wtorek, 25 czerwca 2024
sobota, 15 czerwca 2024
Rozdział 21 - Postawmy wszystko na spontaniczność
-Yyy, okej, a gdzie są wszyscy? -Zapytał zmieszany Sora, po wstępnych oględzinach dworca, gdzie po zwiedzaniu miała być zbiórka wszystkich wycieczkowiczów wraz z nauczycielami. Jak możemy się domyślić z pytania Szpiczastowłosego, nikogo tam nie zastali.
-To dziwne, przecież jesteśmy 10 minut przed czasem. -Zaznaczyła podobnie zdziwiona Kairi.
-Coś serio jest nie tak, pójdę się spytać i w międzyczasie zadzwonię do Roxasa. Poczekaj tu, ok? - Wiśniowowłosa przytaknęła, a Sora udał się do punktu informacyjnego, po drodze łącząc się przez messenger z jego kumplem. Kairi nie musiała długo czekać, gdyż chłopak po kilku minutach wrócił z rozwiązaniem zagadki.
-Miałaś rację z tymi 10-cioma minutami, ale z taką różnicą, że przyszliśmy o 10 minut za późno...
-Co? Jak to?!
-Coś mi się pojebało, że pociąg miał być o 16:45, a był o 16:35, wybacz. -Oznajmił z poczuciem winy w głosie. -Następny mamy o 19:40, trzymaj. -Powiedział, wręczając dziewczynie świeżo wydrukowany bilet.
-Nie, to też moja wina, bo z tego wszystkiego nawet zapomniałam sprawdzić, o której mamy zbiórkę... -Rzekła, aczkolwiek jak też dobrze wiemy, to nie ubytki w pamięci spowodowały zawias w jej głowie, tylko to, że tą głowę traciła dla Sory który od początku wycieczki cały czas trzymał się obok. -Dzięki za bilet, daj mi chwilkę, zaraz zrobię ci przelew...
-Daj spokój, luz. To ja cię namówiłem, żebyśmy się zerwali, więc nic mi nie oddawaj. -Odmówił stanowczo, będąc w pełni świadomym konsekwencji swoich wyborów.
-Dla mnie to nie problem, równie dobrze mogłam się nie zgodzić... ale skoro tak, to w porządku. -Odpuściła, nie wdając się w dalszą gadaninę. -Tylko co my będziemy robić przez prawie trzy godziny? -Zapytała zakłopotana.
-Pójdziemy na randkę. -Wypalił z powagą.
-N-na r-randkę...?
***
Randka to dość nietypowa propozycja od osoby będącej aktualnie w związku. Co prawda w związku tym nie działo się dobrze, jednak randkowanie z inną osobą na boku z pewnością nie jest idealnym sposobem, na naprawienie relacji. Oczywiście żeby nie było niedomówień - Sora nie planował tego. Miał wówczas głęboko po dziurki w nosie herezje jakie uskuteczniała Strelitzia. Zdecydowanie potrzebna mu była odskocznia, pewnego rodzaju "skok w bok", z dziewczyną, która była niemalże jej całkowitym przeciwieństwem. Kairi natomiast, tak bardzo niedowierzała w to co się dzieje, że ani nie zaprzeczyła, ani nie potwierdziła, czy taki sposób spędzania czasu jej odpowiada, tylko po prostu w milczeniu szła za Niebieskookim. Jako że pogoda wtedy dopisywała, a Twilight Town jest miastem pięknym i obfitym w różnego rodzaju rozrywki, nie mieli problemu ze znalezieniem sobie zajęcia. W pierwszej kolejności zrobili sobie przechadzkę po rynku, gdzie akurat było zorganizowane kino plenerowe, potem, gdy jednak uznali, że wyświetlany film nie jest w ich guście, poszli do sklepu, w jakim zakupili tamtejszy przysmak - lody z solą morską. Z nimi z kolei udali się na sam szczyt wieży ratuszowej, z której podziwiali panoramę miasta oraz malowniczy zachód słońca. Od tego całodniowego chodzenia w ostateczności zrobili się głodni, a że już dawno pochłonęli kanapki, które dzień wcześniej przygotowała Kairi, postanowili skoczyć do popularnego w okolicy Le Grand Bistro. Gdy przyszli na miejsce, obsługa od razu zaprowadziła ich do wolnego stolika, gdzie po otrzymaniu karty dań i wymianie uprzejmości z kelnerem, złożyli zamówienie.
-Wiesz, tak naprawdę, to pierwszy raz jestem na randce... -Wyznał Sora.
-Jak to? Przecież masz dziewczynę... -Dodała skrępowana sytuacją Wiśniowowłosa.
-Co z tego, nigdy nigdzie razem nie byliśmy. -Odpowiedział szczerze. -Zazwyczaj spotykamy się u niej albo w moim aucie, jak wracamy razem ze szkoły i na tym się kończy...
-Oto Państwa zamówienie! -Dialog przerwał im kelner, jaki przyniósł im zamówione wcześniej jedzenie oraz alkohol. -Życzę smacznego!
-Ja też pierwszy raz jestem na randce... -Przyznała po chwili Kairi, nawijając makaron na widelec.
-Serio? W sumie nigdy o tym nie gadaliśmy... Ale myślałem, że taka dziewczyna jak ty, musi być mega rozchwytywana.
-Taka dziewczyna jak ja?
-No taka ślicznotka... -Przyznał, spoglądając na nią z ukosa, na co jedzenie niemalże stanęło jej w gardle.
-D-dziękuję... -Pisnęła nieśmiało z twarzą czerwoną, niczym sos pomidorowy w jej spaghetti. Wtenczas na moment zapanowała niezręczna atmosfera. Mimo tego, że Kairi znała Brązowowłosego niemalże od zawsze, to w tamtej chwili czuła, jak gdyby poznawała go od nowa. Komplement jaki usłyszała od swojej sympatii spowodował, że całkowicie nie mogła skupić się na tym, jak dalej pociągnąć rozmowę. Sora widząc, że dziewczyna czuję się nieswojo, również zamilkł. Lecz na szczęście pod niedługim czasie, lampka wina, którą każde z nich wypiło do kolacji dostała się do krwioobiegu, powodując iż nieco rozwiązały im się języki. Pogadali jeszcze kilka minut i w ostateczności obydwoje stwierdzili, że tym razem już wypadałoby zdążyć na pociąg, wobec czego Sora poprosił kelnera o rachunek i wkrótce potem opuścili lokal.
-Jeszcze raz dziękuję, Sora. Mają tu naprawdę przepyszne jedzenie!
-Heh, nie ma za co, cieszę się, że ci smakowało.
-Odwdzięczyłabym się kiedyś tym samym, tylko... uważam, że to nie fair w stosunku to Strelitzi. Wiem, że może nic złego nie robimy a-ale...
-Kairi... -Wtem Sora niespodziewanie przyciągnął ją do siebie i złożył na jej ustach subtelny pocałunek. -Nie rozmawiajmy o niej, okej? -Oznajmił, gładząc jej twarz dłonią.
-S-sora...? -Dziewczyna wiedziała, że w obecnej chwili nie ma czasu na ociąganie się, ale pomimo to stała jak wryta, czując że gdyby ruszyła się choćby o krok, przewróciłaby się z wrażenia. Zdecydowanie za dużo niespodzianek jak na jeden dzień - najpierw wspólne wagary, później randka zakończona kolacją w nietaniej restauracji a na deser jeszcze to. Szczęście połączone wraz z totalnym osłupieniem powodowały u niej tak szybkie bicie serca, że prawie nie mogła złapać tchu.
-Hej, wszystko w porządku? -Zapytał, jednakże oprócz skonfundowanego spojrzenia Wiśniowowłosej, nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi. -Z resztą, jak coś to opowiesz mi jak będziemy jechać, teraz lepiej się pośpieszmy. -Orzekł łapiąc ją za rękę i idąc w ten sposób, za niedługo dotarli na dworzec.
środa, 5 czerwca 2024
Rozdział 20 - Ah shit, here we go again
Stacja Monstropolis, 9:50
Jako że zapasy nikotyny w organizmie Sory były już na rezerwie, postanowił on skorzystać z 10 minutowego postoju i wysiąść z pociągu, ażeby trochę się "dotlenić" i przy okazji rozprostować nogi. Najpierw uważnie rozglądnął się dookoła, co by upewnić się, czy Strelitzia nie wpadła na podobny pomysł, a potem, kiedy już dokładnie zlustrował tłum ludzi stojących na stacji i mając pewność, że nie ma w nim Rudowłosej, oparł się wygodnie o słup i odpalił papierosa. W spokoju delektował się dymkiem, w międzyczasie usuwając wszystkie pretensjonalne wiadomości, jakimi od bitej godziny spamowała mu Strelitzia i był tak pochłonięty klikaniem w ekran, że nie zauważył grupki sześciu dziewczyn, jaka od dłuższej chwili przy nim stała.
-Hę? Mogę wam jakoś pomóc? -Spytał speszony, gdy w końcu odwrócił wzrok od telefonu.
-Jak możesz tak traktować Strelitzię?! Widziałyśmy jak się zachowałeś! Nie wstyd ci?! -Wrzasnęła jedna z dziewcząt.
-Ale o co wam chodzi?
-Po tym jak bezczelnie ją olałeś, płakała w kiblu i musiałyśmy ją potem uspokajać z dobre 20 minut! Co ty sobie wyobrażasz?! -Odezwała się kolejna.
-Przykro mi, ale w dalszym ciągu to nie jest wasza sprawa, więc może darujecie sobie ten cyrk?
-Najpierw musisz nam obiecać, że ją przeprosisz!
-I to na kolanach!
-Tak! -Przekrzykiwały się jedna przez drugą.
-Odwalcie się ode mnie. -Rzucił ozięble i w akompaniamencie podobnych sentencji wykrzykiwanych przez wzburzone niewiasty, ruszył w stronę wejścia do wagonu, po czym szybko wrócił na swoje miejsce.
-Ej stary, co masz taką minę? Wyglądasz jakbyś z tej fajki wrócił jeszcze bardziej pospinany, niż za nim na nią poszedłeś... -Zapytał Roxas, który na czas postoju dosiadł się do swoich kumpli.
-A wyobraź sobie, że zaatakował mnie fanclub mojej dziewczyny...
-No nie wierzę! To znaczy wierzę, że ona może mieć fanclub, ale chyba trafiłeś na jakieś psychofanki, haha!
-Faktycznie, zajebiście zabawne...
-Ale tak na serio, to ktoś puścił plotę i cały pociąg o tym gada. -Oznajmił Hayner, mówiąc półgłosem.
-Znowu jesteś sławny, haha! -Dodał wciąż rozbawiony Roxas.
-Taa... przywykłem już do bycia celebrytą... -Wymamrotał Brązowowłosy, siadając na fotelu i wyjmując słuchawki z plecaka. -Ale wiecie co? Jebie mnie to, idę spać. -Podsumował, zatkał swoje uszy Gummipodsami i odwrócił się w stronę okna. Summa summarum, przez całą resztę podróży przyklejony był do szyby, co jakiś czas zasypiając i naprzemiennie się budząc. Kairi siedziała obok niego, lecz nie odzywała się, nie chcąc tym samym odrywać go od odpoczynku. Finalnie po ponad dwóch i pół godzinach drogi, pociąg dojechał do stacji końcowej.
-Drodzy, ustawcie się we dwójki i podzielcie na 10 osobowe grupy! Każda z grup dostanie rozpiskę miejsc, które kolejno ma zwiedzić, a następnie wszyscy spotykamy się w Le Grand Bistro! -Przemawiała nauczycielka, informując o przebiegu wycieczki. -Pamiętajcie, by podczas zwiedzania robić notatki, bo jutro będziecie pisać esej o historii tych miejsc!
-Ble ble ble, nuda. -Wybełkotał Niebiesooki, nie wykazując zbytniego zainteresowania tematem. -Kairi, zrywamy się? Nie chce mi się w tym uczestniczyć.
-A-ale jak napiszemy esej, jak nie będziemy robić notatek?
-Spokojnie, od czego jest chat gpt? A z resztą też możemy spisać od Roxasa, ani razu mi się frajer nie odwdzięczył jak spisywał ode mnie zadania domowe, to teraz będzie miał okazję... To co, idziemy?
-Okej, masz rację, no to chodźmy! -Odpowiedziała dziewczyna po chwili zawahania. Jednak chęć pobycia w towarzystwie Sory sam na sam zyskała przewagę nad myślą, o "złamaniu zasad". Sora złapał ją za przedramię i ciągnąc ją za sobą, ostrożnie oddalili się od reszty grupy.
-Psst, słyszałem, jak mówiliście coś, że się zrywacie... -Nagle usłyszeli zza pleców i obrócili z automatu głowy do tyłu.
-Lea! Co Ty tu robisz? -Ucieszyła się Wiśniowowłosa na widok przyjaciela.
-Też się zrywam, no wiecie, do Xion... tylko nie mówcie nikomu, a ja też będę was krył.
-Uuu, ale romantycznie! Pozdrów ją od nas!
-Wcale nie romantycznie, tylko odkąd się tu przeprowadziła, tak strasznie za nią tęsknię, że muszę wykorzystać każdą okazję żeby się z nią zobaczyć... -Wspomniał smętnie Axel. -Umówiłem się z nią na Sunset Terrace, jedziecie ze mną?
-W sumie... tam nie daleko jest plaża, co ty na to Kairi? -Zapytał Sora, odtwarzając w głowie topografię omawianego terenu.
-No pewnie że jedziemy!
W związku z tym postanowieniem, cała trójka wróciła na dworzec i łapiąc najbliższy pociąg, pojechała do innej części miasta, z zachodem słońca w nazwie. Miejsce to było położone stosunkowo blisko, dlatego też dotarli tam szybko i bez większych problemów. Po serdecznym przywitaniu z Xion, dawną przyjaciółką Sory i Kairi, a wówczas jeszcze niedoszłą dziewczyną Axela, pobujali się razem po okolicy, opowiadając przy tym jak toczy się życie ich wspólnych znajomych z Destiny Islands, a następnie poszli na plażę, gdzie po krótkim spacerze brzegiem oceanu, na prośbę Axela rozstali się. Xion i Lea idąc dalej przed siebie, zniknęli wkrótce za horyzontem a Sora wpadł na pomysł, żeby odwiedzić punkt widokowy, owiany popularną legendą o znikającym pociągu. Kairi jako że nigdy tam nie była, spodobał się ten pomysł i takim sposobem skierowali swoje kroki do Sunset Hill.
-Piękne miejsce... Ostatni raz tu byłem jak miałem może z 12 lat i od tamtej pory nic się nie zmieniło. -Westchnął Sora, pochłonięty przez nostalgiczne wspomnienia. -Ale za to jak ja się zmieniłem...
-Co to za smutna mina? -Zagaiła Kairi, stając obok chłopaka. -Może trochę podrosłeś, ale dla mnie jesteś wciąż tym samym Sorą, co kiedyś.
-Eh, naprawdę chciałbym, żeby było tak jak mówisz. Wtedy byłem wesołym dzieciakiem, a teraz czuję się jak cień samego siebie...
-Mimo wszystko wierzę, że w głębi serca wciąż jesteś tym wesołym dzieciakiem, tylko teraz masz kryzys. Ale to normalne, każdy czasem przechodzi taki etap w życiu. -Wiśniowowłosa sypała ciepłymi słówkami, ażeby jak najdalej odciągnąć od Sory czarne myśli. -A ja pomogę ci się z nim uporać!
-Łatwo nie będzie, jestem wyjątkowo ciężkim przypadkiem.
-Dam radę, muszę. -Rzekła, odsuwając się krok do tyłu. -Bo nie zniosę już kolejnego razu, jeśli dowiem się, że znowu będziesz chciał coś sobie zrobić! -Oświadczyła, a do jej oczu samoczynnie napłynęły łzy.
-Kairi... -Powiedział i odwrócił się w jej kierunku. -Hej, no już, spokojnie, rozmażesz sobie makijaż... a szkoda by było, bo naprawdę ci w nim ładnie. -Podszedł bliżej, po czym kciukiem wytarł kropelki słonej cieczy, jaka zdążyła już wydostać się za jej powieki. -Przecież obiecałem ci ostatnio, że to się więcej nie powtórzy, a twoje łzy są dla mnie największą motywacją, żeby w końcu się ogarnąć. Więc oboje skończmy z tym zamartwianiem się, ok? -Na tą deklarację dziewczyna tylko uśmiechnęła się i pokiwała twierdząco głową. -A teraz wracajmy powoli, bo nie zdążymy na pociąg powrotny... -Orzekł i w ten sposób obydwoje ruszyli ku stacji kolejowej.
Art by Sayuri-sama
Rozdział 20 na Wattpadzie
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


