poniedziałek, 20 maja 2024

Rozdział 19 - Kto pierwszy, ten lepszy

 Kairi złapała za telefon i omal nie wypuściła go z rąk, widząc treść wiadomości wyświetlającej się na ekranie. W bezruchu gapiła się na pusty dymek czatu, będąc kompletnie zaskoczona i nie mając pojęcia, co odpisać jak i również co konkretnie jej przyjaciel miał na myśli. Po chwili jednak sprawa sama się wyjaśniła, gdyż poczuła wibracje zwiastujące nowe powiadomienie.


Od: Sora
Do: Kairi
Treść: *Czy czy masz coś przeciwko, żebyśmy byli parą na jutrzejszej wycieczce? Sorry, nie wysłało się 😅


Po przeczytaniu poprzedniej wiadomości, jej serce waliło tak szybko, jak gdyby miało zamiar wyskoczyć z klatki piersiowej a potem wydać okrzyk pełen radości, lecz całe szczęście w ostateczności pozostało na swoim miejscu. Mimo tego że propozycja Sory miała trochę inny wydźwięk niż początkowo zakładała, to pierwszy raz od dłuższego czasu dziewczyna promieniowała szczęściem na samą myśl pójścia do szkoły po weekendzie. Od razu wzięła się za przygotowywanie outfitu na jutrzejszy dzień i zrobiła więcej kanapek, co by poczęstować też Sorę, gdyby jednak teoria "przez żołądek do serca" jakimś cudem miała zadziałać. Wzięła długą kąpiel, gdzie zamiast nucić pod nosem piosenki Utady Hikaru, jakie uwielbiała, snuła w myślach scenariusze dotyczące przebiegu wycieczki i gdy już zakończyła swoją wieczorną rutynę, położyła się do łóżka. 


Od: Kairi
Do: Sora
Treść: Nie mam nic przeciwko 😊 zajmij dla nas miejsca w pociągu jak przyjdziesz wcześniej 😊


Odpisała i zamknęła oczy, jednakże z podekscytowania jeszcze długo nie mogła zasnąć.


Poniedziałek, 8:10, dworzec główny na Destiny Islands 


Uwaga, uwaga! Pociąg osobowy do stacji Twilight Town, przez Monstropolis i Agrabah główny stoi na torze trzecim, przy peronie drugim. Planowy odjazd pociągu o godzinie 8:35, życzymy Państwu przyjemnej podróży! - Takim komunikatem został przywitany Sora, kiedy tylko przekroczył próg dworca. Zgodnie z prośbą Wiśniowowłosej, chłopak przybył na miejsce stosunkowo wcześnie, ażeby na spokojnie móc odnaleźć ludzi ze swojego liceum, bez pośpiechu ogarnąć miejsca, a przede wszystkim uniknąć spotkania ze Strelitzią, która w zwyczaju miała przychodzić spóźniona. Wszedł do pociągu, rozglądnął się dookoła i zauważył siedzących razem Haynera i Olette. 
-Siema, te dwa miejsca przed wami są wolne? 
-O Sora, siemaneczko, siadaj śmiało! Nikt ich jeszcze nie zaklepał. -Odparł Szatyn, podając mu rękę na powitanie. Sora usiadł przy oknie, a na drugie siedzenie walnął plecak, na wypadek gdyby jakiś nieproszony typ miał zamiar tam się rozsiąść. 
-A gdzie macie Pence'a? Przecież wy zawsze trzymacie się w trójkę. 
-Pence od tygodnia chyrlał jak by miał gruźlicę i wczoraj totalnie go rozłożyło, peszek. 
-W zasadzie to... teraz bardziej trzymamy się we dwójkę. -Rzuciła Olette, spoglądając jednoznacznie na siedzącego obok towarzysza. 
-Po prostu chodzimy ze sobą. -Wyjaśnił Hayner, co wcale nie wywołało jakiegoś super wielkiego zdziwienia u Niebieskookiego. 
-Tak mi się coś zdawało, no ale moje gratulacje. 
-Miejmy tylko nadzieję, że Strelitzia się nie spóźni... - Powiedziała dziewczyna, na co Sora jedynie ciężko westchnął. 
-Nie jadę ze Strelitzią. 
-Jak to?! -Zapytali chórem. -Co się stało?
-Eh, nie ważne, długa historia... czekam na Ka... -Brązowowłosy nie dokończył myśli, ponieważ jego oczom ukazała się osoba, dla której trzymał miejsce. Lecz samo pojawienie się Kairi, nie było powodem dla którego chłopak zaniemówił. Tym powodem był niecodzienny wygląd jego przyjaciółki. Kairi bowiem miała na sobie błękitną, rozkloszowaną sukienkę, która od połowy ud odsłaniała jej długie nogi, jakie dodatkowo podkreślały sandałki na obcasach, włosy natomiast ułożone były w delikatne loki, jakie dodawały jej bajecznego uroku, a na twarzy miała starannie wykonany makijaż, subtelnie uwydatniający jej dziewczęcą urodę. To wszystko sprawiło, że ludzie dookoła się za nią oglądali, ale ona sama raczej nie przepadała za byciem w centrum uwagi. Wówczas zależało jej na przyciągnięciu spojrzenia, tylko jednej konkretnej osobistości i z powodzeniem osiągnęła zamierzony cel, gdyż Sora nie mógł oderwać od niej oczu. 
-Cześć Sora, mogę tutaj usiąść? -Zapytała, uśmiechając się rozkosznie.
-T-tak. - Odparł onieśmielony. -Tak jak pisałaś, zająłem dla nas miejsca... 
-Dzięki, wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć! 
-Kairi, wyglądasz tak jakoś... 
-Jakoś? 
-...Jakoś inaczej... to znaczy, ładnie... 
-Haha, a zazwyczaj wyglądam nieładnie?
-Ehhh! Nie to miałem na myśli! -Odburknął skonsternowany Sora i tym samym wszyscy wybuchli śmiechem, w tym także Hayner i Olette, jacy to przysłuchiwali się temu całemu niezręcznemu dialogowi.
-Hej kochanie! Zajęłam nam miejsca na przodzie, zbieraj się. - Wtem ta miła atmosfera została przerwana, ponieważ na miejsce, wyjątkowo o czasie, przybyła Strelitzia. 
-Wybacz, ale dzisiaj siedzę z Kairi. 
-No to niech może ona się przesiądzie miejsce do przodu, a ja usiądę obok ciebie? 
-Nie, Strelitzia. Kairi zostaje tutaj i ja też nigdzie nie mam zamiaru się ruszać. -Odpowiedział stanowczo. 
-Chyba sobie kpisz. -Syknęła Rudowłosa, z całych sił starając się nie wybuchnąć. -Trzeba mi było powiedzieć wcześniej, a nie teraz jak już siedzimy w pociągu! 
-Mówiłem ci, ale nie słuchałaś. Poza tym, uspokój się, bo nic takiego się nie dzieje. 
-No właśnie Strelizunia, złość piękności szkodzi. -Nagle do rozmowy dołączył Demyx - kolega z jej klasy, jaki w ogóle nie krył się z faktem że na nią leci. -Jak twój facet ma cię w dupie, to zapraszam do mnie. A akurat tak się składa, że też siedzę sam. To jak będzie słodziutka? 
-Tak, masz rację, usiądę z tobą. -Odpowiedziała bez chwili zastanowienia, rzucając na Sorę zawistne spojrzenie. 
-Dobry wybór! -Wykrzyknął triumfalnie Blondyn i zgarnął ją ze sobą. 
-Kurwa, ale przedszkole... jeśli ona myśli, że będę zazdrosny i robi mi na złość, to się grubo myli... -Burknął pod nosem zirytowany Sora. 
-Spokojnie, już sobie poszli... -Szepnęła Kairi, próbując załagodzić sytuację. 
-Ehh, jak ona mnie ostatnio wkurwia! Ile zostało do odjazdu? Może zdążę jeszcze iść zajarać... 
-7 minut, ale za chwilę i tak będą sprawdzać obecność... -Oznajmiła, po czym obróciła się w kierunku chłopaka i lekko chwyciła go za ręce. -Sora, przypuszczam, jakie musi to być dla ciebie ciężkie, bo mnie też zirytowało jej zachowanie, ale... czy warto mieć przez to zepsuty humor na cały dzień? 
-Jasne, że nie warto... -Rzekł po chwili milczenia. -Dzięki, Kairi. Nie wiem co robisz, ale przy tobie czuje się o wiele spokojniejszy.




Art by Sayuri-sama

Rozdział 19 na Wattapdzie




piątek, 10 maja 2024

Rozdział 18 - Jestem deszczem, a Ty ciszą po burzy

 -Fuck, mój łeb... -Wymamrotał cierpiętniczo Sora, zaraz po przebudzeniu. 
-Eh, wiedziałam że tak będzie... -Westchnęła Wiśniowowłosa i wyszła z pokoju, udając się do kuchni. -...Dlatego wstałam wcześniej i przygotowałam koktajl ze świeżych owoców. Masz wypij, poczujesz się lepiej. -Wróciła za moment, wręczając chłopakowi kubek bo brzegi wypełniony mlecznym napojem. 
-Eee, dziękuję, nie trzeba było... 
-Jak chcesz, to zrobię ci jeszcze jajecznicę i kawę.
-To mega miłe, że tak się mną opiekujesz, ale i tak już sporo kłopotów ci przysporzyłem....
-Oj tam, nie ma o czym mówić... ktoś musi się tobą zaopiekować, jak sam nie potrafisz o siebie zadbać! -Przyznała ze śmiechem. 
-Fakt, ostatnio u mnie jest z tym słabo. -Rzucił i poszedł w stronę łazienki. Stanął przed lustrem, z przygnębieniem patrząc na swoje odbicie. Zmarnowana twarz, przekrwione i opuchnięte z niedospania oczy, blada skóra i zżółknięte od szlugów palce - jego wygląd bardziej przypominał człowieka w kryzysie wieku średniego aniżeli młodego faceta. Toksyny płynące z jego patologicznej znajomości, rozprzestrzeniały się po całym jego ciele, docierając aż do umysłu. W tak beznadziejnym przypadku niewątpliwie potrzebny był lekarz, który wynajdzie odtrutkę, na truciznę zwaną "Strelitzia". 
Sora przepłukał twarz zimną wodą, co w niewielkim stopniu pomogło mu się otrzeźwić i ruszył do wyjścia. Jednakże wychodząc, nieoczekiwanie wpadł na Kairi, która ni stąd ni z owąd wleciała do pomieszczenia i zatrzasnęła za sobą drzwi. Trwało to może ułamek sekundy, lecz wystarczyło czasu na to, by dostrzec, że dziewczyna była zalana łzami. 
-Hej, Kairi, co się stało?! -Zapytał zaskoczony Niebieskooki. -Co jej nagadałeś, debilu?! -Dodał po chwili, gdy spostrzegł stojącego w korytarzu Roxsasa. 
-Po prostu powiedziałem jej o tym, co wczoraj odjebałeś. Nie moja wina, że tak zareagowała. -Wyjaśnił Blondyn, rzucając do niego kluczyki do samochodu. -Trzymaj, zaparkowałem pod chatą. 
-Taa, dzięki. Ale nie musiałeś od razu rozpowiadać wszystkim, o tym co pierdoliłem po pijaku... 
-Po pijaku, czy nie, ale wyglądało to tak, jakbyś serio miał zamiar ze sobą skończyć... 
-Przymknij się. -Burknął pod nosem Sora i lekko zapukał do drzwi od  łazienki. -Kairi, mogę wejść? -Zagaił łagodnie, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi, słysząc zza ściany jedynie ciche szlochanie. -Byłem pijany, zły i gadałem bzdury, no! -Wykrzyknął, ale w dalszym ciągu dziewczyna nie reagowała. Zapadła wówczas głucha cisza, jednakże po kilku minutach Wiśniowowłosa zdecydowała się opuścić pomieszczenie. 
-Sora, proszę, nie rób tak nigdy więcej...! -Ryknęła i pod wpływem chwili gwałtownie przytuliła strapionego chłopaka. 
-Przepraszam, Kairi... Obiecuję, że to się nie powtórzy. -Odparł, pokrzepiająco klepiąc ją po plecach. 
-A ja obiecuję, że będę go pilnował. -Wtrącił Roxas, przyglądający się całemu zajściu. 
-Sama widzisz, że nikt mi na coś takiego nie pozwoli, więc już nie płacz, ok? 
-D-dobrze, nie będę... -Po tych zapewnieniach, Kairi uspokoiła się. Potem cała trójka pogadała jeszcze chwilę i koło południa Sora stwierdził, że nie będzie dłużej nadużywał gościnności swojej przyjaciółki, przez co wraz z Roxasem zebrali się do wyjścia. Mimo tego że Kairi zadeklarowała, że wszystko jest w porządku, jej serce, na samo wyobrażenie o wczorajszych ekscesach Brązowowłosego, rozdzierało się na kawałki. Bo... jak można być spokojnym, jeśli twoja ukochana osoba niemalże podjęła się próby samobójczej? 


***


-Jak już pofatygowałeś się tutaj żeby odstawić mi furę, to bądź tak miły i podwieź mnie jeszcze do domu, ok? 
-A co, ja jestem twoją niańką, czy co?!
-Chyba nie pozwolisz mi jechać na kacu, hm? To wyjątkowa sytuacja.
-Wyjątkowo, to jesteś upierdliwy. -Wymamrotał zgorzkniale Blondyn, kładąc ręce na kierownicy. -A w ogóle to jak tam wczoraj poszło ze Strelitzią?
-Nawet mi o niej nie wspominaj... 
-Niech zgadnę, znowu było chlanie i bzykanie całą noc? 
-Chlanie może i było, ale noc spędziłem u Kairi... -Wypalił beztrosko, na co Roxas zrobił wielkie oczy. 
- ŻE CO? O stary, nie wiedziałem, że z ciebie taki babiarz... 
-Może i trochę się poprzytulaliśmy... -Kontynuował Sora, a patrzałki Blondyna robiły się coraz większe. -Ale spałem u niej, nie z nią, idioto!
-Nie mogłeś tak od razu?! Już myślałem, że dymasz na dwa fronty... 
-Swoją drogą, czemu nie. -Rzucił luźno. -Gdyby Strelitzia dbała o mnie tak jak Kairi, to nawet bym jej wybaczył, że ciągle chodzi naćpana... 
-Jak tak tego słucham, to serio nie pojmuje, czemu ty z nią w ogóle jesteś...
-Eh... i tak postanowiłem, że nie będę się z nią na razie widywał. 
-Okej, to już mamy jakiś progres. -Przyznał Roxas, ciesząc się z decyzji kumpla. -Czyli to oznacza, że jedziesz bez pary na jutrzejszą wycieczkę? 
-Jaką niby wycieczkę? -Zapytał ze zdziwieniem Niebieskooki. 
-No jak to jaką? Zapomniałeś, że ostatnie klasy jadą jutro do Twilight Town? 
-Cholera... całkowicie wyleciało mi to z głowy. Czy z parą czy bez to i tak pojadę...
-Lepiej sobie ogarnij jakąś "osobę towarzyszącą", bo cię jeszcze przydzielą do tej tępej dzidy Laxrene, haha! 
-O kurwa... to już wolałbym chyba jechać ze Strelitzią, haha! -Podsumował prześmiewczo Brązowowłosy. 
Po krótkim czasie dojechali dojechali na miejsce. Sora pożegnał się ze swoim tymczasowym szoferem, odstawił auto do garażu, a następnie poszedł do domu i nie zwracając uwagi na krzywe spojrzenia rodzicieli,  żwawo przemknął do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadł przy biurku, odpalił kompa i od niechcenia zaczął przeglądać Kingstagram. Flegmatycznie scrolował tablicę, a przed oczami migało mu mnóstwo przeróżnych zdjęć - od roznegliżowanych lasek, do których niegdyś zabawiał się ze swoją ręką, przez fanpejdże gamingowe aż po idiotyczne selfie dziuba Donalda. Aczkolwiek w pewnym momencie jego wzrok zawiesił się na jednej fotografii. "Gdyby wszystko było tak przejrzyste i piękne, jak niebo nade mną..." 
~Też bym chciał, żeby wszystko było takie jasne...~ Pomyślał, wpatrując się w zdjęcie Kairi.


***


Nowa wiadomość
Od: Sora
Do: Kairi
Treść: Hej, czy masz coś przeciwko, żebyśmy byli parą?

 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 18 na Wattpadzie