niedziela, 28 lipca 2024

Rozdział 25 - Romantyczne klimaty

 Godzina 20? zbliża się. Makijaż i starannie dobrany outfit? jest. Motylki w brzuchu? całe stado. Czego więc nie ma? cienia wątpliwości, że ten wieczór będzie udany. Do tego wszystkiego dochodziło jeszcze ogromne podekscytowanie, zmieszane z niemałym stresem.


~Spokojnie, przecież nie pierwszy raz się z nim zobaczę!~ Kairi powtarzała w myślach, starając się opanować przeszywające ją napięcie. Drżącym z ekscytacji krokiem, dziewczyna wyszła przed bramę swojego domu i oczekiwała z niecierpliwością na przybycie swojego księcia na koniu (a raczej na 155 koniach mechanicznych). Stała skupiona, rozglądając się niepewnie na lewo i prawo, gdyż nie wiedziała, z której strony nadjedzie, ale już po chwili, jej wątpliwości zostały rozwiane - tuż na przeciwko niej zatrzymał się samochód. 
-No siema, zawijamy się? -Rzucił Sora, opuszczając szybę. Ta kiwnęła głową twierdząco i wsiadła do środka. Gdy tylko zapięła pasy, Niebieskooki od razu ruszył w drogę. 
-Gdzie jedziemy? -Zapytała Wiśniowowłosa, która nie znała planów Sory co do kierunku podróży. 
-Zobaczysz, na pewno ci się spodoba. 
-Tak w zasadzie to... nie ważne gdzie, ważne że z tobą -Odparła, naciągając przy tym zdaniu swoją odwagę do granic możliwości. Ten w odpowiedzi obdarował ją serdecznym uśmiechem i szybko wrócił do skupiania się na ruchu drogowym. Przejechali kawałek, aż w końcu zatrzymała ich sygnalizacja świetlna. Sora korzystając korzystając z chwili postoju, odwrócił głowę w jej stronę, i z góry na dół omiótł ją spojrzeniem. 
-Eh... Gdybym nie musiał patrzeć na drogę, to cały czas patrzyłbym się na ciebie. -Westchnął -Tak pięknie wyglądasz... 
-D-dziękuję... -Mruknęła wstydliwie. 
-Heej, spokojnie... -Powiedział łagodnym tonem, widząc że Kairi czuje się nieswojo. -Skąd te nerwy? Przecież żartowałem wcześniej z tym morderstwem, haha!
-Znam cię tyle lat, że ciężko było by to wziąć na poważnie -Odpowiedziała ze śmiechem. ~Ale tak naprawdę, to jestem tak szczęśliwa, że mogłabym teraz umrzeć...~ Dopowiedziała sobie w myślach, patrząc rozmarzonym wzrokiem w siedzący obok obiekt westchnień. Ogólnie rzecz biorąc, to prawie przez całą dalszą podróż nie mogła oderwać od niego oczu. Sora siedział z łokciem wystawionym przez otwarte na oścież okno, w ustach trzymał papierosa, co jakiś czas wypuszczając dym na zewnątrz. Nie lubiła jak palił, ale Kairi nie przeszkadzał wówczas zapach spalonego tytoniu, ponieważ zmysły przyćmione miała przez jego obecność oraz ciekawość, jak dalej potoczy się randka. 
-Już jesteśmy- w pewnej chwili oznajmił chłopak, a Wiśniowowłosa pochłonięta myślami, nawet nie zauważyła, że dotarli na miejsce. Wysiadła z auta, rozglądnęła się dookoła i lekko zdębiała. Wokół panowała mroczna atmosfera i grobowa cisza. Dosłownie grobowa - znajdowali wówczas się kilka metrów od dużego wyspowego cmentarzyska. 
-C-czemu tu przyjechaliśmy? -Zapytała dziewczyna, z grozą patrząc na mogiły wyłaniające się z oddali. 
-Mówiłaś wcześniej, że lubisz takie romantyczne klimaty, to przygotowałem dla nas kolację przy "świecach".-Odparł z ironią, na co Kairi niedowierzając w idiotyzm tego pomysłu pokręciła głową. -Oj no daj spokój, przecież dobrze wiesz, że aż tak szalony nie jestem, haha! 
-Jeśli coś takiego w ogóle przeszło ci przez myśl, to już sama nie wiem, czego się po tobie spodziewać, haha! 
-Fakt, ostatnio jestem aż za bardzo spontaniczny jak na mnie, ale pewno możesz się spodziewać tego, że miło spędzimy czas. -Zapewnił, wyciągając do niej rękę. 
-W to nie wątpię. -Odrzekła chwytając go za dłoń, po czym obydwoje ruszyli przed siebie. 


Słońce pomału chowało się za horyzont, a ptaki ucichły, dając tym samym pole do popisu świerszczom i cykadom, jakie w trawie zaczynały śpiewać swe nocne serenady. Ciepły wiatr kołysał liśćmi, a w około nie znajdowało się nic, prócz kamienistej ścieżki, bezkresnych pól pokrytych zaroślami oraz naszej pary randkowiczów, kroczącej w głąb tych rejonów. Gdzie by okiem nie sięgnąć, po drodze nie było widać ani jednej żywej duszy. Być może miało by to sens, z uwagi na fakt, że niedaleko był cmentarz, ale przez pryzmat randki, takie okoliczności wydawały się co najmniej niepokojące. Szli tak jeszcze kilkanaście minut, aż zdążyło już całkowicie się ściemnić. Finalnie przed nimi wyłonił się krajobraz malowniczej doliny, na której samotnie stało wysokie drzewo, a niebo okryte było przez płaszcz migoczących gwiazd. 


-To tutaj chciałem cię zabrać. -Rzekł Sora.
-Ale tu pięknie... -Odparła z zachwytem dziewczyna, podziwiając okolice. -Skąd znasz takie miejsca?
-Powiedzmy, że skorzystałem z małej pomocy Moogle Maps... - Wytłumaczył żartobliwie. -Ale to jeszcze nie wszystko. Widzisz to drzewo? Koniecznie musimy się na nie wspiąć. 
-Nie mówisz poważnie, prawda? Przecież ja w życiu tam nie wejdę! 
-Dasz radę! Przecież jeszcze tak nie dawno sama wchodziłaś na palmy... 
-Ale to było wieki temu, Sora! 
-Uwierz mi, nie pożałujesz. Poza tym nic się nie martw, mogę ubezpieczać ci tyły. -Zadeklarował Niebieskooki i w ostateczności dziewczyna uległa jego namową, wobec czego podeszli do rosłego drzewiska. Kairi niepewnie zaczęła wdrapywać się po pniu, a za nią ruszył Sora, który co chwilę zerkał w górę, bacznie obserwując, jak radzi sobie jego przyjaciółka. 
-Chyba już wiem, dlaczego chciałeś ubezpieczać mi tyły... -Rzuciła Kairi, ostrożnie stawiając krok na wystającej korze. 
-Hę? Dlatego, żebyś czuła się bezpieczniej?
-Jasne, przecież widzę, jak cały czas gapisz mi się pod spódnicę... 
-Co?! Nie! To nie tak...! -Spalił buraka, próbując bezskutecznie się tłumaczyć. -Za kogo ty mnie masz?!
-Jak byś widział teraz swoją minę, hahaha! -Roześmiała się Wiśniowowłosa, kiedy spoglądając w dół zauważyła, jak Sora nagle przerzucił spojrzenie w innym kierunku. 
-Nie śmiej się, bo za chwilę spadniesz. -Burknął pod nosem. 
-Dobrze, już dobrze, hahaha! -Mimo ostrzeżenia Sory, Kairi nie opanowała swojego śmiechu, ale koniec końców udało jej się wgramolić na masywną gałąź, na której usiadła. 
-Łał, miałeś rację, faktycznie warto było tu wejść... -Oświadczyła, kiedy w zasięgu jej wzroku pojawił się pejzaż niczym z bajki. Z góry widać było ocean, a raczej gładką taflę wody, jaka lśniła od światła księżyca.
-Przecież bym cię nie oszukał. -Za moment do dziewczyny dołączył też Niebieskooki i usadowił się kawałek od niej. 
-Ech, wszystko byłoby dobrze, tylko trochę mało miejsca na tej gałęzi... mam wrażenie, że zaraz spadnę.
-W takim razie chyba będzie lepiej, jak usiądziemy w ten sposób. -Chłopak przysunął się do Kairi, po czym mocno ją objął. 
-Tak jest zdecydowanie lepiej... -Odparła, kładąc głowę na jego ramieniu. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 25 na Wattpadzie




środa, 17 lipca 2024

Rozdział 24 -Przyczajony Riku, ukryte uczucia

Brązowowłosy szybkim krokiem przedostał się na zewnątrz, gdzie wcześniej zaparkował przed bramą, a potem wsiadł do auta i od razu odjechał. Początkowo jechał przed siebie bez konkretnego celu, aż w ostateczności postanowił udać się na znany punkt widokowy, którego lubił często odwiedzać. Wjechał na samą górę, zaciągnął hamulec i zaczął pusto patrzeć się w przestrzeń. Odpalił papierosa i wówczas oprócz dymu, otaczały go także myśli o tym, co właśnie się stało. Sora bowiem pierwszy raz w życiu musiał zerwać więź, która pomimo tak wielu zgrzytów na pewien sposób była dla niego ważna. Siedział praktycznie bez ruchu i z zewnątrz mogłoby się wydawać, że aktualnie jest oazą spokoju, jednakże w jego głowie i sercu panował istny sajgon - czuł smutek spowodowany stratą i obawę o stan psychiczny jego byłej już dziewczyny, jednocześnie czując ulgę, że nie będzie musiał już dłużej dźwigać ciężaru tej toksycznej relacji.

 
***


Od tamtego dnia minął ponad tydzień. Sora przez ten czas z trudem znosił codzienne funkcjonowanie. Większość ludzi, powiedziałaby, że przeżywanie rozstania to normalna rzecz, lecz w tym przypadku to nie samo rozstanie przyczyniło się do jego złego samopoczucia, a skutki przebywania w destrukcyjnym związku. Apatia, złość, szamotanina myśli i niepokój - te dolegliwości dręczyły go wtenczas dzień w dzień i nie pozwalały skupić się na czymkolwiek innym. Nie spał po nocach, wieczory spędzał w gronie wysokoprocentowych napojów, co by prowizorycznie poprawić sobie nastrój,  a kiedy już udało mu się zasnąć, zwykle budził się z bólem głowy i zasypiał na zajęcia. W szkole z kolei nie miał ochoty na wszelkiego typu interakcje z rówieśnikami, przez co zazwyczaj izolował się na przerwach od reszty, zaszywając się samotnie w szatni, bądź jakiś innych, odseparowanych od ludzi pomieszczeniach. Wiedział jednak, że takie postępowanie koniec końców całkowicie go zniszczy, więc metodą małych kroków, postanowił, że będzie robić wszystko, ażeby nieco się oderwać od otaczającej go melancholii. 


Piątek, liceum Destiny Islands, długa przerwa


Sora wyszedł ze szkoły i poszedł zza budynek, gdzie przejściu kilku metrów zauważył miejsce, jakie wydawało się być idealne na spędzenie przerwy w swoim własnym towarzystwie. Rzucił plecak na schody i rozsiadł się wygodnie, wyciągając z kieszeni gumifon i fajki. 


Od: Roxas 
Do: Sora
Treść: Siemanko, lecisz z nami na kluby wieczorem? Odreagujesz trochę i może wyrwiesz przy tym jakąś dupę 👉👌 A jak Ty nie wyrwiesz, to sam Ci wyrwę xd 


Od: Sora
Do: Roxas
Treść: Nie, dzięki, mam co robić wieczorem... poza tym wolę żebyś Ty mnie lepiej już z nikim nie swatał, iks de


Tak naprawdę nie miał żadnych planów na dalszą część dnia, lecz przez ostatnie wydarzenia nie był w nastroju na tego typu zabawy, a już tym bardziej w nie był w nastroju na zawieranie nowych znajomości. 
Sora siedział z szlugiem w ustach i stukał w klawiaturę, prowadząc nie mającą większego sensu dyskusję z Roxasem, aż nagle usłyszał, że ktoś zmierza w jego kierunku. ~Kurwa, ani chwili spokoju...~ Pomyślał zirytowany i już prawie miał zbierać swoje manatki, ale po chwili przed oczami pojawiła się dobrze znana mu osoba. 
-S-sora? Co ty tu robisz? -Zapytała lekko speszona Kairi, nie spodziewając się, że spotka tam Niebieskookiego. 
-Siedzę, jak widać... -Mruknął, odkładając telefon. -Musiałem ogarnąć sobie nową miejscówkę do czilowania, bo dach jakoś źle mi się kojarzy... 
-Rozumiem... -Odparła i usiadła obok niego. -Też lubię tu przychodzić. Widać stąd boisko podstawówki i czasem jak mają wf, tak sobie ich obserwuję i wspominam, jak sami tam ćwiczyliśmy, a ja nigdy nie mogłam przegonić ciebie i Riku w biegu na 100 metrów... To było takie frustrujące! A tak bardzo się starałam! -Przywołała wspomnienia sprzed lat, chichocząc pod nosem. 
-Heh, no fakt, piękne czasy...
-Zdecydowanie piękne! Albo niektórzy przychodzą tu też z kimś, kto im się podoba, żeby wręczyć liścik z wyznaniem miłości. Jak byś wiedział, ile razy byłam świadkiem dania kosza, haha! -Snuła wątek, coraz to bardziej się rozkręcając. 
-Serio ktoś  jeszcze to praktykuje? Myślałem, że ta tradycja całkowicie wymarła...
-No pewnie, że praktykuje! Przecież to całkiem romantyczne... 
-Romantyczne, mówisz? -Rzucił Sora, zbliżył się na wysokość jej twarzy po czym niespodziewanie ją pocałował. -To też tutaj robią? 
-C-czasem tak...  -Sapnęła onieśmielona, odwracając głowę w bok. 
-To w takim razie chciałbym przychodzić tu z tobą częściej... -Rzekł i ponownie dosunął się do niej, z zamiarem kontynuacji tego co zaczął wcześniej, jednak Wiśniowowłosa nie pozwoliła mu na ten czyn, lekko cofając się do tyłu.
 -Czy to prawda, że zerwałeś ze Strelitzią? -Zapytała stanowczo, licząc na szczerą odpowiedź. 
-Tak, to prawda. -Przyznał otwarcie, zwracając się w kierunku dziewczyny. -Więc nie musisz mieć już wyrzutów sumienia… -Powiedział, złapał ją za ręce po czym spojrzał jej prosto oczy. Kairi ścisnęła dłonie Niebieskookiego i poczuła wszechogarniającą ulgę. Czyżby w końcu jej marzenie o byciu z Sorą stało się realne? Cóż, obecnie raczej już nic nie stało na przeszkodzie, ażeby te plany mogły się ziścić, aczkolwiek jego stan psychiczny wciąż pozostawiał wiele do życzenia. 
-No siema, przyszedłem tak jak prosiłaś, ale jak tak patrzę, to chyba  wam przeszkadzam… -Ni stąd ni z owąd,  zza ściany wyłonił się Riku, przerywając im tym samym chwilę pełną emocji. 
-H-hej Riku, nie przeszkadzasz… -Pisnęła ze skrępowaniem dziewczyna. -Sora przyszedł tu przede mną i po prostu tak jakoś wyszło…
-Ile już tak tu stoisz i się na nas lampisz? -Wtrącił się Sora. 
-Wystarczająco długo, żeby nabrać pewności, że mogę zostawić Kairi w twoich rękach...
-Eh dobra, ja idę. Zostało 10 minut przerwy, a ja jeszcze chce coś wszamać. -Oznajmił Niebieskooki, wstając i  zbierając swoje rzeczy z ziemi. -A, no i za nim pójdę... Kairi, co robisz wieczorem? Bo jak nie masz planów, to może gdzieś razem wyskoczymy? 
-Chętnie się z tobą spotkam, Sora. -Odrzekła z rumieńcami na policzkach. 
-To co, dzisiaj o 20? Przyjadę po ciebie. -Rzucił, na co ona również odpowiedziała twierdząco. 
-Ok, jak nie wróci cała i zdrowa do domu, to przynajmniej będę wiedział, kto za tym stoi. -Dorzucił z ironią Riku. 
-No, zamorduję ją i przerobię na filety... Ja lecę, do potem! -Skwitował Sora i za moment zniknął za murkiem. 
-Czyli to jednak nie były plotki... Pewnie się cieszysz? -zapytał Srebrnowłosy, uprzednio upewniając się, że chłopak na pewno poszedł i przypadkowo nie podsłuchuje ich z ukrycia.
-Sama nie wiem co o tym myśleć... Cieszę się, ale czuję, że w głębi serca  on tak naprawdę cierpi...  
-Fakt, widać, że jeszcze nie wszystko poukładał sobie w głowie. Z resztą, nie ma o czym mówić, po takim popapranym związku to pewnie jeszcze długo nie będzie mógł dojść do siebie.
-Ciekawi mnie tylko, dlaczego tak nagle zaczął się mną interesować? Nie żebym nie była szczęśliwa z tego powodu, ale nigdy wcześniej nie zachowywał się wobec mnie w ten sposób... 
-Też mnie to zastanawia. -Westchnął Riku, analizując w myślach ostatnie poczynienia jego kumpla. -Obym się mylił, ale być może chce sobie tobą zaleczyć rany po Strelitzie... 
-Nawet jeśli tak jest, to nie ma znaczenia. Będę przy nim i pomogę mu!-Oświadczyła głosem pełnym determinacji. 
-Kairi, czasem w takiej sytuacji lepiej odczekać albo i nawet odpuścić. On lecząc siebie twoim kosztem, będzie ci tylko sprawiał ból... 
-Zdaje sobie z tego sprawę, Riku! -wykrzyczała niemal bliska płaczu Wiśniowowłosa. -Ale dla niego jestem w stanie znosić ten ból... tyle na to czekałam i w końcu mam szansę, więc jak teraz odpuszczę, to mogę ją całkowicie stracić!
-Okej, przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować. -Zreflektował się po chwili -Rób jak uważasz, ale wiedz, że i tak będę się martwić, przecież w końcu jesteś dla mnie jak siostra... 


***


Można powiedzieć, że miłość jest jak książka - ma wiele gatunków, od dramatów, przez horrory po komedie. Może też być długa - z pięknym zakończeniem, krótka - lecz pełna wrażeń oraz zakończona tylko na zapowiedzi. I nie ma tu żadnych ograniczeń - to jak potoczą się losy postaci, z reguły zależy od autora. Jaką więc historie opowie nam autor, którego poprzednia książka była totalnym niewypałem? 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 24 na Wattpadzie





niedziela, 7 lipca 2024

Rozdział 23- Nie ma sensu pukać do drzwi, które są wiecznie zamknięte

 -O siemanko, ciebie też zaprosili do dyra? -Rzucił skołowany Sora, kiedy zauważył pod gabinetem Axela. 
-Tak i skoro ciebie tu przysłali, to chyba już wiem po co…
-C-cześć, co wy tu robicie? -Nagle wtrąciła się Kairi, która po chwili również zawitała pod pokojem głowy szkoły. 
-A co TY tu robisz?- Zapytał Brązowowłosy, przybierając na widok dziewczyny minę w stylu WTF. -Szukałem cię wcześniej, ale w życiu bym się nie spodziewał, że akurat tutaj się spotkamy…   -Wówczas cała trójka nabrała niemalże stuprocentowej pewności, co do powodu dla którego się tu znaleźli. 
-To pewnie robota Demyxa i Strelitzi… myślałem że to tylko plotki, ale najwyraźniej oni nas wczoraj podkablowali. -Oznajmił Lea. 
-Jakie plotki? Wczoraj jak gadałem z Roxasem, że mieliśmy mały fuckup z punktualnością przy powrocie, to ponoć przy liczeniu grup w pociągu powiedział, że jesteśmy, tylko poszliśmy do kibla. 
-Naprawdę ktoś w to uwierzył? -Dociekała Kairi. 
-Pewnie z początku tak, bo nikt nie drążył tematu. -Stwierdził Czerwonowłosy. - Ale potem Demyx który to słyszał, zaczął gadać ludziom, że to jest jakaś bzdura, bo przeszedł cały pociąg i nigdzie nas nie było… 
-Taa i pewnie Strelitzia to podłapała i rozpowiedziała wszystkim dookoła, żeby odegrać się za to, że ją olałem…
-Tak właśnie mówią ploty. 
-A to wredna suka…-Syknął Sora, zaciskając pięści. 
-Zapraszam waszą trójkę do środka. -Rozmowę uciął im dyrektor, wskazując dłonią na wejście do gabinetu. Oni wówczas zamilkli i posłusznie weszli do pomieszczenia. 
-Macie mi coś do powiedzenia? -Zapytał dyrcio, unosząc brew do góry.
-A co pan chciałby usłyszeć? -Sora nonszalancko odbił pytanie. 
-Doszły mnie słuchy, że podczas wczorajszej wycieczki zrobiliście sobie wagary, więc chciałbym usłyszeć jak było naprawdę. 
-No może na chwilę faktycznie odłączyliśmy od grupy...- Powiedział Axel, próbując wybrnąć z sytuacji. 
-A chwila była tak długa, że wracaliście z Twilight Town na własną rękę? 
-Po prostu się zagadaliśmy i lekko spóźniliśmy się na pociąg. -Kontynuował Czerwonowłosy. 
-Posłuchajcie, nie chciałbym obniżać wam oceny z zachowania, bo nigdy wcześniej nie sprawialiście problemów. Powiedzcie lepiej jak było, wtedy potraktuje was łagodniej. 
-Było tak jak mówi Axel, urwaliśmy się w trakcie wycieczki i wróciliśmy sami, późniejszym pociągiem. -Wyjaśnił Niebieskooki.
-Zdaje sobie sprawę z tego, że jesteście dorośli i to wasze ostatnie chwile w liceum, ale takie zachowanie jest niedopuszczalne. 
-Przepraszamy, to nigdy więcej się nie powtórzy. -Dodał Lea.
-Nie dam wam nagany, ale wszyscy dostajecie po uwadze. Możecie iść. -Oświadczył dyrektor i zgodnie z jego poleceniem, z ulgą opuścili jego gabinet. 
-Kairi, zaczekaj. -Sora zatrzymał Wiśniowowłosą, kiedy wychodzili z sali. -Rozmawiałem z Riku. -Oznajmił, na co dziewczyna tylko nerwowo przełknęła ślinę i niepewnie odwróciła się w jego kierunku.
-Nie chce sprawiać ci bólu... a jeżeli już w jakiś sposób cię zraniłem, to przepraszam. -Przyznał z pokorą w głosie. -Porozmawiam dzisiaj ze Strelitzią. 


***


Było późne popołudnie. Cel działania Sory był ukierunkowany tylko w jedną stronę - pragnął raz na zawsze zrobić porządek w jego relacji ze Strelitzią. Zdopingowany przez ostatnie incydenty, oraz zdawszy sobie sprawę, jak wiele szkód w jego życiu wyrządziły ostatnie tygodnie ich związku, udał się do jej domu. Bez najmniejszego zawahania przekręcił klucze w zamku i wkroczył do środka. Strelitzia siedziała na kanapie w salonie i standardowo kieliszek wina w ręce, była wpatrzona w ekran telewizora, w którym leciało jakieś randomowe romansidło.
-Chyba mamy sobie do pogadania. -Rzucił oschle Brązowowłosy.
-Już nie mogłam się doczekać jak przyjdziesz, bo mi chyba też należą się jakieś wyjaśnienia. 
-Wszystko wyjaśniłem ci wcześniej, ale byłaś tak pijana i naćpana, że pewnie nie dotarło. Z resztą jak zwykle. 
-Jak mogłeś mnie wczoraj tak wystawić?!!! Jak to wyglądało, że mój własny facet mnie zbywa i siedzi sobie z jakąś inną lafiryndą?!!! Jak mogłeś!!! 
-W dupie mam jak to wyglądało, ale nie pozwolę ci tak o niej mówić.
-Ah tak? To teraz ją dymasz po kątach?!!! Ja ci nie wystarczam?!
-Ech... -Westchnął, kierując wzrok na szafkę, gdzie leżał zapas wszelkiej maści alkoholu, zioła zwiniętego w bletki i inne rodzaje substancji psychoaktywnych. -Przypomnij sobie, jak wiele razy prosiłem cię, żebyś z tym skończyła, jak wiele razy chciałem ci pomóc i jak wiele razy ty miałaś to gdzieś. Zależało mi na tobie... 
-Sam to ze mną brałeś i teraz nagle przychodzisz mnie moralizować?!
-Wziąłem to tylko raz i jakoś mnie do tego nie ciągnie... Naprawdę nie mam już cierpliwości. -Przyznał chłodno.- Od teraz będziesz musiała radzić sobie sama. To koniec, Strelitzia. -Orzekł jednoznacznie i zwrócił się do wyjścia. 
-Jaki koniec? Co masz przez to na myśli? -Usłyszawszy to zdanie, cały gniew Rudowłosej przeistoczył się w lekką panikę. 
-To, że zrywam z tobą. 
-ŻE CO TAKIEGO?! Wykorzystałeś mnie!!! -Wtem Sterlitzia podbiegła do niego i zaczęła uderzać go pięściami gdzie popadnie. 
-Wykorzystałem?! Niby w jaki sposób?! I uspokój się do cholery! -Zapytał Sora, podnosząc nieco ton głosu i złapał dziewczynę za nadgarstki. 
-Jesteś dokładnie taki sam, jaki inni! Przerżnąłeś mnie i teraz zostawiasz!-Wrzasnęła, próbując się wyrwać. 
-To ja się czuję wykorzystany.-Wyznał. -Spędzałem z tobą każdą wolną chwilę, jak debil zawsze do ciebie leciałem, kiedy mówiłaś, że mnie potrzebujesz i w tym wszystkim nawet nie czułem, że tobie choć trochę na mnie zależy… 
-Sora, nie możesz mnie zostawić! -Powiedziała przez łzy Strelitzia. -Ja nie dam sobie bez ciebie rady! 
-Ze mną jakoś też nie dawałaś sobie rady…
-Błagam, daj mi jeszcze jedną szansę!-Wykrzyknęła, całkowicie się rozklejając, po czym mocno wtuliła się w plecy chłopaka. -Ja-ja bez ciebie nie wytrzymam… zaćpam się na śmierć… -Sora na chwilę miał ochotę odwrócić się, odwzajemnić uścisk i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Jednak ta myśl szybko poszła w zapomnienie, gdyż na podstawie poprzednich obietnic Strelitzi, wiedział, że prawdopodobnie i tak nic się nie zmieni. 
-Wybacz Streli… to odwyk jest od leczenia uzależnień, nie ja. -Odpowiedział, zachowując zimną krew. -Tyle razy to przerabialiśmy, że nie zmienię zdania. Puść mnie. 
-Czyli jednak ze mną zrywasz?!
-Tak. -Oznajmił bezwzględnie. 
-Dobrze, niech będzie. -Wnet emocje Rudowłosej znów zmieniły się o 180 stopni. Niemalże całkowicie się uspokoiła, a na jej ustach pojawił się szyderczy uśmieszek. -Ale pożałujesz tego. Obiecuję. 
-Rób co chcesz, nie jestem twoją własnością. -Odrzekł i nie dając się złapać na szantaż emocjonalny, wyszedł z jej mieszkania. 



Art by Sayuri-sama

Rozdział 23 na Wattpadzie