Siedzieli w ciszy, ciesząc się malowniczym widokiem i swoim wzajemnym towarzystwem. Gwiazdy zaczynały świecić coraz jaśniej, a o uszy uderzał kojący szum oceanu. Kairi mimo tego magicznego klimatu pochłonięta była myślami, na temat tego, co właśnie zaczynało się między nimi dziać. Z jednej strony czuła, że intencje Sory są szczere i nie podparte chęcią rozładowania negatywnych emocji po niezdrowym związku, lecz z drugiej cały czas miała w głowie słowa Riku.
-Tak właściwie, to czemu zacząłeś się tak zachowywać wobec mnie...? -W końcu zadała pytanie, które tak bardzo ją nurtowało.
-Tak, to znaczy jak? -Zapytał, spoglądając na dziewczynę pytającym wzrokiem.
-No te randki, komplementy i inne, miłe rzeczy...
-A, o to chodzi... Po prostu tak dobrze spędza mi się z tobą czas, że zapominam o całym świecie -Wyjaśnił z uśmiechem. -Poza tym, widzę, że tobie też się to podoba.
-A to nie jest przypadkiem tak, że chcesz odreagować?
-Kairi, znasz mnie tyle lat, a nie wiesz, że nie wykorzystywałbym innych, a tym bardziej ciebie, do radzenia sobie ze swoimi własnymi problemami? -Rzucił, przybierając na powadze. -Chociaż na wycieczce... Byłem wtedy tak wkurwiony na Strelitzię, że przyznaje, chciałem się na niej odegrać...
-A ja byłam wtedy pod ręką, więc jednak trochę wykorzystałeś sytuację... -Odrzekła Wiśniowowłosa, ze rozczarowaniem zwieszając głowę w dół.
-Nie do końca tak było. Nie zrobiłem tego z premedytacją, a ta randka to był całkowity spontan... -Wytłumaczył, próbując załagodzić sytuację. -A od tamtej pory zdałem sobie sprawę, że nie mogę przestać o tobie myśleć, wiesz? -Wyznał, na co Kairi aż zachwiała się z wrażenia. -Heej, uważaj! -Chłopak widząc jej reakcję, złapał ją za przedramię, co by zmniejszyć ryzyko ewentualnego upadku. - Wszystko w porządku?
-T-tak, tylko trochę od tego siedzenia zdrętwiały mi nogi... -Zmieniła temat.
-W takim razie zbierajmy się pomału. -Zasugerował Sora i wedle tego, oboje zaczęli schodzić z drzewa. O ile udało im się na nie wejść bez większych problemów, o tyle zejście na ziemię już nie było takie łatwe. Niebieskooki poradził sobie bez trudu, natomiast Kairi, będąc już praktycznie krok od gruntu, niefortunnie poślizgnęła się i zdarła sobie skórę z nogi.
-Nic ci się nie stało?!
-Trochę krwawi, ale myślę, że to nic wielkiego... -Zapewniła, przykładając chusteczkę do rany.
-Dasz radę iść? -Zapytał, patrząc na jej opuchniętą kostkę.
-A mam inne wyjście?
-Masz. -Rzucił, po czym całkiem niespodziewanie wziął ją na ręce. -Złap się mocno i idziemy.
Wtem ruszyli w drogę powrotną. Kairi co jakiś czas uprzejmie protestowała, żeby jednak chłopak pozwolił jej iść o własnych siłach, ale na nic się to nie zdało, gdyż Sora nie miał najmniejszego zamiaru jej puścić, tłumacząc uparcie, że to tylko pogłębi jej uraz. Przekomarzali się w ten sposób całą wędrówkę, aż finalnie doszli do miejsca, gdzie zaparkowane było auto Brązowowłosego.
-Poczekaj tu, a ja skoczę po jakiś plaster. -Rzekł, usadził dziewczynę na masce samochodu i poszedł szukać apteczki. Po krótkiej chwili wrócił z setką wódki i kilkoma opatrunkami.
-Mam to wypić czy oblać sobie tym ranę?
-Sorry, nie znalazłem wody utlenionej... Hmm, ale w sumie wypicie tego też nie jest głupim pomysłem, żeby załagodzić ból.
-Nie masz wody utlenionej, a masz flaszkę? Hahaha! -Dziewczyna zwijała się ze śmiechu.
-Myśl sobie co chcesz, ale musimy czymś zdezynfekować ranę... -Odparł, nalewając kilka kropli trunku na gazę. -Przygotuj się, będzie nieprzyjemnie. -Uprzedził i przyłożył kompres do otarcia.
-Ał! Piecze! -Syknęła Wiśniowowłosa.
-Spokojnie, za chwilę przestanie.
-A obiecałeś, że już nie będziesz sprawiać mi bólu! -Kairi zachowała resztki humoru, dzielnie znosząc cierpienie.
-Haha, przepraszam, już kończę! -Oznajmił, zaklejając plastrem poranione miejsce. -I o co tyle płaczu? Już po wszystkim. -Podniósł się na wysokość jej twarzy, a ręce położył na jej tułowiu. -Ale skoro znowu sprawiłem ci ból, to muszę ci to jakoś wynagrodzić... -Zakomunikował, po czym wpoił się w jej usta, co od razu przerodziło się w całą serię długich, namiętnych pocałunków.
-Takie zadośćuczynienie w zupełności wystarczy... -Przyznała Wiśniowowłosa, zaplatając ręce wokół szyi chłopaka.
-Robiłem co mogłem, ale jeśli chcesz, to mogę postarać się jeszcze bardziej... -Powiedział, gładząc ją dłonią po wewnętrznej stronie uda. -Jedziemy do mnie? -Kairi wzdrygnęła się lekko na tą propozycję i po błysku w oczach chłopaka, niemalże nabrała całkowitej pewności, do czego zmierza.
-Sora... jest już późno, no i sam wiesz, mimo wszystko rodzice by się martwili... -Odmówiła grzecznie.
-Jasne, ogarniam, kiedyś miałem ten sam problem...-Odparł ze zrozumieniem, uśmiechając się. -No to skoro tak, to odwiozę cię do domu.
00:56, ulica koło domu Kairi
Chcąc nie chcąc, spotkanie dobiegało końca. Sora zatrzymał się nieopodal mieszkania Wiśniowowłosej i po czułym pożegnaniu, dziewczyna poszła w swoją stronę. Niebieskooki jeszcze przez chwilę popatrzył na nią i kiedy zauważył, że bezpiecznie dotarła do domu, zwrócił swe spojrzenie na gumifon, jaki przez całą jazdę z powrotem uporczywie wibrował. "Błagam Cię odbierz!!! Potrzebuję z Tobą porozmawiać!", "Sora, przepraszam, proszę przyjdź do mnie, jest ze mną bardzo źle...", "Proszę, odezwij się, ja już tak dłużej nie mogę!!!" - Wyświetlacz oprócz masy tego typu wiadomości pokazywał również info, o kilkunastu nieodebranych połączeniach. Jak można było przypuszczać, ten cały sajgon powiadomień mogła spowodować tylko jedna osoba - Strelitzia. I wtedy wszystko wróciło. Wróciły wspomnienia, te dobre i gorsze, wróciły obawy, czy aby na pewno nie zrobi sobie krzywdy, wróciły wyrzuty sumienia, że może warto było dać jeszcze jedną szansę. Chłopak starał się to ignorować, przemówić sobie do rozsądku, że to już przeszłość, od której powinien się odciąć. Jednakże to zdawało się mieć nad nim większą kontrolę. W rezultacie wysiadł z auta i czując się jak ostatni idiota, udał się do pod dom Rudowłosej, która mieszkała praktycznie na tej samej ulicy co Kairi. Stanął pod drzwiami, cały czas kłócąc się z głosami w głowie, jakie zaciekle namawiały go do przekroczenia progu. Ostatecznie jednak położył dłoń na klamce.
Art by Sayuri-sama
