sobota, 24 lutego 2024

Rozdział 11 - Friends with disadvantages

 Tego samego wieczoru, 22:00


W ostatnim czasie  wieczory na wyspie bywają wyjątkowo ciepłe, jak też przystało na marzec. Będąc pod wpływem tej wiosennej aury, Sora toczył się powoli przez uliczki miasta, tym samym urządzając sobie  mały, spontaniczny spacerek. Mimo iż w tamtej chwili Niebieskooki szedł w samotności, przez cały czas towarzyszyły mu myśli, skupiające się na wcześniejszej rozmowie ze Strelitzią. "Nie wiem, chyba tęsknię za tobą" - Zdanie to zapętlało mu się w głowie, całkiem tak, jakby miał w wtedy zamiast mózgu odtwarzacz CD, a w nim płytę, która zacięła się na tym jednym, konkretnym fragmencie. Chłopak przeszedł jeszcze parę metrów, lecz w pewnym momencie zatrzymał się na chwilę i podjął decyzję, że zmieni nieco plany dotyczące dzisiejszego powrotu do domu. 


***


Sora stanął przy wejściu, a następnie zdecydowanym ruchem wcisnął dzwonek do drzwi, z nadzieją, że zostaną one otwarte. Ku jego fartowi, nie musiał długo czekać na reakcję, gdyż po niecałej minucie usłyszał przekręcający się zamek. 
-Sora...?
-No cześć Streli, też się tak jakoś stęskniłem... 
-Widzę, że nie tylko ja potrafię być nieprzewidywalna. -Oświadczyła z fascynacją, po czym wciągnęła go za rękę do mieszkania. -Nie mogłam się doczekać naszego kolejnego spotkania.
-H-hej,  jeszcze nawet nie zdążyłem się porządnie przywitać a ty już...-Wtrącił mimochodem Brązowowłosy, który poczuł jak dłonie dziewczyny gwałtownie wsuwają się pod jego bluzę. -Podobno lubisz ze mną rozmawiać, a z tego co wiem, to rozmowę zaczyna się trochę inaczej... 
-Lubię twój głos, ale jeszcze bardziej polubiłam twoje ciało. -Jej ręce spod bluzy szybko przemieściły się na guzik od spodni, który bez wahania odpięła i ochoczo opuściła je w dół. 
-A-ah Strelitzia... T-ty tak na serio? A-ah... -Z trudnością zapytał Sora, po czym spoglądnął w dół, gdzie ujrzał jak Rudowłosa oplata ustami jego przyrodzenie. Ta już nic się nie odezwała i skupiła na rozpieszczaniu go swoim językiem. 
-Mmm... rozgrzany, co? To teraz chodź na kanapę...-Przerwała po chwili, sugestywnym wzrokiem patrząc na chłopaka. On przystał na tę propozycję i w ten sposób oboje szybko znaleźli się w salonie. 
-P-poczekaj, gumy... -Zasygnalizował, powstrzymując dziewczynę, która to miała zamiar jak najszybciej na nim usiąść. -Eh.. gdzieś na pewno je miałem... 
-Haha, spokojnie biorę tabletki, więc chciałabym, żebyś tym razem poszedł na całość...! -Orzekła i z impetem wbiła się na jego członka. 
I tak oto za inicjatywą Strelitzi, przebrnęli oni przez kilka różnorakich pozycji, które z dużą częstotliwością zmieniali. Sora w dalszym ciągu przez ograniczone doświadczenie w tej sferze nieśmiało podejmował działania, jednak z każdym ruchem nabierał coraz to większej pewności w dotykaniu kobiecego ciała, co w ostateczności doprowadziło jego partnerkę do satysfakcjonującego finału. Sam również skończył krótko po niej i lęgnął plecami na poduszki.  
-Ahh, jesteś boski!- Skomplementowała Rudowłosa, zeszła ze zdyszanego chłopaka, a następnie sięgnęła po papierosa i zapalniczkę. 
-To chyba dobrze, biorąc pod uwagę, że robiłem to drugi raz w życiu...
-Nie ma znaczenia ile razy to robiłeś, kiedy potrafiłeś sprawić żebym doszła. -Przyznała, wydmuchując dym. 
-Aż taka jesteś wymagająca? 
-Wcale nie jestem jakoś szczególnie wymagająca... po prostu moi ex byli  dupkami i  egoistami...  Jak tylko oni sami skończyli, to ubierali się i jak gdyby nigdy nic wracali sobie do domu. A z tobą jest inaczej.
-Heh... w takim razie chyba nie zależało im na tobie za bardzo... 
-Czyli skoro oni się nie starali, bo im na mnie nie zależało, to mam rozumieć, że ty się starasz, bo ci na mnie zależy? -Zapytała wnikliwie Strelitzia, przybierając nieco na powadze.
-Muszę iść się przewietrzyć. -Palnął niespodziewanie Brązowowłosy, zgarnął ramę fajek leżącą na stole i wciągając na siebie spodnie, wyszedł na balkon. To co właśnie zrobił, zdecydowanie można nazwać ucieczką. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, którego nigdy wcześniej nawet sam sobie nie zadał. Odpalił wówczas papierosa i spojrzał w niebo, co by poukładać myśli. Jednakże jego plan kupienia sobie czasu na odpowiedź szybko został zrujnowany, gdyż dziewczyna postanowiła pójść za nim. 
-Hejjj, czemu nie powiedziałeś, że idziesz zapalić?! Zazwyczaj palę w samotności, a miło by było mieć jakieś towarzystwo... 
-Hmm, popularna dziewczyna narzeka na brak towarzystwa? Dziwne. 
-Co z tego, że jestem lubiana, jak tak naprawdę nie mam nikogo... Żadnego przyjaciela, który by mnie wysłuchał, zrozumiał... polubił za to jaka jestem, a nie tylko za to jak wyglądam... -Wyznała, a jej oczach zaczęły gromadzić się łzy. 
-Strelitzia... nie umiem ci jeszcze odpowiedzieć, czy mi na tobie zależy, ale... na pewno zależy mi na tym, żebyś przestała udawać, że wszystko jest w porządku, jasne? -Sora zwrócił się w kierunku Rudowłosej i położył jej dłonie na ramionach. 
-Ale jest w porządku! -Pisnęła, po czym wybuchła płaczem.
-I dlatego płaczesz, hm? 
-Tak!
-Eh... chodź, wejdźmy do środka. -Zaproponował Niebieskooki, prowadząc ją z powrotem do salonu, a następnie podał jej chusteczki. -No okej, mówiłaś, że nie masz przyjaciela, który by cię wysłuchał. Ale jakbyś miała, to o czym byś chciała mu powiedzieć? 
-O wszystkim... co robiłam, jak się czuję, co mi się podoba, a co nie... Ale jakie to ma znaczenie, skoro nikogo takiego nie mam?!
-Spokojnie, nie denerwuj się, ja tylko próbuję cię jakoś zrozumieć... 
-Oj tam, darujmy sobie tą zabawę w psychologa, idę po wino! -Wykrzyczała, raptownie zmieniając nastrój z rozpaczy na euforię. -Napijesz się ze mną? 
-Nie, dzięki... tak właściwie będę musiał już iść. Jest prawie środek nocy, a ja mam kawałek do domu... -Zakomunikował Sora, na co Strelitzia znów wyraźnie posmutniała. 
-Sora, proszę, zostań... -Wtem położyła butelkę z trunkiem na blacie i pognała za chłopakiem, delikatnie szarpiąc go za rękaw. Ten odwrócił się w jej stronę i spostrzegł, że dziewczyna niemalże błagającym wzrokiem chce go zatrzymać. 
-No dobrze, zostanę. 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 11 na Wattpadzie


wtorek, 13 lutego 2024

Rozdział 10 - Zgubiona nadzieja

 „Znajoma” - To całkiem niewinne określenie, lecz może spowodować szereg rozmaitych emocji. W tamtym momencie dla Sory oznaczało to nic innego, jak status definiujący poziom ich relacji, u Kairi wywołało to pewnego rodzaju niepokój, a Riku był niemalże pewien, że wspomniana "znajoma nieznajoma" nie była tylko zwykłą koleżanką. 


***


-Dobra, ja będę się zbierał. Mam chujowy nastrój i poza tym obiecałem matce, że pomogę jej przy zakupach. -Zadecydował Srebrnowłosy, będąc świadomym, że jego obecna kondycja psychiczna, nie najlepiej wpływa na najbliższe mu otoczenie. -Kairi, dzisiaj nie dam rady cię odprowadzić do domu, ale myślę, że Sora nie będzie miał nic przeciwko?- Wypowiadając to zdanie lekko kuśtyknął dziewczynę w ramię a następnie wymownie spojrzał na swojego kumpla. 
-Riku, przecież nic się nie stanie jak ten jeden raz wrócę sama... -Odparła, zakłopotana wizją zostania sam na sam z Niebieskookim.
-Nie ma opcji, byś plątała się sama o takiej godzinie! -przyznał- Możesz być spokojny, zaopiekuję się nią! -Oświadczył Sora, machając do znikającego z pola widzenia Riku. -Chodź Kairi, my też się zbieramy. -Wedle tej myśli oboje wstali i ruszyli przed siebie.


Drogę oświetlały słabe światła bijące od szeroko rozstawionych latarni, natomiast wokół nie było słychać nic prócz cichego brzęczenia koników polnych i nieco donośniejszego jazgotu cykad. Nasza dwójka przyjaciół, która zazwyczaj miała sobie dużo do powiedzenia, w tamtym momencie szła w milczeniu.

 

-S-sora... naprawdę nie musisz iść ze mną, dalej już pójdę sama, przecież kompletnie nie jest ci po drodze i...-Nieśmiało zagaiła Wiśniowowłosa, idąc kilka kroków za chłopakiem. 
-Hej spokojnie, mówiłem ci, że dla mnie to żaden problem. -Ten odwrócił się i rzucił w jej kierunku serdeczny uśmiech. -W ogóle to mam wrażenie, że jesteś strasznie spięta, co jest? 
-Spięta? Ani trochę nie jestem spięta! -Zapewniła, nerwowo się śmiejąc, co z pewnością nie dodało autentyczności jej słowom. -Ja po prostu cały czas się zastanawiam, jak po trzech latach bycia ze sobą, można tak po prostu zostawić kogoś dla innej osoby... nie rozumiem tego. 
-Wiem, że to drażliwy temat, ale nie lepiej by było zapytać o to Namine? 
-Pytałam... ale zawsze jak chcę z nią o tym porozmawiać, to ona od razu zmienia temat... 
-Szczerze? Wydaje mi się, że jak jest się w kimś tak na serio zakochanym, to nie widzi się świata po za tą osobą. No przynajmniej ja tak to widzę.
-Też tak myślę... Aż ciężko sobie wyobrazić, że miałby być to ktoś inny... -Odparła dziewczyna i  ukradkiem spojrzała na Niebieskookiego, a na jej twarzy zagościł lekki rumieniec.
-No i jesteśmy! Tak bardzo chciałaś iść sama, a tymczasem odprowadziłem cię pod same drzwi, haha!
-A-ano tak, faktycznie! Tak się zagadałam, że nawet nie zauważyłam, że już  doszliśmy... Dziękuję, Sora.
-Daj spokój, nie ma za co, przynajmniej była okazja trochę dłużej pogadać! -Odrzekł, a następnie po krótkim "papa" na pożegnanie, odszedł w swoją stronę. Kairi natomiast wcale nie śpieszyło się do środka. Stała u progu drzwi i z czułością wpatrywała się na swój obiekt westchnień, który pomału coraz to bardziej oddalał się w głąb ulicy. W pewnym momencie jednak, jej uwagę przykuło niewielkie pudełeczko, jakie przypadkowo wypadło z tylnej kieszeni Sory.  Poczekała więc, jak Brązowowłosy odejdzie kawałek dalej, co by przypadkiem nie zostać przyłapaną na podglądaniu, po czym niepostrzeżenie podeszła do niezidentyfikowanego obiektu. Dziewczyna schyliła się i z niedowierzaniem popatrzyła na rzecz, jaką właśnie podniosła, bowiem tym co zgubił Sora, było opakowanie prezerwatyw. Z głową pełną przeróżnych wyobrażeń, schowała pakunek do torebki i szybko udała się do mieszkania. 


~Czy Sora kogoś już ma? Jak ma, to czemu nic nie powiedział...? Zaraz, chwilę... przecież ten telefon i teraz to...To nie może być przypadek...~


Zapytacie więc, czy kawałek lateksu zapakowany w karton może wywołać zamieszanie? Owszem może, jeśli tylko znajdzie się w rękach niewłaściwej osoby, o niewłaściwym czasie... 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 10 na Wattpadzie


piątek, 2 lutego 2024

Rozdział 9 - Teleporada

 Nastał piękny i słoneczny poranek. Przyroda budziła się do życia, a wraz z nią budziły się ptaki, które donośnie ćwierkały na drzewku, jakie mieściło się tuż obok okna naszego szpiczastowłosego bohatera. Z całego tego towarzystwa, nie budził się jedynie wspominany wcześniej Sora, bo zwykle żeby się obudzić, trzeba najpierw zasnąć. A jemu niestety tej nocy nie udało się zmrużyć oka, gdyż intensywnie zapętlał w swojej głowie wspomnienia o wczorajszym wieczorze. W pewnym momencie z ciągu rozmyślań wyrwało go głośne pukanie do drzwi.
-Sora! Roxas do ciebie przyszedł, mogę go wpuścić? -Zawołała z przedpokoju mama Niebieskookiego. 
-Powiedz, że nie ma mnie w domu! 
-Noo akurat! Za późno na takie wymówki, haha! -Krzyknął Roxas, stojący tuż pod drzwiami do jego pokoju. 
-Dobra, nie drzyj się tylko właź...
-Eh Sora, może byłbyś nieco milszy dla swojego gościa? -Rzuciła upominająco rodzicielka i nie chcąc przeszkadzać w spotkaniu, wróciła do swoich zajęć. 
-Co jest tak ważnego, że wbijasz do mnie w sobotę o ósmej rano? -Zapytał sarkastycznie Sora i ociężale podniósł się do pozycji siedzącej. 
-No właśnie to, że jest sobota rano! -Orzekł pełen wigoru, na co jego kumpel rzucił mu spojrzenie, jak gdyby ten był co najmniej jakiś niedorozwinięty. -Zbieramy Axela, Vena i Aquę i lecimy na plażę, dawaj z nami!
-Dzięki za zaproszenie, ale raczej sobie odpuszczę. -Odburknął, przecierając dłonią wory pod oczami. 
-A co, znowu ciężka noc była? 
-Zaruchałem, jak już tak bardzo chcesz wiedzieć... -Wypalił bez domysłów. 
-No w końcu, stary! -Blondyn uradował się na te wieść, jakby dotyczyło to jego samego. - Masz farta, żeby być rozdziewiczonym przez najpopularniejszą laskę w szkole...
-Czy ja wiem? Niby wszystko spoko, ale jest jakaś dziwna... Najpierw się śmieje, potem płacze, a na samym końcu stwierdza, żebym nikomu nie mówił, że się spotykamy. Rozumiesz coś z tego?
-Nie znam jej, ale to chyba typowe babskie humorki...


***


Późnym popołudniem, kiedy Sora już zregenerował swoje siły, mimo wcześniejszej odmowy pójścia na plażę, finalnie i tak się na nią udał, co by to zobaczyć się z Kairi i Riku, których ostatnimi czasy odrobinę zaniedbał. Do ich wspólnego, ulubionego miejsca prowadził most, przez który wolnymi krokami sunął się Brązowowłosy, z oddali widząc unoszące się na linii horyzontu słońce i odwrócone sylwetki swoich przyjaciół. 
-No siemka! -Zaszedł ich zza pleców, równolegle obejmując ich ramionami. -Mam nadzieję, że nie tęskniliście za bardzo?
-Jeszcze chwila i chyba umarłbym z tęsknoty.-Rzekł ironicznie Riku, na co Kairi zaśmiała się pod nosem. 
-Sorki, ostatnio mam sporo na głowie no i sami wiecie, nie spotykamy się już wszyscy razem a ciężko się rozdwoić...-Niebieskooki nieporadnie wytłumaczył powód swojej nieobecności, po czym usadowił się między nimi. 
-Rozumiem cię Sora... Ja też jakoś nie mogę się jeszcze odnaleźć w tej sytuacji... -Dodała ze smutkiem Wiśniowowłosa.
-Czy możemy przestać gadać na ten temat, za każdym razem kiedy tylko się widzimy?-Wtrącił się Riku.- Zdajecie sobie sprawę, jak mi jest cholernie ciężko codziennie się z nią widywać, a potem jeszcze patrzeć, jak na przerwach miazgolą się na korytarzu?! Jak nie jesteście w stanie mi pomóc, to chociaż zamknijcie się i dajcie mi w spokoju się ogarnąć...!-Wybuchnął pod wpływem emocji, wskutek czego pozostała dwójka  wlepiła wzrok w ziemię i na chwilę zamilkła. Lecz ta niezręczna cisza nie potrwała zbyt długo, gdyż niespodziewanie przerwał ją donośny sygnał dzwonka, rozbrzmiewającego z telefonu Sory. Sięgnął on wówczas do kieszeni i mimowolnie popatrzył na ekran celem zidentyfikowania tożsamości osoby, która właśnie próbowała się z nim skontaktować, jednakże wyświetlany numer nie był mu znany. 
-Przepraszam was na chwilę, muszę odebrać...-Oznajmił, a następnie wstał, oddalił się na parę kroków i z wahaniem wcisnął zieloną słuchawkę.


-Halo? 
-Cześć Sora...-
Chłopaka powitał łagodny kobiecy głos, który z łatwością rozpoznał. 
-Hej...zaskoczyłaś mnie tym telefonem, coś się stało, że dzwonisz?
-Tak, wiem, jestem nieprzewidywalna. -Odpowiedziała, lekko się śmiejąc. -Nic się nie stało... po prostu chciałam usłyszeć Twój głos... 
-Eh, to miłe, ale tak zupełnie bez powodu chciałaś mnie usłyszeć?
-Podoba mi się sposób, w jaki ze mną rozmawiasz. Czuję, że o czymkolwiek bym ci nie powiedziała, to zawsze mnie wysłuchasz...  Wpadniesz wieczorem?
-Cóż, rozumiem, że każdy potrzebuje się czasem wygadać.-
Przyznał, będąc coraz to bardziej zdezorientowany tokiem rozmowy. -Chętnie bym wpadł, ale dzisiaj mam trochę inne plany... Mam nadzieję, że się nie obrazisz? 
-Wybaczę Ci,  jak odpowiednio mi to wynagrodzisz. -
Oświadczyła zalotnie, przez co nie ciężko było wywnioskować, o jaki rodzaj zadośćuczynienia chodzi. -To będę czekać na ciebie z niecierpliwością, bo nie wiem... chyba tęsknię za tobą. 

Sora nawet nie zdążył jakkolwiek odpowiedzieć, gdyż Strelitzia wypowiedziawszy to zdanie, nagle przerwała połączenie. Brązowowłosy schował swój Gummifon i wrócił do zaintrygowanych tą rozmową kumpli.
-Kto potrzebował ci się wygadać, że po rozmowie masz takiego banana na gębie? -Zapytał z przekąsem Riku, zauważając wyraźne promieniejącą twarz Sory.
-Aaa to nic takiego, to tylko znajoma... 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 9 na Wattpadzie