrażenia. 
Plotki szybko się rozchodzą, w szczególności, jeśli dotyczą popularnej persony. Takie osobistości mają jednak ciężki żywot - mogą być albo kochane, albo nienawidzone. Riku należał do tej pierwszej grupy - zwykle powodował przyśpieszone bicie serca u dziewoi ze szkolnej społeczności, za to Namine, była na gorszej pozycji -  budzącej pogardę u fanclubu Riku. Niemniej jednak, wszystko to równoważyły dziwaczne spojrzenia, jakie od reszty klasy padały na ich oboje.
-Riku-chan, jak w końcu ta pusta lalunia cię rzuciła, to może umówisz że się mną? -Zawołała prowokująco Larxene, siedząca ławkę obok.
-Aż tak zdesperowany nie jestem. -Równie kpiąco odchrząknął Zielonooki, tym samym umiejętnie przekierowując obiekt drwin na Blondynkę. 
-Larxa, i tak nie jesteś w jego typie, przecież on gustuje w puszczalskich, hahaha! -Swoje 5 groszy dorzucił Marluxia. 
Namine starała udawać się, że tego nie słyszy. Nie odwracała ani swojej głowy, ani wzroku, tak jakby to zachowanie miało sprawić, że nagle stanie się niewidzialna. Jednocześnie była świadoma, że to przez nią ona i jej były chłopak, będą przez najbliższy czas musieli znosić podobne zaczepki. Finalnie, głośne brzęczenie dzwonka uratowało sytuację.  Jasnowłosa jako pierwsza wybiegła z klasy, a z jej oczu zaczęły kapać łzy. 


***


Wiele osób gra w gry. Riku w grę pozorów, że nie rusza go przebywanie w towarzystwie byłej ukochanej, Namine -że nie przejmuje się docinkami ze strony innych, Roxas rozgrywa teatrzyk, że niby nic się nie stało, a Kairi to już w ogóle ma jakieś lagi. A to wszystko, to dopiero gra wstępna...


Art by Sayuri-sama

Rozdział 5 na Wattpadzie

poniedziałek, 4 grudnia 2023

Rozdział 4 - Szansa na sukces

Nieubłaganie zbliżał się wieczór, a wraz z nim zbliżało się spotkanie ze Strelitzią. Sora jak nigdy wcześniej stał w łazience i pindrzył się przed lustrem. Jego tradycyjnie sterczące kosmyki zostały ujarzmione żelem do włosów, ciało nakryte najlepszymi ciuchami jakie miał, a skóra perfumami, które miały sprawić, że kobiety zemdleją z zachwytu. O ile zewnętrzna powłoka ciała była otoczona pozytywnym vibe'm, o tyle wewnątrz działo się coś zupełnie odwrotnego. Chłopak aż drżał na myśl o spotkaniu ze swoim obiektem zainteresowania, najbardziej obawiając się tego, że zrobi coś nie tak i całe rozpoczynające się love story legnie pod toną gruzu. Cóż, przekonajmy się. 


Staw przy palmach, 18:15


Niebieskooki celowo przyszedł na spotkanie spóźniony. Wolał dołączyć do wszystkich, niż na miejscu zastać samą Rudowłosą. Bujna wyobraźnia podpowiadała mu bowiem, że motylki w jego brzuchu wylecą do  krtani i obsiądą jego struny głosowe tak, że odbierze mu mowę, kiedy zostaną sam na sam.
-Cześć wszystkim...! -Przywitał się Sora. 
-Hę? A ten to kto, nie kojarzę, żebyś był zaproszony. -Prześmiewczo odparł Roxas, widząc swego kumpla w niecodziennym outficie. 
-No no, faktycznie, wyglądasz zupełnie inaczej. -Swoim zdaniem również podzieliła się Namine. 
-P-przepraszam, ja akurat nie za bardzo cię kojarzę... -Oznajmiła Strelitzia, patrząc się badającym wzrokiem na chłopaka. 
-Aaa no tak, sorki że się nie przedstawiłem, Sora jestem. -Wyciągnął dłoń do Streli, po czym usiadł obok niej. -Ja cię za to doskonale znam z widzenia... W sumie to ciężko cię nie zauważyć... -Dodał nieśmiało.
-Co masz na myśli? -Zapytała Rudowłosa i rzuciła mu pytające spojrzenie. Sora nieco się speszył, gdyż uzmysłowił sobie, że jego wcześniejszą wypowiedzą sam wkopał się w dołek.
-Ma na myśli że jesteś śliczniutka, co nie? - Wtrącił się Roxas, wkopując go tym samym w jeszcze większy dołek i rzucił w jego stronę puszkę piwa. -Łap i wyluzuj trochę! -Sora złapał trunek i popatrzył się w stronę Jasnowłosego z żądzą mordu w oczach. Strelitzia zauważyła tą interakcję między chłopakami i zareagowała cichym chichotem. 
-Oj no już przestańcie, kto ma ochotę na onigiri? Przygotowałam tego cały koszyk... - Orzekła Namine, opanowując sytuację.
Od tego momentu impreza zaczęła się rozkręcać w naturalnym rytmie. Alkohol dodawał coraz to więcej odwagi, a odwaga dawała coraz to większe możliwości w podtrzymaniu konwersacji - przynajmniej dla głównych gwoździ programu - Sory i Streli. Niestety jak to mówią, co dobre się szybko kończy, więc według tej reguły przyszedł czas na zakończenie posiedzenia. 


Nowa wiadomość 
Od: Roxas
Do: Sora
Treść: Odprowadź ją do domu, to Twoja wielka szansa 👉👌


Sora spojrzał na Gumiphona i spalił buraka, lecz jednocześnie przystał na słowa swojego kumpla. 
-Super się siedziało, ale pora się zbierać, za 7 godzin zaczynamy lekcje... -Z ziemi ociężale podniósł się Roxas, ciągnąc za sobą Namine. -To my spadamy, miło było, koniecznie trzeba to kiedyś powtórzyć! -Dodał po chwili Jasnowłosy, po czym wraz ze swoją dziewczyną szybko oddalili się w swoją stronę, co by Sora przypadkiem się nie rozmyślił. 
-Ja też już pójdę. -Rzuciła Strelitzia. 
-Streli, czekaj... -Zawołał Niebieskooki, podszedł do dziewczyny i delikatnie złapał jej przedramię. -Odprowadzę cię do domu, jest już późno. -Ona poruszyła twierdząco głową i w milczeniu udali się na pobliski deptak. Idąc, Sora wpatrywał się we wszystko dookoła, byleby tylko nie spotkać się wzrokiem z Rudowłosą. 
-Czyli podobam ci się, Sora? - Jak grom z jasnego nieba wystrzeliła dziewczyna. Ten aż zacietrzewił się na wypowiedziane przez nią słowa.
-Tak... podobasz mi się i to bardzo. -Punkty odwagi dodane przez procenty zrobiły swoje. Sora bez głębszych przemyśleń w końcu wyznał, co leżało mu na sercu. 
-Lubię takich konkretnych facetów. -Przyznała, po czym zbliżyła się do twarzy chłopaka i przyłożyła mu palec do ust. -Może przy okazji wpadniesz do mnie? -Zapytała zalotnym głosem. Ta propozycja wryła Brązowowłosego w ziemię. Nie tylko był zszokowany tym, co właśnie usłyszał, ale i tym, że zachowanie Strelitzi uległo zmianie o 180 stopni. Czyżby ta nieśmiała, skromna postawa była tylko maską, pod którą skrywała się zadziorna i uwodzicielska niewiasta?
-Heh... przemyślę to po drodze. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 4 na Wattpadzie