Miało być dobrze, a skończyło się jak zwykle. Sora w momencie, kiedy wyrzucał klucze w otchłań oceanu, obiecał sobie, że tym razem jest to definitywny koniec z zaglądaniem w przeszłość. Oczywiście los czasem potrafi być okrutny i na niektóre rzeczy zwyczajnie nie mamy wpływu. Jednak Sora z ambicjami do robienia rzeczy niemożliwych, dwoił się i troił, żeby jednak mieć jakikolwiek wpływ na to co się dzieje. Kiedy potwierdziły się jego przypuszczenia o tym, że niewiasta którą wyciągnął z opresji to rodzona siostra Strelitzi, przez chwilę miał ochotę iść z nią dalej i posłuchać o innych ciekawostkach z jej życia, lecz tego nie zrobił. Wiedział bowiem, że to znowu wywołałoby u niego lawinę myśli i wątpliwości, więc po prostu wolał uciec. Ale czy ucieczka od problemu, to właściwe rozwiązanie w przypadku niedoleczonej traumy?
***
Było niedzielne popołudnie. Kairi, która zwykle była rannym ptaszkiem, tego dnia obudziła się wyjątkowo późno. Jako że postanowiła wcześniej urwać się z rodzinnej wycieczki, miała cały dom dla siebie. Jej rodzice postanowili jednak zostać do końca weekendu, wobec czego wieczór wcześniej pofolgowała sobie do późnej nocy, robiąc z łazienki małe spa, z jej pokoju salę do karaoke, a z łóżka scenę. To trzeba przyznać - ostatnimi czasy posiadała w sobie nakłady nieokiełznanej, pozytywnej energii. I wcale nie trzeba było skończyć psychologii, żeby wywnioskować, co, a raczej kto był tego powodem. Cały czas w uszach brzęczały jej komplementy, jakie usłyszała od Sory, na ciele czuła dotyk jego dłoni, a w głowie przewijała romantyczne sceny z ich wspólnych spotkań. Oprócz tego, zaczęła też bardziej dbać o swój wygląd, dlatego jak tylko wstała z łóżka, od razu pognała przed lustro, ażeby przeprowadzić cały poranny rytuał pielęgnacyjny.
~Ciekawe czy gdybym zapuściła włosy, to bardziej bym mu się podobała...~ -Zastanawiała się, układając sobie fryzurę. W pewnej chwili jej rozmyślania przerwał dźwięk domofonu. Nie spodziewała się nikogo o tej porze, więc niepewnie zeszła na dół i podniosła słuchawkę.
-T-tak?
-Witam. Słyszałem, że mieszka tu najpiękniejsza laska na wyspie, czy mogę wejść i to potwierdzić?
Wiśniowowłosa słysząc dobrze znany jej głos, spłonęła rumieńcem i z radością poleciała do drzwi.
-Najpiękniejsza dziewczyna na wyspie?-Kairi parsknęła śmiechem.- Mówisz tak, żeby mi się przypodobać, czy naprawdę tak myślisz? -Przywitała Niebiesookiego w progu i z powątpiewaniem odniosła się do jego wcześniejszych słów.
-Tylko stwierdzam fakty -Odpowiedział, cmokając ją w policzek. -Przecież wiesz, że nie jestem typem, co wciskałby jakieś puste bajery- Zadeklarował.
-Jak by się zastanowić, to zawsze byłeś szczery do bólu... więc chyba muszę ci wierzyć.
-A propos bólu, to jak tam twoja noga?
-Już prawie całkiem się wygoiła...
-Uff, no to dobrze to słyszeć, bo miałem wyrzuty sumienia, że to przez moje szalone pomysły zrobiłaś sobie krzywdę... -Powiedział z zakłopotaniem w głosie. -To w takim razie skoro twoja noga już wydobrzała, to może dasz się wyciągnąć na spacer?
-Chętnie... ale co ci się stało z twarzą? -Zapytała, zauważając siny ślad pod okiem chłopaka.
-Heh, to długa historia, później ci opowiem. A teraz chodźmy. -Po krótkiej wymianie zdań udali się w kierunku wyspowego deptaku. Szli, tradycyjnie trzymając się za ręce, a Sora co chwilę zerkał na nią ukradkiem. ~Cholera... czemu mając ją przy sobie tyle czasu, dopiero teraz zacząłem zauważać, jaką jest cudowną osobą?~ Pomyślał, czując jak z każdą kolejną minutą spędzoną w jej towarzystwie, serce zaczyna mu szybciej bić.
-Sora, powiedz mi, w końcu o co chodzi, bo się martwię! Pobiłeś się z kimś? -Nagle odezwała się Kairi, tym samym wyrywając chłopaka z jego wewnętrznych rozważań.
-Pobić się nie pobiłem, bardziej można powiedzieć, że uratowałem komuś życie -Zakomunikował z dumą, na co dziewczyna zrobiła wielkie oczy. -W skrócie, byłem sobie wczoraj na plaży, jakiś dwóch typów dobierało się do takiej jednej laski, a ja nie mogłem tak po prostu stać i patrzeć!
-Dziewczyna miała szczęście, pewnie większość ludzi by nie zareagowała...
-Pewnie by tak było -Przyznał- Ale wydaje mi się, że musiałem zrobić na niej niezłe wrażenie, bo w ramach podziękowania chciała się ze mną umówić, haha!
-I co, umówiłeś się? -Zapytała ironicznie, jednocześnie obawiając się, co odpowie.
-Nie no co ty, powiedziałem, że jestem zajęty... Może i trochę skłamałem, ale przynajmniej zadziałało. No chyba że... -Zaczął, po czym obrócił się w stronę Kairi i spojrzał jej prosto w oczy.
-Że...?
-Chyba że chcesz być moją dziewczyną, to wtedy to co powiedziałem, nie było by już kłamstwem... -Rzucił, a jego twarz pod wpływem wypowiedzianych słów, pokryła się rumieńcem.
-Dz-dziewczyną? -Odparła, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała. Stała wryta jak słup i sama nie wiedziała czy jest bardziej bliska omdleniu, czy popłakaniu się ze szczęścia. -Ja... ja... -Już miała udzielić odpowiedzi, lecz nagle w około rozbrzmiał donośny grzmot, jakiemu towarzyszyło równie donośne uderzenie piorunem.
-Lepiej się stąd zbierajmy...-Zasugerował Sora, patrząc jak niebo zaczynają pokrywać czarne, burzowe chmury. Znajdowali się wtedy na plaży, gdzie stanie pod gołym niebem przy zwiastującym oberwaniu chmury zdecydowanie nie należałoby do rzeczy przyjemnych ani tym bardziej bezpiecznych. Wiśniowowłosa również poparła tą myśl i obydwoje szybkim krokiem zaczęli zmierzać w stronę domu Niebieskookiego, do którego wówczas mieli bliżej. Uszli ledwo kawałek, a z góry zaczęły spadać krople deszczu, które momentalnie przerodziły się w gwałtowną ulewę. Cały ich plan ucieczki przed burzą natychmiastowo zmienił się w plan ucieczki przed tym, żeby jak najmniej zmoknąć. Pomimo tego, że biegli co siły w nogach, to i tak finalnie stanęli u progu przemoczeni do suchej nitki.
-A trzeba było wziąć parasol... -Mruknął Niebieskooki, przekręcając klucze w drzwiach.
-Wiesz, że w tej sytuacji to nie wiele by on nam pomógł?
-W sumie masz rację, nie było tematu. -Odparł, wpuszczając dziewczynę do środka.
Art by Sayuri-sama


