Sora udał się pod dom, gdzie u progu stała dobrze znana mu osoba, która czekała tam od momentu jego wcześniejszego, niepokojącego telefonu. Chwiejnym krokiem podszedł on do drzwi wejściowych i wchodząc po schodkach do nich prowadzących, potknął się i upadł.
-Sora, wszystko w porządku? Nic ci się nie stało? -Zapytała troskliwie dziewczyna, pomagając mu wstać.
-Oprócz tego, że się trochę potłukłem to żyję... -Odparł, chwytając się jej ręki. -W ogóle to dzięki, Kairi... po prostu nie miałem co ze sobą zrobić. -Powiedział i ruszył w kierunku przedpokoju, lecz w dalszym ciągu szedł gibając się na wszystkie strony świata. Kairi zauważywszy to, podbiegła do niego, podniosła jego prawe ramię, po czym przerzuciła je sobie przez barki.
-Przepraszam, chyba za dużo wypiłem... -Będąc asekurowanym przez Wiśniowowłosą, po chwili razem dotarli do jej pokoju i usiedli na tapczanie.
-Sora, co się dzieje? Nigdy nie widziałam cię w takim stanie...
-Heh, też siebie nie poznaję... Jakby to ująć, nie układa mi się ze Strelitzią... -Słysząc te słowa, Kairi zwiesiła głowę w dół, co by ukryć smutek malujący się na jej twarzy. Tak naprawdę nie miała ochoty słuchać żali Sory dotyczących jego rozterek sercowych, a już tym bardziej nie miała ochoty słuchać o Strelitzie. Kiedy tylko połączyła tą dwójkę w myślach, jej pamięć od razu wracała do bolesnego wspomnienia o filmiku, jaki jeszcze do niedawna był na językach wielu osób z licealnej społeczności. Jednakże uczucie jakim wciąż go darzyła, nie pozwalało jej przejść obojętnie obok tego, co miał do powiedzenia. -Nawet nie mogę z nią normalnie pogadać, bo zawsze jest nachlana albo naćpana... i wymaga ode mnie nie wiadomo czego... Jestem totalnie bezradny.
-Czasem niektórym ludziom nie da się pomóc. -Odrzekła, podając Niebieskookiemu szklankę z wodą.
-Skoro tak jest, to ja chciałbym dokonać niemożliwego... tak bardzo chciałbym jej pomóc, chciałbym, żeby w końcu była normalna... W sumie odkąd ją znam, to zawsze się tak zachowywała.
-Do póki ona sama nie będzie chciała czegoś zmienić, to musisz się pogodzić, że sam nic z tym nie zrobisz...
-To siłą ją zaciągnę do psychiatry, może tam wyleczą te jej chore jazdy! -Warknął, zaciskając pięści. Kairi widząc jego reakcję, przysunęła się bliżej, ujęła jego twarz w dłonie i zebrawszy w sobie całą swoją odwagę, głęboko spojrzała mu w oczy.
-Sora, spójrz na siebie... Chcąc pomóc jednej osobie, która z tego co mówisz nie chce twojej pomocy, martwisz całą masę innych osób, którym na tobie zależy... pomyślałeś czasem jak my się czujemy?
-Masz rację, przepraszam... -Przyznał, a następnie niespodziewanie wtulił się w Kairi, ażeby nieco uspokoić swoje rozjuszone emocje. -Przez to wszystko zapomniałem, jacy jesteście dla mnie ważni... -Wiśniowowłosa na ułamek sekundy zamarła z zaskoczenia i nie za bardzo wiedziała, jak ma się zachować, jednak po chwili odwzajemniła uścisk.
-Nie zapominaj też o sobie, proszę... Ja tylko chciałabym zobaczyć, jak znowu się uśmiechasz... -Pisnęła, a po jej policzku spłynęła łza. Sora nic się nie odezwał, coraz to mocniej obejmując ją ramionami. W tym momencie czuł ciepło i ukojenie, których już od dawna nie miał okazji doświadczyć, a już szczególnie w ramionach Strelitzi.
-Kairi, dziękuję. Już czuję się o wiele lepiej.
-W końcu od tego są przyjaciele, prawda? -Rzekła, uśmiechając się subtelnie.
-Tak... wracam do domu, przecież przeze mnie się nie wyśpisz! -Rzucił i podparł się na rękach z zamiarem wstania.
-Nie ma mowy, nigdzie nie pójdziesz w takim stanie!
-Ale twoi rodzice i w ogó...
-Jak masz zamiar teraz wrócić do siebie, jak ty nawet ledwo wszedłeś po schodach? -Zaznaczyła dziewczyna, a następnie wyciągnęła z szafy nadmuchiwany materac. -Rodzice wyjeżdżają z samego rana, więc nie masz się czym martwić.
-Dzięki... serio nie wiem, jak ci się odwdzięczę...
Po krótkim czasie, Sora leżał już na przygotowanym posłaniu, Kairi zaś wdrapała się na swoje łóżko i schowała głowę w poduszki. Najchętniej wcale nie ścieliłaby mu osobnego legowiska, tylko zaprosiłaby go pod swoją kołdrę i spędziła resztę nocy na obejmowaniu go. Ale niestety w dalszym ciągu byli tylko przyjaciółmi.
~Czy ty naprawdę myślisz, że ja teraz usnę?~ Pomyślała, leżąc jak sparaliżowana. Co jakiś czas zerkała w dół, obserwując, czy Niebieskooki już śpi, aby bez skrępowania mogła się w niego wpatrywać.
-H-hej, śpisz? -Po upływie kilkunastu minut szepnęła, badając sytuację i brak jakiejkolwiek odpowiedzi dał jej pewność, że ten jest pogrążony w głębokim śnie. Wówczas po cichu zeszła z łóżka i uklęknęła nad chłopakiem. Poprzyglądała się mu chwilę, przeczesała dłonią jego włosy, po czym pochyliła się w dół i musnęła ustami jego policzek.
-Dobranoc, Sora...
Art by Sayuri-sama


