Godzina 20? zbliża się. Makijaż i starannie dobrany outfit? jest. Motylki w brzuchu? całe stado. Czego więc nie ma? cienia wątpliwości, że ten wieczór będzie udany. Do tego wszystkiego dochodziło jeszcze ogromne podekscytowanie, zmieszane z niemałym stresem.
~Spokojnie, przecież nie pierwszy raz się z nim zobaczę!~ Kairi powtarzała w myślach, starając się opanować przeszywające ją napięcie. Drżącym z ekscytacji krokiem, dziewczyna wyszła przed bramę swojego domu i oczekiwała z niecierpliwością na przybycie swojego księcia na koniu (a raczej na 155 koniach mechanicznych). Stała skupiona, rozglądając się niepewnie na lewo i prawo, gdyż nie wiedziała, z której strony nadjedzie, ale już po chwili, jej wątpliwości zostały rozwiane - tuż na przeciwko niej zatrzymał się samochód.
-No siema, zawijamy się? -Rzucił Sora, opuszczając szybę. Ta kiwnęła głową twierdząco i wsiadła do środka. Gdy tylko zapięła pasy, Niebieskooki od razu ruszył w drogę.
-Gdzie jedziemy? -Zapytała Wiśniowowłosa, która nie znała planów Sory co do kierunku podróży.
-Zobaczysz, na pewno ci się spodoba.
-Tak w zasadzie to... nie ważne gdzie, ważne że z tobą -Odparła, naciągając przy tym zdaniu swoją odwagę do granic możliwości. Ten w odpowiedzi obdarował ją serdecznym uśmiechem i szybko wrócił do skupiania się na ruchu drogowym. Przejechali kawałek, aż w końcu zatrzymała ich sygnalizacja świetlna. Sora korzystając korzystając z chwili postoju, odwrócił głowę w jej stronę, i z góry na dół omiótł ją spojrzeniem.
-Eh... Gdybym nie musiał patrzeć na drogę, to cały czas patrzyłbym się na ciebie. -Westchnął -Tak pięknie wyglądasz...
-D-dziękuję... -Mruknęła wstydliwie.
-Heej, spokojnie... -Powiedział łagodnym tonem, widząc że Kairi czuje się nieswojo. -Skąd te nerwy? Przecież żartowałem wcześniej z tym morderstwem, haha!
-Znam cię tyle lat, że ciężko było by to wziąć na poważnie -Odpowiedziała ze śmiechem. ~Ale tak naprawdę, to jestem tak szczęśliwa, że mogłabym teraz umrzeć...~ Dopowiedziała sobie w myślach, patrząc rozmarzonym wzrokiem w siedzący obok obiekt westchnień. Ogólnie rzecz biorąc, to prawie przez całą dalszą podróż nie mogła oderwać od niego oczu. Sora siedział z łokciem wystawionym przez otwarte na oścież okno, w ustach trzymał papierosa, co jakiś czas wypuszczając dym na zewnątrz. Nie lubiła jak palił, ale Kairi nie przeszkadzał wówczas zapach spalonego tytoniu, ponieważ zmysły przyćmione miała przez jego obecność oraz ciekawość, jak dalej potoczy się randka.
-Już jesteśmy- w pewnej chwili oznajmił chłopak, a Wiśniowowłosa pochłonięta myślami, nawet nie zauważyła, że dotarli na miejsce. Wysiadła z auta, rozglądnęła się dookoła i lekko zdębiała. Wokół panowała mroczna atmosfera i grobowa cisza. Dosłownie grobowa - znajdowali wówczas się kilka metrów od dużego wyspowego cmentarzyska.
-C-czemu tu przyjechaliśmy? -Zapytała dziewczyna, z grozą patrząc na mogiły wyłaniające się z oddali.
-Mówiłaś wcześniej, że lubisz takie romantyczne klimaty, to przygotowałem dla nas kolację przy "świecach".-Odparł z ironią, na co Kairi niedowierzając w idiotyzm tego pomysłu pokręciła głową. -Oj no daj spokój, przecież dobrze wiesz, że aż tak szalony nie jestem, haha!
-Jeśli coś takiego w ogóle przeszło ci przez myśl, to już sama nie wiem, czego się po tobie spodziewać, haha!
-Fakt, ostatnio jestem aż za bardzo spontaniczny jak na mnie, ale pewno możesz się spodziewać tego, że miło spędzimy czas. -Zapewnił, wyciągając do niej rękę.
-W to nie wątpię. -Odrzekła chwytając go za dłoń, po czym obydwoje ruszyli przed siebie.
Słońce pomału chowało się za horyzont, a ptaki ucichły, dając tym samym pole do popisu świerszczom i cykadom, jakie w trawie zaczynały śpiewać swe nocne serenady. Ciepły wiatr kołysał liśćmi, a w około nie znajdowało się nic, prócz kamienistej ścieżki, bezkresnych pól pokrytych zaroślami oraz naszej pary randkowiczów, kroczącej w głąb tych rejonów. Gdzie by okiem nie sięgnąć, po drodze nie było widać ani jednej żywej duszy. Być może miało by to sens, z uwagi na fakt, że niedaleko był cmentarz, ale przez pryzmat randki, takie okoliczności wydawały się co najmniej niepokojące. Szli tak jeszcze kilkanaście minut, aż zdążyło już całkowicie się ściemnić. Finalnie przed nimi wyłonił się krajobraz malowniczej doliny, na której samotnie stało wysokie drzewo, a niebo okryte było przez płaszcz migoczących gwiazd.
-To tutaj chciałem cię zabrać. -Rzekł Sora.
-Ale tu pięknie... -Odparła z zachwytem dziewczyna, podziwiając okolice. -Skąd znasz takie miejsca?
-Powiedzmy, że skorzystałem z małej pomocy Moogle Maps... - Wytłumaczył żartobliwie. -Ale to jeszcze nie wszystko. Widzisz to drzewo? Koniecznie musimy się na nie wspiąć.
-Nie mówisz poważnie, prawda? Przecież ja w życiu tam nie wejdę!
-Dasz radę! Przecież jeszcze tak nie dawno sama wchodziłaś na palmy...
-Ale to było wieki temu, Sora!
-Uwierz mi, nie pożałujesz. Poza tym nic się nie martw, mogę ubezpieczać ci tyły. -Zadeklarował Niebieskooki i w ostateczności dziewczyna uległa jego namową, wobec czego podeszli do rosłego drzewiska. Kairi niepewnie zaczęła wdrapywać się po pniu, a za nią ruszył Sora, który co chwilę zerkał w górę, bacznie obserwując, jak radzi sobie jego przyjaciółka.
-Chyba już wiem, dlaczego chciałeś ubezpieczać mi tyły... -Rzuciła Kairi, ostrożnie stawiając krok na wystającej korze.
-Hę? Dlatego, żebyś czuła się bezpieczniej?
-Jasne, przecież widzę, jak cały czas gapisz mi się pod spódnicę...
-Co?! Nie! To nie tak...! -Spalił buraka, próbując bezskutecznie się tłumaczyć. -Za kogo ty mnie masz?!
-Jak byś widział teraz swoją minę, hahaha! -Roześmiała się Wiśniowowłosa, kiedy spoglądając w dół zauważyła, jak Sora nagle przerzucił spojrzenie w innym kierunku.
-Nie śmiej się, bo za chwilę spadniesz. -Burknął pod nosem.
-Dobrze, już dobrze, hahaha! -Mimo ostrzeżenia Sory, Kairi nie opanowała swojego śmiechu, ale koniec końców udało jej się wgramolić na masywną gałąź, na której usiadła.
-Łał, miałeś rację, faktycznie warto było tu wejść... -Oświadczyła, kiedy w zasięgu jej wzroku pojawił się pejzaż niczym z bajki. Z góry widać było ocean, a raczej gładką taflę wody, jaka lśniła od światła księżyca.
-Przecież bym cię nie oszukał. -Za moment do dziewczyny dołączył też Niebieskooki i usadowił się kawałek od niej.
-Ech, wszystko byłoby dobrze, tylko trochę mało miejsca na tej gałęzi... mam wrażenie, że zaraz spadnę.
-W takim razie chyba będzie lepiej, jak usiądziemy w ten sposób. -Chłopak przysunął się do Kairi, po czym mocno ją objął.
-Tak jest zdecydowanie lepiej... -Odparła, kładąc głowę na jego ramieniu.
Art by Sayuri-sama


