wtorek, 30 kwietnia 2024

Rozdział 17 - „Przez kogo nie śpisz i komu nie dajesz spać”

 Sora udał się pod dom, gdzie u progu stała dobrze znana mu osoba, która czekała tam od momentu jego wcześniejszego, niepokojącego telefonu. Chwiejnym krokiem podszedł on do drzwi wejściowych i wchodząc po schodkach do nich prowadzących, potknął się i upadł. 


-Sora, wszystko w porządku? Nic ci się nie stało? -Zapytała troskliwie dziewczyna, pomagając mu wstać. 
-Oprócz tego, że się trochę potłukłem to żyję... -Odparł, chwytając się jej ręki. -W ogóle to dzięki, Kairi... po prostu nie miałem co ze sobą zrobić. -Powiedział i ruszył w kierunku przedpokoju, lecz w dalszym ciągu szedł gibając się na wszystkie strony świata. Kairi zauważywszy to, podbiegła do niego, podniosła jego prawe ramię, po czym przerzuciła je sobie przez barki. 
-Przepraszam, chyba za dużo wypiłem... -Będąc asekurowanym przez Wiśniowowłosą, po chwili razem dotarli do jej pokoju i usiedli na tapczanie. 
-Sora, co się dzieje? Nigdy nie widziałam cię w takim stanie... 
-Heh, też siebie nie poznaję... Jakby to ująć, nie układa mi się ze Strelitzią... -Słysząc te słowa, Kairi zwiesiła głowę w dół, co by ukryć smutek malujący się na jej twarzy. Tak naprawdę nie miała ochoty słuchać żali Sory dotyczących jego rozterek sercowych, a już tym bardziej nie miała ochoty słuchać o Strelitzie. Kiedy tylko połączyła tą dwójkę w myślach, jej pamięć od razu wracała do bolesnego wspomnienia o filmiku, jaki jeszcze do niedawna był na językach wielu osób z licealnej społeczności. Jednakże uczucie jakim wciąż go darzyła, nie pozwalało jej przejść obojętnie obok tego, co miał do powiedzenia. -Nawet nie mogę z nią normalnie pogadać, bo zawsze jest nachlana albo naćpana... i wymaga ode mnie nie wiadomo czego...  Jestem totalnie bezradny. 
-Czasem niektórym ludziom nie da się pomóc. -Odrzekła, podając Niebieskookiemu szklankę z wodą. 
-Skoro tak jest, to ja chciałbym dokonać niemożliwego... tak bardzo chciałbym jej pomóc, chciałbym, żeby w końcu była normalna... W sumie odkąd ją znam, to zawsze się tak zachowywała. 
-Do póki ona sama nie będzie chciała czegoś zmienić, to musisz się pogodzić, że sam nic z tym nie zrobisz... 
-To siłą ją zaciągnę do psychiatry, może tam wyleczą te jej  chore jazdy! -Warknął, zaciskając pięści. Kairi widząc jego reakcję, przysunęła się bliżej, ujęła jego twarz w dłonie i zebrawszy w sobie całą swoją odwagę, głęboko spojrzała mu w oczy. 
-Sora, spójrz na siebie... Chcąc pomóc jednej osobie, która z tego co mówisz nie chce twojej pomocy, martwisz całą masę innych osób, którym na tobie zależy... pomyślałeś czasem jak my się czujemy? 
-Masz rację, przepraszam... -Przyznał, a następnie niespodziewanie wtulił się w Kairi, ażeby nieco uspokoić swoje rozjuszone emocje. -Przez to wszystko zapomniałem, jacy jesteście dla mnie ważni... -Wiśniowowłosa na ułamek sekundy zamarła z zaskoczenia i nie za bardzo wiedziała, jak ma się zachować, jednak po chwili odwzajemniła uścisk.
-Nie zapominaj też o sobie, proszę... Ja tylko chciałabym zobaczyć, jak znowu się uśmiechasz... -Pisnęła, a po jej policzku spłynęła łza. Sora nic się nie odezwał, coraz to mocniej obejmując ją ramionami. W tym momencie czuł ciepło i ukojenie, których już od dawna nie miał okazji doświadczyć, a już szczególnie w ramionach Strelitzi. 
-Kairi, dziękuję. Już czuję się o wiele lepiej. 
-W końcu od tego są przyjaciele, prawda? -Rzekła, uśmiechając się subtelnie.  
-Tak... wracam do domu, przecież przeze mnie się nie wyśpisz! -Rzucił i podparł się na rękach z zamiarem wstania.
-Nie ma mowy, nigdzie nie pójdziesz w takim stanie! 
-Ale twoi rodzice i w ogó... 
-Jak masz zamiar teraz wrócić do siebie, jak ty nawet ledwo wszedłeś po schodach? -Zaznaczyła dziewczyna, a następnie wyciągnęła z szafy nadmuchiwany materac. -Rodzice wyjeżdżają z samego rana, więc nie masz się czym martwić. 
-Dzięki... serio nie wiem, jak ci się odwdzięczę... 
Po krótkim czasie, Sora leżał już na przygotowanym posłaniu,  Kairi zaś wdrapała się na swoje łóżko i schowała głowę w poduszki. Najchętniej wcale nie ścieliłaby mu osobnego legowiska, tylko zaprosiłaby go pod swoją kołdrę i spędziła resztę nocy na obejmowaniu go. Ale niestety w dalszym ciągu byli tylko przyjaciółmi. 


~Czy ty naprawdę myślisz, że ja teraz usnę?~  Pomyślała, leżąc jak sparaliżowana. Co jakiś czas zerkała w dół, obserwując, czy Niebieskooki już śpi, aby bez skrępowania mogła się w niego wpatrywać. 
-H-hej, śpisz? -Po upływie kilkunastu minut szepnęła, badając sytuację i brak jakiejkolwiek odpowiedzi dał jej pewność, że ten jest pogrążony w głębokim śnie. Wówczas po cichu zeszła z łóżka i  uklęknęła nad chłopakiem. Poprzyglądała się mu chwilę, przeczesała dłonią jego włosy, po czym pochyliła się w dół i musnęła ustami jego policzek. 
-Dobranoc, Sora... 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 17 na Wattpadzie





sobota, 20 kwietnia 2024

Rozdział 16 - Góra problemów na szczycie możliwości

 Od tamtej rozmowy minęły trzy miesiące. Strelitzia ani trochę nie stosowała się do złożonej obietnicy. Przy każdym spotkaniu przewijał się ten sam schemat - zaprzeczenie faktom, złość i płacz. Miało to miejsce tak często, że w pewnym momencie Sora zwyczajnie odpuścił, a ich wspólne spędzanie czasu ograniczyło się głównie do cielesnych przyjemności oraz długich rozmów na równie przyjemne dla nich tematy. Innymi słowy -ich związek przeszedł w tym czasie pełno wzlotów i upadków, ze szczególnym naciskiem na te drugie, gdyż wzloty miały miejsce jedynie w łóżku. Sora pod wpływem Rudowłosej, również zauważalnie podupadł na zdrowiu, tym psychicznym i także fizycznym. Ponadto, relacja ta pociągnęła za sobą cały łańcuch innych, negatywnych skutków. Wspólne upijanie się z jego dziewczyną niemalże do nieprzytomności + dziki seks do białego rana powodowały częste wagary, częste wagary powodowały kłótnie z rodzicami, kłótnie z rodzicami powodowały frustrację i izolowanie się od przyjaciół, izolowanie się od przyjaciół powodowało depresyjny nastrój, a do tego wszystkiego doszło jeszcze uzależnienie od nikotyny. I tak w kółko, dzień po dniu. Mimo wszystko Niebieskooki był świadomy, w jak głębokim, życiowym dołku się znalazł. Jednak dotychczas nie potrafił odnaleźć sposobu, żeby odbić się od tego dna, a już całkowicie nie dopuszczał do siebie myśli o zerwaniu ze Strelitzią. 
Cóż, rozwiązań jest sporo, czasem trzeba jedynie szerzej otworzyć oczy...


23:40, droga przy najwyższym wzniesieniu na wyspie


-Sora, zwolnij trochę, chcesz nas zabić idioto?!! -Wydarł się Roxas, widząc, że licznik zaczął przekraczać 160 km/h. 
-Nie zesraj się... jest przecież pusto, nic się nie stanie. 
-Człowieku, kto ci dał prawo jazdy... Jakbym umarł, to powiedz Namine, że ją kocham. -Blondyn dalej ironizował, na co Sora tylko prychnął pod nosem i w ostateczności zwolnił, spełniając jego prośbę. Przejechali jeszcze kilkadziesiąt metrów, aż w ostateczności dotarli do wysoko położonego punktu widokowego, z którego można było podziwiać panoramę pięknie oświetlonych, pobliskich miast. Brązowowłosy zaparkował i po chwili obydwoje wysiedli z auta. 
-Romantyczne miejsce... -Rzekł Roxas, rozglądając się dookoła. -Po co mnie tu przywiozłeś?
-Taa... zajebiste miejsce do gadania i ruchania. -Odparł Sora, po czym sięgnął do schowka po whisky i paczkę fajek. 
-Ruchania? O stary, nie znałem cię od tej strony... ale jak coś, to jestem na górze! -Zażartował Blondyn i oparł się o maskę samochodu.
-No jasne, zapomnij, i tak nie jesteś w moim typie... -Wykrzyknął, podchodząc na sam koniec klifu. -A tak na serio, czuję się chujowo.... tak chujowo, że mam ochotę stąd skoczyć... -Wyznał Niebieskooki, posunął się jeszcze kawałek do przodu i wyrzucił w przestrzeń wypalonego peta. Roxas zaniepokojony jego zachowaniem, natychmiastowo do niego podbiegł, co by zapobiec ewentualnej tragedii. 
-Co ty odpierdalasz?! Jeździsz jak wariat, chlejesz na umór i teraz jeszcze to... 
-Wszystko mi jedno. Chyba mam jakąś depresję, czy coś... -Przyznał, ciągle bujając się nad przepaścią.
-Ciężko nie zauważyć. Ale please, odsuń się do cholery, bo nie chcę być świadkiem twojego samobójstwa... -Powiedział Roxas i szarpnął kumpla do siebie. -Może to co powiem zaboli, ale tak sobie myślę, że odjebało ci od kiedy kręcisz ze Strelitzią. 
-Może tak, może nie. -Fuknął od niechcenia, biorąc kilka porządnych łyków napoju alkoholowego. -Tylko że to ty mnie z nią spikłeś.
- No spoko, ale też ostrzegałem, żebyś się w to nie wplątywał, jak jeszcze nie było za późno... Może teraz jest dobry moment, żeby to skończyć?
-Zdecyduj się w końcu, czy chcesz mnie wyleczyć z depresji, czy jeszcze bardziej mnie w nią wpędzić... Jakby po chuj to roztrząsać, jak jest po fakcie? 
-W ogóle to co ty do niej czujesz?- Blondyn zadał pytanie, przerywając jednocześnie tą chaotyczną dyskusję, ale spotkało się ono jedynie z milczeniem. 
-Sam nie wiem. -Sora odpowiedział po chwili refleksji. -Ale nie wyobrażam sobie tego zakończyć... ona mnie potrzebuje... 
-Na moje oko, to ona potrzebuje psychiatry, tobie z resztą też by się przydał... Stary, czy ty nie widzisz, jakie to jest toxic?
-Toxic, to jest twoje pierdolenie. -Rzucił ozięble Niebieskooki, po czym wsiadł do auta, zatrzasnął drzwi i przekręcił kluczyki w stacyjce. Już miał zamiar odjeżdżać, lecz na całe szczęście Roxas nie pozwolił mu na ten ruch, wlatując za nim do samochodu i siłą wyrywając mu kierownicę. 
-Toxic nie toxic, ale będę ci pierdolić, do póki nie ogarniesz, że masz problem! -Oświadczył chłopak, minimalnie opanowując sytuację.
-Ale ja wiem, że go mam. 
 -Skoro wiesz to ok, to pierwszy krok do sukcesu. -Rzekł, nie do końca biorąc na serio wcześniejsze słowa kumpla. -A teraz gadaj, gdzie mam cię zawieźć?
-Do Strelitzi. -Stwierdził bez ogródek. 
-Nie podoba mi się ten pomysł ale lepsze już to, gdybyś miał sam jechać po pijaku... -Wówczas Blondyn przejął rolę kierowcy i dzięki temu zachowując względy bezpieczeństwa, ruszyli w trasę. 


***


Dojechałem. Jak dobrze, że pozwoliła mi dorobić do siebie klucze. Jest źle i jestem pewien, że tym razem będzie inaczej. Jestem trochę najebany ale... to dobrze. Będę miał więcej odwagi, to zawsze tak na mnie działa. 


Sora bez słowa wszedł do sypialni i ignorując krótkie "cześć" rzucone przez Rudowłosą w jego kierunku, położył na łóżku i objął ją od tyłu.
-Hej, wpadłeś na szybki numerek? -Zagadała zalotnie.  
-Nie tym razem. Chcę tylko pogadać.
-Poczekaj minutkę, oki? -Wtem dziewczyna wstała, podeszła do szafki nocnej i szybko zawinęła w bletkę leżące tam zioło. -Będzie mi się lepiej słuchało! -Odparła z uśmiechem, odpalając blunta.
-Eh... czy ty chociaż raz mogłabyś wysłuchać mnie na trzeźwo? 
-I mówi mi to osoba, od której na kilometr zajeżdża wódą? -Zaznaczyła, patrząc na swojego chłopaka z pogardą i wydmuchała dym wprost na jego twarz. -Ale nie ważne, przecież każdy ma prawo do chwili słabości! Co tam kochanie? 
-Potrzebuje odpoczynku. 
-No to przecież leżysz, haha! 
-Strelitzia, potrzebuje odpoczynku od ciebie. -Oznajmił ze śmiertelną powagą w głosie. 
-Haha, co? Ale o co ci chodzi? -Spytała głupkowato, będąc już na lekkim haju. 
-O co chodzi?! Może właśnie o to, co teraz robisz?! Mam tego dość... -Sora także podniósł się do pozycji siedzącej i wyzerował butelkę whisky, którą wziął ze sobą. -Jeśli się nie ogarniesz to ja dłużej tego nie zniosę i sam zeświruję... 
-To ześwirujemy razem! -Wykrzyknęła radośnie Strelitzia, na tamtą chwilę pogrążona we własnym świecie. 
-Dobra, to nie ma sensu... -Odburknął, wiedząc, że dłuższa rozmowa z nią w takim stanie nie doprowadzi do niczego, oprócz wzrostu poziomu irytacji i bez namysłu opuścił jej mieszkanie. Wyszedł na ulicę i przystanął na moment, gdyż zawroty głowy skutecznie utrudniały mu przemieszczanie się w linii prostej. Dodatkowo, droga do domu była długa i kręta, zegar wskazywał nieco po 2 w nocy, a po Roxasie i aucie nie było śladu. Nic dodać nic ująć, sytuacja beznadziejna. 
-Kurwa...! -Syknął, przytłoczony tymi wszystkimi zdarzeniami i wyciągnął telefon z kieszeni. 
~Błagam, odbierz...~ -Powtarzał w myślach, cały czas spoglądając na ekran wybierania. 


-Halo? -W słuchawce odezwał się zaspany, zdezorientowany głos. 
-Hej... wybacz, że dzwonię o tej porze, ale jesteś może w domu? 
-S-sora? T-tak, jestem, co się stało? 
-Mogę wpaść...? 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 16 na Wattpadzie



środa, 10 kwietnia 2024

Rozdział 15 - Za późno na łzy, za wcześnie na szczerość

 Sora jak szybko wszedł do sali, tak równie szybko ją opuścił. Idąc porywczym krokiem, wydostał się poza budynek szkoły i błyskawicznie wybrał z kontaktów na telefonie numer do Rudowłosej. Dzwonił raz, drugi, trzeci, lecz w słuchawce jednak nie było słychać nic prócz sygnału wybierania. W takiej sytuacji nie było się nad czym zastanawiać. Jako że chłopak zdążył już poznać kruchą psychikę Strelitzi, postanowił czym prędzej udać się do jej domu. 


11:55, Pawilon przy boisku 


-Wszędzie cię szukałem... -Rzucił Srebrnowłosy do Kairi, jaka siedziała na schodach i pusto patrzyła się w przestrzeń.
-Nie musiałeś, Riku. Po prostu chciałam pobyć trochę sama. 
-Pewnie już widziałaś... jedynie mogę sobie wyobrazić, jak się teraz czujesz...
-Tak, widziałam... Ale jest w porządku. -Mruknęła, odwracając się do Riku z uśmiechem na twarzy, jednakże jej oczy wyglądały tak, jak gdyby lada moment miał się z nich polać wodospad łez. -Może to, że zrobili to w szkole faktycznie było głupie, ale on może się spotykać z kim chce.... Przecież oprócz przyjaźni, nic nas nie łączy... -Po chwili oczy dziewczyny faktycznie nie wytrzymały pod ciężarem gromadzących się łez i finalnie po jej policzkach spłynęła słona ciecz. 
-To tylko Sora myśli, że oprócz przyjaźni nic więcej was nie łączy... -Odparł Riku i usiał obok niej. -Nie mogę patrzeć, jak przez niego cierpisz. Pójdę sobie z nim pogadać... 
-Nie, to ja powinnam była z nim porozmawiać! Sora tak myśli, bo nie ma pojęcia co do niego czuję... może gdybym wcześniej coś powiedziała... sama jestem sobie winna...-Oznajmiła, pośpiesznie przecierając oczy rękawem od bluzy. -Mimo wszystko już od jakiegoś czasu podejrzewałam, że coś jest na rzeczy... Ale nigdy nie wpadłabym na to, że spotyka się ze Strelitzią...!
-Też jestem zaskoczony...
-Skoro podobają mu się takie dziewczyny, to ja nie mam z nią szans...! -Pisnęła, starając się powstrzymać przed wybuchem płaczu. 
-Kairi, nie trzymaj tego w sobie, wypłacz się... -Zauważywszy zachowanie Wiśniowowłosej rzekł Riku, a ta w odpowiedzi schowała twarz w jego ramię, tym samym pozwalając sobie na rozładowanie smutku. 


***


Niebieskooki kilkukrotnie zapukał do drzwi, jednakże jego działanie nie spotkało się z żadną reakcją. Nacisnął więc odruchowo za klamkę i dziwnym trafem okazało się, że były one otwarte, wobec czego bez większego zastanowienia wemknął się do środka. 
-Halo, Strelitzia, jesteś tutaj? -Rzucił pytanie, na co również nie było odzewu i powoli wszedł do salonu, gdzie przywitał go widok kilku pustych butelek po winie oraz rozsypanych po stole niedopałków papierosów. Głowa chłopaka wówczas szybko zapełniła się niepokojącymi wyobrażeniami, na co w trymiga sprawdził on resztę pomieszczeń znajdujących się na parterze, ale nie znalazł tam nic oprócz sterty porozrzucanych ubrań i innych rzeczy codziennego użytku. Do przeszukania zostało jeszcze poddasze, więc Sora podszyty już mocnymi nerwami, wbiegł po schodach i otworzył drzwi od sypialni. Ku jego uldze, na łóżku znajdowała się Strelitzia, pogrążona we śnie. 
-Hej, Streli... -Szepnął, po czym usadowił się przy niej. Dziewczyna czując jego obecność, odwróciła się do niego i podniosła powieki.
-Sora...? Co ty tu robisz? 
-Roxas mi powiedział, że po tym wszystkim wybiegłaś z klasy, nigdzie nie mogłem cię znaleźć i do tego jeszcze nie odbierałaś telefonu... Narobiłaś mi niezłego stracha. 
-A no tak, spokojnie! Wszystko mam pod kontrolą! -Odpowiedziała z beztroską w głosie, sięgnęła ręką po flaszkę z winem stojącą obok tapczanu i kolejno wypiła z niej kilka łyków trunku. 
-To nazywasz kontrolą? -Odrzekł poirytowany Sora, wyrywając jej butelkę z ręki. -Pomijając już sytuację z dzisiaj... to nie do końca była nasza wina, że ktoś to nagrał, ale czy serio nie widzisz, że ty praktycznie nie masz nad niczym kontroli?
-Ale wszystko jest okej! Chyba to, że czasem lubię się napić dla rozluźnienia, raczej jest normalne, co nie?! 
-Widząc po ilości opróżnionych butelek na stole, to nie był bym taki pewien, co do tego czasem... 
-To nie jest twoja sprawa! W ogóle jeśli masz mi robić takie wyrzuty, to idź, nie chcę tego słuchać!!! -Wrzasnęła Rudowłosa, wpadając w lekką, nienaturalną w stosunku do panujących okoliczności furię, co spowodowało, że w pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. 
-Strelitzia, za bardzo się o ciebie martwię, żebym teraz poszedł...-Powiedział, gdy spostrzegł, że się trochę uspokoiła. -Nie chcę, żebyś się denerwowała, ale proszę, powiedz mi tylko jedno - czemu tak bardzo boisz się przyznać, że masz jakiś problem? -Ta jedynie przeleciała po nim zalęknionym wzrokiem, a następnie zalała się łzami. -Jak mi powiesz, będzie ci łatwiej...
-Nie powiem ci, bo boję się, że wtedy nie będziesz chciał ze mną być...!
-Skoro mamy być razem, musisz mi zaufać, bo inaczej może być z tym ciężko...
-Ale kto chciałby być z nimfomanką, nie mającą do zaoferowania nic, oprócz swojego ciała...?!-Wykrzyczała dziewczyna, coraz to intensywniej płacząc. 
-Ja bym chciał... -Wyznał, po czym pochylił się nad twarzą Rudowłosej i złożył pocałunek na jej ustach. -Eh... Może faktycznie jesteś nimfomanką, ale wcale nie uważam, że nie masz nic więcej do zaoferowania... Zrobię wszystko, żebyś tak nie myślała, tylko obiecaj mi, że będziesz mi o wszystkim mówić, okej?
-O-okej, obiecuję...


Miłość. Słowo to na ogół ma pozytywny wydźwięk. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę wszechstronność tego określenia, dla jednych może ono oznaczać piękną, silną więź, zaś innym kojarzy się ono wyłącznie z pasmem nieszczęść i cierpienia. Aż wypadało by postawić pytanie, kiedy to pierwsze, zaczyna zmieniać się w drugie? 




Art by Sayuri-sama 

Rozdział 15 na Wattpadzie