poniedziałek, 23 września 2024

Rozdział 29- Białe kłamstwo, czarne chmury

 Miało być dobrze, a skończyło się jak zwykle. Sora w momencie, kiedy wyrzucał klucze w otchłań oceanu, obiecał sobie, że tym razem jest to definitywny koniec z zaglądaniem w przeszłość. Oczywiście los czasem potrafi być okrutny i na niektóre rzeczy zwyczajnie nie mamy wpływu. Jednak Sora z ambicjami do robienia rzeczy niemożliwych, dwoił się i troił, żeby jednak mieć jakikolwiek wpływ na to co się dzieje. Kiedy potwierdziły się jego przypuszczenia o tym, że niewiasta którą wyciągnął z opresji to rodzona siostra Strelitzi, przez chwilę miał ochotę iść z nią dalej i posłuchać o innych ciekawostkach z jej życia, lecz tego nie zrobił. Wiedział bowiem, że to znowu wywołałoby u niego lawinę myśli i wątpliwości, więc po prostu wolał uciec. Ale czy ucieczka od problemu, to właściwe rozwiązanie w przypadku niedoleczonej traumy? 


***


Było niedzielne popołudnie. Kairi, która zwykle była rannym ptaszkiem, tego dnia obudziła się wyjątkowo późno. Jako że postanowiła wcześniej urwać się z rodzinnej wycieczki, miała cały dom dla siebie. Jej rodzice postanowili jednak zostać do końca weekendu, wobec czego wieczór wcześniej pofolgowała sobie do późnej nocy, robiąc z łazienki małe spa, z jej pokoju salę do karaoke, a z łóżka scenę. To trzeba przyznać - ostatnimi czasy posiadała w sobie nakłady nieokiełznanej, pozytywnej energii. I wcale nie trzeba było skończyć psychologii, żeby wywnioskować, co, a raczej kto był tego powodem. Cały czas w uszach brzęczały jej komplementy, jakie usłyszała od Sory, na ciele czuła dotyk jego dłoni, a w głowie przewijała romantyczne sceny z ich wspólnych spotkań. Oprócz tego, zaczęła też bardziej dbać o swój wygląd, dlatego jak tylko wstała z łóżka, od razu pognała przed lustro, ażeby przeprowadzić cały poranny rytuał pielęgnacyjny. 
~Ciekawe czy gdybym zapuściła włosy, to bardziej bym mu się podobała...~ -Zastanawiała się, układając sobie fryzurę. W pewnej chwili jej rozmyślania przerwał dźwięk domofonu. Nie spodziewała się nikogo o tej porze, więc niepewnie zeszła na dół i podniosła słuchawkę. 
-T-tak?
-Witam. Słyszałem, że mieszka tu najpiękniejsza laska na wyspie, czy mogę wejść i to potwierdzić? 
Wiśniowowłosa słysząc dobrze znany jej głos, spłonęła rumieńcem i z radością poleciała do drzwi. 
-Najpiękniejsza dziewczyna na wyspie?-Kairi parsknęła śmiechem.- Mówisz tak, żeby mi się przypodobać, czy naprawdę tak myślisz? -Przywitała Niebiesookiego w progu i z powątpiewaniem odniosła się do jego wcześniejszych słów. 
-Tylko stwierdzam fakty -Odpowiedział, cmokając ją w policzek. -Przecież wiesz, że nie jestem typem, co wciskałby jakieś puste bajery- Zadeklarował.
-Jak by się zastanowić, to zawsze byłeś szczery do bólu... więc chyba muszę ci wierzyć. 
-A propos bólu, to jak tam twoja noga?
-Już prawie całkiem się wygoiła...
-Uff, no to dobrze to słyszeć, bo miałem wyrzuty sumienia, że to przez moje szalone pomysły zrobiłaś sobie krzywdę... -Powiedział z zakłopotaniem w głosie. -To w takim razie skoro twoja noga już wydobrzała, to może dasz się wyciągnąć na spacer? 
-Chętnie... ale co ci się stało z twarzą? -Zapytała, zauważając siny ślad pod okiem chłopaka. 
-Heh, to długa historia, później ci opowiem. A teraz chodźmy. -Po krótkiej wymianie zdań udali się w kierunku wyspowego deptaku. Szli, tradycyjnie trzymając się za ręce, a Sora co chwilę zerkał na nią ukradkiem. ~Cholera... czemu mając ją przy sobie tyle czasu, dopiero teraz zacząłem zauważać, jaką jest cudowną osobą?~ Pomyślał, czując jak z każdą kolejną minutą spędzoną w jej towarzystwie, serce zaczyna mu szybciej bić. 
-Sora, powiedz mi, w końcu o co chodzi, bo się martwię!  Pobiłeś się z kimś? -Nagle odezwała się Kairi, tym samym wyrywając chłopaka z jego wewnętrznych rozważań. 
-Pobić się nie pobiłem, bardziej można powiedzieć, że uratowałem komuś życie -Zakomunikował z dumą, na co dziewczyna zrobiła wielkie oczy. -W skrócie, byłem sobie wczoraj na plaży, jakiś dwóch typów dobierało się do takiej jednej laski, a ja nie mogłem tak po prostu stać i patrzeć!
-Dziewczyna miała szczęście, pewnie większość ludzi by nie zareagowała... 
-Pewnie by tak było -Przyznał- Ale wydaje mi się, że musiałem zrobić na niej niezłe wrażenie, bo w ramach podziękowania chciała się ze mną umówić, haha!
-I co, umówiłeś się? -Zapytała ironicznie, jednocześnie obawiając się, co odpowie. 
-Nie no co ty, powiedziałem, że jestem zajęty... Może i trochę skłamałem, ale przynajmniej zadziałało. No chyba że... -Zaczął, po czym obrócił się w stronę Kairi i spojrzał jej prosto w oczy. 
-Że...? 
-Chyba że chcesz być moją dziewczyną, to wtedy to co powiedziałem, nie było by już kłamstwem... -Rzucił, a jego twarz pod wpływem wypowiedzianych słów, pokryła się rumieńcem. 
-Dz-dziewczyną? -Odparła, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała. Stała wryta jak słup i sama nie wiedziała czy jest bardziej bliska omdleniu, czy popłakaniu się ze szczęścia. -Ja... ja... -Już miała udzielić odpowiedzi, lecz nagle w około rozbrzmiał donośny grzmot, jakiemu towarzyszyło równie donośne uderzenie piorunem. 
-Lepiej się stąd zbierajmy...-Zasugerował Sora, patrząc jak niebo zaczynają pokrywać czarne, burzowe chmury. Znajdowali się wtedy na plaży, gdzie stanie pod gołym niebem przy zwiastującym oberwaniu chmury zdecydowanie nie należałoby do rzeczy przyjemnych ani tym bardziej bezpiecznych. Wiśniowowłosa również poparła tą myśl i obydwoje szybkim krokiem zaczęli zmierzać w stronę domu Niebieskookiego, do którego wówczas mieli bliżej. Uszli ledwo kawałek, a z góry zaczęły spadać krople deszczu, które momentalnie przerodziły się w gwałtowną ulewę. Cały ich plan ucieczki przed burzą natychmiastowo zmienił się w plan ucieczki przed tym, żeby jak najmniej zmoknąć. Pomimo tego, że biegli co siły w nogach, to i tak finalnie stanęli u progu przemoczeni do suchej nitki. 
-A trzeba było wziąć parasol... -Mruknął Niebieskooki, przekręcając klucze w drzwiach. 
-Wiesz, że w tej sytuacji to nie wiele by on nam pomógł? 
-W sumie masz rację, nie było tematu. -Odparł, wpuszczając dziewczynę do środka. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 29 na Wattpadzie




czwartek, 12 września 2024

Rozdział 28 - Świat jest mały, za to duży jest zbieg okoliczności

 -Proszę, zostawcie mnie! Mówiłam wam, że nigdzie z wami nie pójdę!!! -Błagała spanikowanym głosem młoda kobieta, jaką otaczała dwójka podejrzanych typów. 
-Nie chcesz po dobroci, no to weźmiemy cię siłą, haha! -Zagroził jeden z nich, mocno ścisnął jej ręce i pociągnął ją za sobą. 
-Nie słyszeliście, co mówiła? -Do sprzeczki wtrącił się Brązowowłosy. -Puszczaj ją. 
-Bo co? Nie można już panienki na drinka zaprosić?! Hahaha! -Odpyskował natręt, który nie miał najmniejszego zamiaru puścić dziewczyny. Wtenczas Sora dłużej się nie powstrzymując, agresywnie złapał go za szyję i z każdą sekundą z coraz większą siłą zaciskał na niej dłoń.  -Puszczaj ją skurwielu i to natychmiast. -Powiedział stanowczo. 
-Dobra stary, zostaw tę sukę i spadamy -Odezwał się drugi, zdający się mieć więcej oleju w głowie, niż jego towarzysz. 
-J-ja pierdolę, k-kurwa w-wyluzujcie! Khe khe! -Wybełkotał, ledwo łapiąc powietrze i w ostateczności oswobodził dziewczynę, tym samym Sora również odpuścił. -O mało mnie kurwiu nie udusiłeś, masz za swoje! -Wykrzyczał natręt i odwracając się, zadał Niebieskookiemu gwałtowny cios w twarz. -Dobra, spierdalamy stąd. -Podsumował, po czym szczęśliwie zostawili ich w spokoju.  
-Nic ci się nie stało? -Zapytał Sora, wycierając dłonią krew spod nosa. 
-O to, to chyba ja powinnam ciebie spytać...-Odrzekła - Ale dziękuję! Gdyby nie ty, to nie wiem jakby się to skończyło... 
-Luz, ze mną wszystko w porządku... I nie ma za... -Chłopak nie dokończył zdania, gdyż przyjrzawszy się dokładnie dziewczynie, przeszły go ciarki. Niewiasta miała bowiem włosy w ognistym, miedzianym kolorze i była łudząco podobna do kogoś, kto był mu dobrze znany. ~Tak mnie jebnął, że chyba mi się coś przewidziało...~ Jednak szybko zignorował ten fakt, zwalając na możliwe lagi w mózgu, których mógł doznać w wyniku uderzenia pięścią w łeb.  
-Jest za co! Nawet nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć! 
-Nie musisz mi się odwdzięczać, po prostu nienawidzę takich typów...
-Jestem na tej wyspie może z trzeci raz w życiu i uwierz mi, za każdym razem mam podobną sytuację... Ale pierwszy raz spotykam tu tak odważnego faceta... -Rzuciła bez ogródek. -Może w ramach podziękowania, skoczylibyśmy gdzieś razem?- Zaproponowała, całkowicie nie ukrywając faktu, że Sora wpadł jej w oko. 
-Nie, dzięki, mojej dziewczynie raczej by się to nie spodobało... -Odpowiedział, co nie do końca było prawdą. 
-Jasne, rozumiem... ale jak coś, to będę tu do końca tygodnia więc jakbyś czasem zmienił zdanie to zapraszam. 
-Dasz sobie radę sama, czy chcesz, żebym cię gdzieś odprowadził? 
-Jakbyś był tak miły, to na pewno będzie mi raźniej. -Zgodnie z tymi słowami, Sora zebrał z piasku swoje rzeczy i udał się z nieznajomą w drogę. 
-Mówiłaś, że jesteś tutaj trzeci raz. Przyjechałaś na wakacje? -Zaczął rozmowę od niechcenia. 
-Nie, gdybym miała jechać na wakacje, to na pewno nie tutaj, haha! -Odparła ze śmiechem. -Przyleciałam do siostry... gdyby nie ona, to nie fatygowałabym się taki kawał drogi... 
-Siostry?
-Tak, mam młodszą siostrę, która można powiedzieć, że jest lekko zagubiona życiowo... -Przyznała otwarcie dziewczyna. -Dowiedziałam się od ciotki, że jest z nią źle i musiałam przylecieć. 
-Cóż, jestem jedynakiem, ale staram się zrozumieć twój punkt widzenia... 
-Zazdroszczę ci. Czasem ona jest dla mnie jak kula u nogi...-Sapnęła.- Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że gdyby nie ja, to nie miała by już kompletnie nikogo, kto by się nią zajął i doprowadził do porządku. 
-Aż tak ciężki przypadek? 
-Żebyś wiedział, aż tak ciężki... ogólnie miałyśmy trudne dzieciństwo i o ile ja sobie jakoś poradziłam, tak ona nie do końca. -Kontynuowała, a Niebieskooki z zaintrygowaniem i jednocześnie z zaniepokojeniem przysłuchiwał się jej opowieściom. -Wiesz, dziewczyna ma problem z alkoholem, czasem nawet z narkotykami... jak była jeszcze niepełnoletnia, z ciotką wysyłaliśmy ją na leczenie, ale za każdym razem uciekała z ośrodka. -Oznajmiła. -Boże, przepraszam, ale się zagadałam! Ty praktycznie uratowałeś mi życie, a ja ci się tu żalę ze swoich problemów, wybacz! 
-W-w porządku, możesz mówić... -Mruknął Sora, coraz intensywniej łącząc kropki tej historii w głowie.
-Z tego wszystkiego nawet zapomniałam się przedstawić, jestem Abelia! -Zakomunikowała, wyciągając rękę w geście przywitania się. 
-Całkiem ładne imię, to od jakiegoś kwiatu? 
-Tak, dokładnie! W ogóle nasi rodzice to mieli fantazje przy wybieraniu dla nas imion, haha! Ja jestem Abelia, a moja siostra to Strelitzia, też jak kwiatek! A ty jak się nazywasz? 
-Przepraszam, muszę już iść, trzymaj się...! -Wtem Sora niespodziewanie zakończył rozmowę i szybko zwrócił się w przeciwnym kierunku. 
-Hej, zaczekaj! Nie wiem nawet jak masz na imię! -Krzyknęła Abelia, ale chłopak nie reagował na jej słowa, tylko niewzruszenie pędził przed siebie. 


~Wiedziałem, od początku wiedziałem, że coś tu nie gra...~ -Analizował w myślach. ~I to, że niby siostra się do niej nie odzywa, taa jasne... ciekawe w czym jeszcze mnie okłamała... I te ucieczki z odwyku... całkiem to do niej podobne. Kairi miała rację, są ludzie, którym po prostu nie da się pomóc.~



Art by Sayuri-sama

Rozdział 28 na Wattpadzie




poniedziałek, 2 września 2024

Rozdział 27 - Tonąca przeszłość

Hejo!


za nim przejdziemy do treści rozdziału 27, należy Wam się małe wyjaśnienie: otóż dawno nie było nowych części, a to wszystko za sprawą mojego urlopu, na którym zapragnęłam odpocząć nie tylko od pracy, ale też od kompa 😛 Aktualnie rozdziały będą pojawiać się w standardowym trybie, czyli średnio co 10 dni. 
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania 😊


-------------------------------------------------------


~Kurwa, ogarnij się debilu! To tylko pieprzona manipulacja!~ -Sora już prawie zapukał do drzwi, ale na szczęście w samą porę zdołał nad sobą zapanować. Nie spędzając tam ani minuty dłużej, obrócił się na pięcie i niemalże biegiem wrócił do samochodu. Wbił się w siedzenie, chwycił za telefon i paląc jednego papierosa za drugim, zaczął impulsywnie usuwać wszystkie wiadomości, jakie kiedykolwiek otrzymał od Strelitzi. Dodatkowo zablokował jej numer oraz wszystkie profile na mediach społecznościowych. Gdy już to zrobił, cisnął telefonem o tylnie siedzenia, przekręcił kluczyki w stacyjce i odjechał. 


***


Noc była długa, tak jak długa była lista zdjęć Strelitzi, które Niebieskooki wykasował z pamięci swojego gumifona. Jednakże wykasowanie wspomnień z mózgu niestety nie było już takie proste.  Do białego rana chłopak przekręcał się z boku na bok, przywołując w głowie wszystkie najgorsze chwile, jakie przeżył z Rudowłosą. Miał w tym określony cel - chciał w jak największym stopniu obrzydzić sobie jej osobę. Był przekonany, że takie działanie przytłumi jego niepokój i nieuzasadnione poczucie winy. Przypominał sobie jej chore preteksty do tego, żeby codziennie spędzał z nią każdą wolną chwilę. Przypominał sobie, jak robiła wszystko, żeby maksymalnie odciąć go od jego przyjaciół i bliskich. Przypomniał sobie, jakie szantaże emocjonalne stosowała, kiedy tylko postanowił jej czegoś odmówić. I przede wszystkim cały czas pamiętał o jej obietnicach poprawy, jakich od początku nie miała zamiaru spełnić. Pomimo tego, gdzieś głęboko w podświadomości, w dalszym ciągu czuł chęć żeby jej pomóc i za nic w świecie nie mógł pojąć, czemu jego psychika działa w taki sposób. 
Leżał na łóżku ze wzrokiem wlepionym w ścianę i rozmyślał, aż w pewnej chwili zdał sobie sprawę, że posiada jeszcze jedną rzecz, która oprócz wspomnień łączyła go z byłą dziewczyną - klucze do jej mieszkania, jakie niegdyś mu dorobiła. 


***


Nazajutrz, Sora obudził się cały nabuzowany. Wstał, ubrał się i spakował kilka rzeczy do torby, po czym poszedł do kuchni, gdzie zastał swojego ojca, majstrującego przy zlewie. 
-Będę potrzebował twojej łódki. -Wypalił prosto z mostu.
-A co, na ryby się wybierasz? -Zapytał z przekąsem rodziciel Brązowowłosego. 
-Taa, powiedzmy że coś w tym stylu... -Odburknął -Gdzie są wiosła? 
-Tam gdzie zwykle, w garażu. -Oznajmił mężczyzna i nie wnikając w szczegóły, wrócił do swoich zajęć. Sora zgarnął tylko butelkę wody ze stołu i w trymiga udał się do miejsca, które wskazał ojciec, a następnie zaopatrzony w drewniane pagaje, skierował się w kierunku portu. Jako że Niebieskooki mieszkał blisko plaży, szybko udało mu się dotrzeć do mostku, przy którym zwykle zacumowana była łódź. Wszedł na pokład i usadawiając się na odpowiednim miejscu, rozłożył wiosła. Energicznie pracując ramionami, wprawiał łódkę w ruch, przez co za niedługi czas, z powodzeniem oddalił się kilka metrów od brzegu. Płynął przed siebie z determinacją i nie przeszkadzał mu nawet upał, jaki tego dnia ostro dawał się we znaki. W końcu, po przebyciu jeszcze kawałka wodnej drogi, zatrzymał się. Wtedy nie otaczało go nic prócz nieba, wielkiej wody i panujacego wokół błogiego spokoju. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej klucze. Tak, właśnie te klucze, które otwierały drzwi do domu Strelitzi. 
~Jebane ustrojstwo~ Pomyślał i zamaszystym ruchem wyrzucił je do oceanu, a za moment sam wskoczył za nimi do wody. Zanurkował i obserwował, jak z każdą sekundą spływają coraz to niżej i niżej. 
~Przynajmniej nie będzie mnie kusiło, żeby kiedykolwiek po nie wrócić...~ -Podsumował w myślach, gdy zniknęły z zasięgu jego wzroku, po czym wypłynął na powierzchnię i z powrotem wdrapał się na łódkę. 
Mogło by się wydawać, że to co zrobił, było pozbyciem się niechcianego przedmiotu w dość kreatywny sposób, jednak dla niego znaczyło to coś więcej. Wraz z kluczami, chciał posłać na dno całe swoje rozgoryczenie i symbolicznie zakończyć pewien krótki, lecz na swój sposób burzliwy rozdział jego życia. 


Tego samego dnia, 14:30, plaża


Niebieskooki szedł brzegiem oceanu, w poszukiwaniu dogodnego miejsca, gdzie mógłby odpocząć. Nie chciało mu się wracać do domu, a z kumplami też jakoś specjalnie nie miał nastroju się widzieć. Jedyną osobą, z którą miał ochotę spędzić czas była wówczas Kairi, ale niestety tego dnia pojechała z rodzicami w odwiedziny do dziadków, przez co postanowił zwyczajnie pobyć sam ze sobą.  Finalnie znalazł idealną miejscówkę, oddaloną od ludzi i rodzinek z rozwrzeszczanymi dzieciakami. Zrzucił z siebie koszulkę, z której prowizorycznie zrobił poduszkę i położył się w cieniu palm. Wcześniejsza przeprawa przez fale oraz nieprzespana noc spowodowały, że Sora w mgnieniu oka zapadł w sen. Przedrzemał tak może z godzinę i pewnie spał by dłużej, gdyby nie to, że w pewnej chwili obudziły go dobiegające z niedaleka krzyki. Stanął wtedy na równe nogi i od razu poszedł sprawdzić, co jest ich źródłem.




Art by Sayuri-sama

Rozdział 27 na Wattpadzie