niedziela, 24 listopada 2024

Rodział 35- Jak dorosnę, zostanę superbohaterem!

Tego samego dnia, kawiarnia niedaleko liceum


Najwyraźniej nie tylko oni wpadli na plan celebracji zakończenia nauki w okolicznej lodziarni. Lokal przepełniony był ludźmi, a kelnerki ledwo nadążały z wydawaniem zamówień.
-A mówiłem żeby od razu iść na browca... -Skomentował Roxas, szukając w zasięgu wzroku wolnego miejsca.
-Taa, nabzdryngolić się przed południem i przespać resztę dnia, masz rację... -Burknął Sora.
-Ej, a ty od kiedy masz taki słaby łeb? -Rzucił z przekąsem Blondyn, jak gdyby słaba tolerancja alkoholu była jakąś szczególną wadą.
-Patrzcie! -przerwała Namine, tuż przed tym, jak Niebiesooki miał ujarzmić kumpla siarczystą ripostą - Tam się coś zwalnia! -Wskazała dłonią na czteroosobowy stolik przy oknie, po czym całą grupą błyskawicznie popędzili zająć miejsce. Usiedli i nie tracąc czasu na grzebanie w menu, zamówili swoje ulubione desery.
-To co w ogóle zamierzacie teraz robić? - Zaczął Roxas.
-Teraz, to zamierzam się opierdalać za wszystkie czasy... -Wymamrotał Sora, kładąc głowę na swoich przedramionach, jakie trzymał oparte na stole.
-Też dobry plan, ale bardziej chodziło mi o to, co zamierzacie robić po liceum -doprecyzował.
-Ja idę na florystykę! -odpowiedziała śmiało Kairi- Przejmę kwiaciarnie po mojej mamie, a może nawet założę własną?
-Haha, no tak, odkąd tylko pamiętam, to ciebie ciężko było wyciągnąć z ogrodu! -dodała Namine, która dobrze znała pasję swojej przyjaciółki. -No i dodatkowo nie będziesz musiała nigdzie jeździć, ani się przeprowadzać, bo uczelnie masz na miejscu!
-A ty Sora? -Zapytała Wiśniowowłosa, szturchając w ramię zasypiającego na stoliku chłopaka -Czy twoje marzenie o zostaniu suberbohaterem jest nadal aktualne?
-Jasne że jest. Tylko powiedz mi, który uniwerek ma w swojej ofercie taki kierunek jak superbohaterstwo? -Zironizował, na co Kairi prychnęła śmiechem. -A tak serio, to miałem pewien plan, ale teraz to raczej nie będę mógł go zrealizować...
-Dlaczego?
-Bo wiązałby się z wyprowadzką do Twilight Town... a skoro ty chcesz studiować na miejscu, to nie wyobrażam sobie zostawić cię tu samej... -odparł, łapiąc dziewczynę za ręce.
-Oj, cóż za urocze poświęcenie! -Rzekła Namine, patrząc na swoją zarumienioną BFF.
-Jakie znowu poświęcenie, Nami? Tu chodzi o naszą przyszłość... jeśli chcesz to jedź, nie musisz dla mnie rezygnować ze swoich planów! -Wykrzyknęła, chcąc wybić Niebiesookiemu tą myśl z głowy- Te kilka lat jakoś wytrzymam, a nawet jeśli, to przecież w Twilight Town na pewno jest mnóstwo uczelni, na których jest florystyka...
-Eh, teraz nie chce mi się o tym myśleć, ale dzięki Kairi. -Podsumował, odbierając od kelnerki puchar z zimnym, mlecznym przysmakiem -A wy? -Skierował zapytanie do siedzących na przeciwko Namine i Roxasa.
-No właśnie jak już mówimy o przeprowadzkach... -napomknęła Blondynka -wiecie, że ASP jest jedynie w Traversie...
-A ja z kolei chcę iść na anglistykę i akurat tak się składa, że mój uniwerek jest zaraz obok ASP -Wtrącił Roxas.
-Więc od października przeprowadzamy się do Traverse Town... -Obwieściła ze smutkiem Blondwłosa.
-To świetnie! No ale czemu mówisz to jakbyś zaraz miała się rozpłakać, Namiś?
-Bo jak sobie pomyślę, że porozjeżdżamy się na wszystkie strony świata, to chce mi się wyć z rozpaczy, Kairiś! -Odrzekła, przysiadła się do Wiśniowowłosej i uwiesiła się jej na szyi.
-No dobrze, już dobrze...-Kairi w geście pocieszenia poklepała Namine po plecach- Ale przecież skąd bym do ciebie nie jechała, to i tak jest to tylko godzina drogi pociągiem, no może lekko ponad godzina...
-Dobra, koniec tematu. -Zasygnalizował Sora, czując jak miła przyjacielska posiadówka powoli zamienia się w stypę- Dopiero co wakacje się zaczęły a wy cały czas nawijacie o nauce... poza tym lody wam stygną.
-Wytłumacz mi pusty łbie, jakim sposobem skończyłeś liceum skoro nie wiesz, że coś co jest zimne, nie może już bardziej wystygnąć? -Swoje pięć groszy musiał tradycyjnie dorzucić Roxas, jaki przecież nie przepuścił by okazji do dogadania kumplowi.
-Takim samym sposobem, jak ty skończyłeś liceum, nie wiedząc co to jest ironia, debilu... -Skwitował Niebieskooki, co wywołało u wszystkich rozbawienie i jednocześnie rozluźniło ciężką atmosferę. Jednakże parę stolików dalej nie było już tak wesoło. Całkowicie przypadkiem, kilka chwil wcześniej do kafejki zawitał Axel, który właśnie w tym miejscu umówił się z Xion. Jako że jego sympatia po rozdaniu świadectw oprócz wyjścia ze szkoły, musiała jeszcze przebyć podróż pociągiem, Czerwonowłosy na czas oczekiwania zagarnął ze sobą Riku.
-Nie pójdziesz się przywitać? -Zapytał sugestywnie Lea.
-A po co? Pewnie nawet nas nie zauważyli w tym tłumie, poza tym... -Westchnął i ukradkiem spojrzał na jego ex, zasiadającą na kolanach Roxasa- ...Od tamtych to akurat chce się trzymać jak najdalej... Dlatego jak tylko zjem, to od razu się stąd wynoszę -Zakomunikował, przyśpieszając tempo pochłaniania deseru.
-Czaję... Wciąż cię to boli, co?
-Co to niby za pytanie? Człowieku, straciłem dobrego kumpla i dziewczynę w tym samym momencie!
-Wybacz, nie chciałem cię zdenerwować...
-Daj spokój, to nie ty mnie wkurwiłeś tylko oni... jak widzę ich razem to jedyne czym myślę, to o tym, żeby jak najszybciej zniknęli mi z oczu -Odburknął.
-Na szczęście już nie będziesz musiał ich oglądać, no przynajmniej w szkole...
-Akurat tak się składa że za chwilę w ogóle nie będę musiał ich oglądać -odpowiedział z uśmiechem a Axel uniósł brew z zaciekawienia - Wyjeżdżam na studia do Radiant Garden i szczerze wątpię, żeby ich też tam przywiało. -Wyjaśnił.
-Wow, odważna decyzja! - odrzekł, z podziwem reagując na wybór przyjaciela- Wiele złego gadają na temat tego miasta*, nie boisz się?
-Złego? Może i było tam nieciekawie z jakieś 15 lat temu, a teraz w większości to co gadają, to plotki -Riku szybko wyprowadził chłopaka z błędu- Bardziej niż Radiant Gardenu boję się zostawiać Kairi...
-Hę? -zdziwił się Czerwonowłosy -Jest dorosła, poradzi sobie! I do tego ma jeszcze Sorę...
-Ta i głównie o niego tu chodzi... nie ufam mu.
-Stary, ale o co ty się martwisz? Tylko spójrz na niego, jest wpatrzony w nią jak w obrazek -Zaznaczył Axel, a Riku mimowolnie obrócił wzrok w stronę pary.
-Może i tak, z tym że jego ex ze zrobiła mu sieczkę z mózgu i nie mam żadnej gwarancji, że mu coś nie odwali i jej nie skrzywdzi...
-Heh, jak nie on to inny ją skrzywdzi, nie ochronisz jej przed całym światem.
-Ochronię. Bo aktualnie to Sora jest jej całym światem -Rzekł, wstał i udał się do wyjścia z lokalu.


*W uniwersum tego fanficka, Radiant Garden ma bardzo wysoki współczynnik przestępczości



Art by Sayuri-sama


Rozdział 35 na Wattpadzie



środa, 13 listopada 2024

Rozdział 34 - Magia wakacji

Tydzień później 


W końcu nadszedł upragniony i długo wyczekiwany dzień - zakończenie roku szkolnego. Tłumy elegancko ubranych licealistów, zgromadziły się na pawilonie przed szkołą, co by odbębnić rozdanie świadectw i móc oficjalnie rozpocząć wakacje. Dla niektórych była to tylko dwumiesięczna przerwa, jednak dla naszych głównych bohaterów powieści, oznaczało to koniec przygody z edukacją na tym szczeblu. 


Od: Sora
Do: Kairi


Treść: Czekam na Ciebie przed bramą 


Wiśniowowłosa odczytała wiadomość, po czym schowała telefon do torebki i przyśpieszyła kroku, co nie było łatwe mając na nogach buty z wysokim obcasem. Wkrótce dotarła przed gmach szkoły i w oczy od razu rzucił się jej oparty o murek Sora. Kairi na jego widok automatycznie oblała się rumieńcem, gdyż Niebieskooki tego dnia wyglądał nadzwyczaj dostojnie. Biała koszula, luźno zawiązany krawat i mocny zapach perfum, ciągnący się z wiatrem sprawiły, że dziewczyna wprost rozpływała się z zachwytu.  
-Witam moją piękną absolwentkę! -Rzucił na powitanie, ale Kairi nic nie odpowiedziała, patrząc się na niego jak ciele w malowane wrota. -Haloo, ziemia do Kairi, co jest? 
-N-nic, tylko… -Pisnęła i odwróciła głowę, jak gdyby to miało pomóc w ukryciu zaczerwienienia na  jej policzkach -Nie często widuje cię pod krawatem… 
-To był pomysł matki, ale skoro wywołuje to u ciebie taką reakcję, to będę musiał częściej wskakiwać w garniak, haha!
-Jak dla mnie, to mógłbyś zawsze chodzić tak ubrany -Odpowiedziała, wciąż pożerając go wzrokiem. 
-Ok, przyznam, że ta stylówa nie jest zbyt wygodna, ale dla ciebie jestem w stanie się poświęcić... -Odrzekł z uśmiechem i obydwoje ruszyli w kierunku wejścia do budynku. Kairi idąc z nim za rękę, czuła się  jakby co najmniej szła do ołtarza, a nie przez szkolny korytarz. Miała wrażenie, iż wszyscy dookoła się na nich gapią i że lada moment ktoś wyskoczy i pożyczy im szczęścia na nowej drodze życia. Aczkolwiek była to tylko jej wyobraźnia, a Wiśniowowłosa miała tendencje do tworzenia w myślach bajkowych scenariuszy. Kroczyła beztrosko z głową w chmurach, jednakże w pewnej chwili poczuła na sobie wzrok pełen chłodu i zawiści. To uczucie było tak nieprzyjemne, że w okamgnieniu sprowadziło ją z obłoków na ziemię. Odwróciła się niepewnie, żeby zidentyfikować źródło tej przenikliwej aury i nagle na końcu korytarza spostrzegła Strelitzię. Rudowłosa świdrowała ich nienawistnym spojrzeniem i wręcz kipiało od niej gniewem i zazdrością. 
-Chodź Kairi, zaraz rozpocznie się apel. -Powiedział Sora, który również to zauważył i pociągnął dziewczynę za sobą, starając się jak najszybciej zniknąć jej z pola widzenia. 


***


Minął tydzień. Przez ten czas Strelitzia uporządkowała włosowy chaos na swojej głowie, a wciąż obecna na wyspie Abelia dbała o porządek w mieszkaniu i dodatkowo starała się zapanować nad bałaganem w życiu siostry. Jednakże wycieranie kurzów z od lat niesprzątanych szafek to bułka z masłem, w porównaniu do ogarnięcia problemów Strelitzi. Pomimo iż  Abelia postanowiła zastosować drastyczne metody w postaci wyrzucenia wszystkich środków odurzających, jakie tylko udało jej się znaleźć w zakamarkach domu, dziewczyna i tak niemalże codziennie przemycała nowy towar, a swoje nienaturalne zachowanie usprawiedliwiała buzującymi hormonami i "dojrzewaniem" - jakkolwiek dziwnie nie brzmiałoby to z ust dwudziestoletniej kobiety. 
Sora podobnie jak Rudowłosa, też chodził w transie adekwatnym do tego narkotycznego. Aczkolwiek mimo wszystko powodem tego stanu u niego nie były prochy, lecz Kairi, z którą z dnia na dzień pogłębiał relacje. Jego fascynacja dziewczyną powodowała, że prawie całkowicie odciął się od dręczących go do niedawna myśli i całą swoją uwagę skupiał na angażowaniu się w nowy związek - I to tyle, jeśli chodzi o podsumowanie ostatnich wydarzeń. 


***


-Siemaaaaaankoooo! -Krzyknął Roxas, gdy zauważył Sorę i Kairi opuszczających gmach szkoły, a następnie ciągnąc za rękę towarzyszącą mu Namine, żwawo do nich podszedł. -Fiu fiu, tak się dzisiaj odjebałeś, że gdyby nie te twoje sterczące włosy, to bym cię nie poznał! -Przyznał Blondyn, wieszając się na ramieniu Niebieskookiego. 
-Taa, dzięki za komplement... ale jak przybliżysz się jeszcze choćby o milimetr, to przysięgam, że zdzielę cię w twarz! -Odburknął, czując jak jego kumpel coraz to bardziej się do niego przysuwa.  
-W sumie... nie pogardziłbym klapsem od takiego playboya -Rzucił kokietliwie i wybuchnął głośnym śmiechem. Dziewczyny stały obok, przyglądając się tej akcji z miną wyrażającą nic innego jak jedno wielkie WTF, a nie mniej zakłopotanego Sorę przeszyły ciarki żenady.
-Kochanie, nie wiedziałam, że masz takie zapędy... -Rzekła zdezorientowana Namine.
-Wy wszyscy jesteście jacyś zboczeni -Skwitowała Kairi, sugestywnie kierując wzrok na Blondynkę, co spowodowało w ich gronie cały łańcuszek podejrzliwych spojrzeń. 
-Czy ja o czymś nie wiem? -Zapytał Sora, którego zaintrygowało wcześniejsze stwierdzenie jego dziewczyny. 
-Nie wiesz o tym że Namine... -Zaczęła Wiśniowowłosa, z zamiarem przywołania wspomnień ze wspólnej kąpieli z przyjaciółką. 
-Taaak, nie wiesz o tym, że przyjęli mnie na ASP! -Wpół zdania wtrąciła się Blondynka, tym samym nie pozwalając Kairi na dokończenie wypowiedzi. -I właśnie chcemy iść to uczcić jakąś porządną porcją słodziutkich lodów! -Oznajmiła, zmieniając tor rozmowy. -Idziecie z nami? 
-Gratki, ale bardziej mnie ciekawi to, co Kairi miała do powiedzenia... -Sapnął Niebieskooki, żądny poznania tajników owej historii. 
-Oj no, innym razem ci opowiem... -Odrzekła Kairi, dla której nowina od Namine błyskawicznie wzięła górę nad wszystkimi, innymi tematami -Gratulacje! -Wykrzyknęła radośnie i mocno uściskała przyjaciółkę. -Przecież to było twoje marzenie odkąd tylko pamiętam, tak się cieszę!
-Co namalowałaś na zaliczenie?
 -Kilka prac, potem wam pokażę, a teraz chodźmy już do tej lodziarni, jest tyle powodów do świętowania! 
-Swoją drogą cieszę się, że ja nic nie muszę malować na zaliczenie -Wtrącił Roxas, szyderczo uśmiechając się do Namine, a jako że ze sztuką miał tyle wspólnego co piernik z wiatrakiem, nie ciężko było zgadnąć o jaki rodzaj zaliczenia chodzi. 
-ROXAS! -Krzyknęli chórem -Co mu się dzisiaj dzieje? -Dociekała Wiśniowowłosa.
-To magia wakacji kochani -Odpowiedział z błyskiem w oczach a następnie ruszył przed siebie. 
-Jeśli to ma być "magia wakacji", to już wolę zakuwać cały rok... -Westchnął Sora, podsumowując słowa kumpla intensywnym facepalmem. 





   Art by Sayuri-sama

Rozdział 34 na Wattpadzie



niedziela, 3 listopada 2024

Rozdział 33 - Metamorfoza w afekcie, ból głowy w efekcie

 Było lekko po północy, jak Abelia przekroczyła próg domu, w którym lata temu mieszkała z rodziną. Weszła do środka, oparła walizkę o ścianę i od razu zauważyła, że praktycznie wszystkie pomieszczenia są rozświetlone, a w tle słychać było głośno puszczony telewizor. Przez to też domyśliła się, iż mimo dość późnej pory, Strelitzia najpewniej nie śpi. 

-Ała! -Syknęła Rudowłosa, kiedy przypadkowo wdepnęła w szkło z rozbitej butelki, leżące na podłodze- Ja pieprzę, co za harmider...-Powiedziała do siebie idąc wzdłuż korytarza, jaki z powodzeniem można było porównać do toru przeszkód. Po całym parkiecie poniewierały się pozostałe odłamki szkła, które były z kolei przykryte przez porozrzucane na nich ubrania, a do tego gdzieniegdzie leżały puste flaszki po napojach wysokoprocentowych i pety. Aż chciało by się powiedzieć słynne "nic tylko jeszcze nasrać na środku", ale Abelia była tak zniesmaczona widokiem jaki zastała, że nawet nie miała ochoty tego komentować. 
-Strelitzia! Jesteś?! -Zawołała, ale jej głos odbił się echem od ścian salonu. Weszła do kuchni i kątem oka spostrzegła, że drzwi od łazienki są lekko uchylone, a przez szybkę widoczny był zarys stojącej przed lustrem postaci. Gdy podeszła bliżej, dostrzegła rude włosy, które warstwa po warstwie spadały na ziemię. 
-Hej, co ty wyprawiasz?! -Zapytała dziewczyna, zauważając jak jej siostra bezmyślnie macha nożyczkami przy swojej głowie. 
-Mój chłopak woli laski z krótkimi włosami, więc właśnie spełniam jego oczekiwania -Orzekła beznamiętnie i jak gdyby nigdy nic, ścinała kolejne kosmyki. 
-Natychmiast odłóż te nożyczki! -Wykrzyczała Abelia, próbując wyszarpać jej ostry przedmiot z ręki. 
-Nie ma takiej opcji! -Warknęła -To na pewno przez moje włosy on nie chce się ze mną widywać, musze się ich pozbyć! -Krzyknęła i z całej siły odepchnęła siostrę, w wyniku czego ta z impetem upadła na posadzkę. 
-Obawiam się, że to nie twoje włosy są problemem… -Abelia szybko zorientowała się, w jakim stanie aktualnie jest Strelitzia. Jej nieracjonalne zachowanie, powiększone źrenice i wyjątkowa nadpobudliwość wskazywała wówczas na to, iż dziewczyna znowu wspomogła się jakimiś psychoaktywnymi substancjami. Wiedząc, że w takiej sytuacji prawienie morałów raczej nic nie pomoże, a jedynie może wzbudzić u niej jeszcze większą agresję, Abelia postanowiła zmienić nieco sposób działania. Podniosła się z ziemi i podeszła ostrożnie do siostry, po czym delikatnie zaczęła przeczesywać rękami jej włosy. 
-Daj sobie teraz z tym spokój, ok? Obiecuję, że jutro zabiorę cię do fryzjera i obetnie cię tak, jak tylko będziesz chciała. 
-Ale ja nie mogę czekać do jutra…! -Zakomunikowała Strelitzia, nienaturalnie spanikowanym głosem.
-Spokojnie, poczekam razem z tobą -Zapewniła, starając się ważyć każde słowo, jakie wypowiadała. -A może w między czasie opowiedziałabyś mi o tym twoim chłopaku? Bo aż ciekawość mnie zżera, kto skradł serce mojej małej siostrzyczki!
-Taaaak Abi, wszystko ci o nim opowiem! -Odpowiedziała i rzuciła się Abelii na szyję, a Abelia odetchnęła z ulgą, że jakimś cudem ta zagrywka zadziałała. Dziewczyny poszły do salonu, gdzie Strelitzia położyła się na kanapie i po zamianie kilku zdań z siostrą, zapadła w głęboki sen. 


Nazajutrz młodsza z sióstr obudziła się jako pierwsza. Przetarła oczy i rozejrzała się dookoła, gdzie panował nadzwyczajny jak na jej mieszkanie porządek. Już zaczęła się zastanawiać, czy ubiegłej nocy była na takim haju, że posprzątała z własnej woli, czy może wynajęła sprzątaczki, żeby zrobiły to za nią, ale zawroty głowy szybko przerwały jej myśli. -Eh boli...! -Pisnęła pod nosem, trzymając rękę na swoim czole, a drugą sięgnęła po szklankę wody stojącą na szafce. Próbowała się napić, lecz dłoń tak jej drżała, że praktycznie wylała na siebie połowę zawartości naczynia. 
-Znowu ćpałaś? -Do pokoju weszła Abelia i rzuciła jej ręcznik. 
-Co ty tu robisz? -Zapytała zaskoczona, kiedy zobaczyła swoją siostrę. 
-Jestem u ciebie od wczoraj, ale po wczorajszym to pewnie masz luki w pamięci...
-Nikt cię tu nie zapraszał -Wymamrotała opryskliwie Strelitzia. 
-Sama musiałam się wprosić, bo ciotka mi się na ciebie skarżyła.
-Taa i co? Wypłakała ci się przez telefon, że powiedziałam jej kilka ostrych słów? Wredna suka, taka sama jak matka... -Burknęła.
-Gdyby nie ta wredna suka, to nie miałabyś pieniędzy na te swoje prochy... 
-Nie potrzebuje jej jałmużny, sama sobie poradzę. -Rzuciła dumnie, choć dobrze wiedziała, że bez pomocy ze strony jej krewnej, raczej ciężko było by jej funkcjonować. 
-Akurat tak się składa, że wkrótce będziesz musiała i to szybciej, niż ci się wydaje -Oznajmiła Abelia, a ta popatrzyła się na nią z niepokojem w oczach. -Ciotka powiedziała, że po tym jak się zachowujesz w stosunku do niej, nie ma zamiaru dłużej łożyć kasy na twoje utrzymanie. -Wyjaśniła.
-To niby co ja mam zrobić?! Przecież te ochłapy, które dostaje od matki, ledwo starczają mi na opłaty! 
-Co masz zrobić? Może się ogarnąć? -Zapytała Abi, ale w odpowiedzi dostała tylko złowrogie spojrzenie. -Za parę dni kończysz liceum, co zamierzasz robić dalej? 
-Udobruchać tą starą lafiryndę i żyć dalej tak jak żyję? No i z resztą liczę na to, że mój chłopak będzie mnie wspierał finansowo -Rzekła beztrosko -Jakoś to będzie! 
-Ten chłopak, który nie chce się z tobą widywać? 
-Hmm, może mamy mały kryzys w związku, ale to tylko kwestia czasu, jak do mnie wróci. 
-Eh... zostanę u ciebie jeszcze parę dni, ale teraz naprawdę nie chce mi się już ciebie słuchać... 
-A ja nie chcę, żebyś tu była. 
-Ok, ale na pewno też nie chcesz  zobaczyć swojego odbicia w lustrze -Skwitowała Abelia i wyszła z pomieszczenia. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 33 na Wattpadzie