piątek, 27 grudnia 2024

Rozdział 38 - Rozdwojenie jaźni, ujednolicenie planów

Strelitzia nieugięcie parła przed siebie mając w głębokim poważaniu prośbę siostry. Wiedziała bowiem, że gdy się zatrzyma, najpewniej znów będzie musiała wysłuchiwać nudnych i nie mających w jej mniemaniu sensu kazań o obyciu towarzyskim. Tak naprawdę nie chodziło jej tylko o ucieczkę przed reprymendą. W danej chwili, chciała uciec przed rzeczywistością, zaszywając się w jakimś odizolowanym od świata miejscu, sam na sam z przemycanymi w torebce świeżutkimi dragami. Lecz w jej głowie już bez narkotyków panował istny rejwach. Jak by pozornie przeanalizować bieg wydarzeń tej historii, nigdy jakoś specjalnie nie wgłębialiśmy się w umysł Rudowłosej, a jedynie opieraliśmy nasze spostrzeżenia tylko na jej podejściu do życia oraz zachowaniu w stosunku do innych osób. Co więc powiecie, na wycieczkę po odmętach psychiki Strelitzi? 


***


~Hej laska, gdzie tak pędzisz? -Zapytał niezidentyfikowany, dobiegający znikąd głos. -Znowu narobiłaś gówna i uciekasz? Pff, idiotka...!~
~Zamknij się! to przez ciebie taka jestem! -Przyznała sama sobie. -Czemu mnie tak krzywdzisz, co?! Co ja ci zrobiłam?!~
~Nie pierdol, tylko nakarm mnie prochami, ćpunko. Przecież dobrze wiesz, że głodna nie jestem sobą.~
~Taki mam zamiar, bo to jedyny sposób, żeby z tobą wytrzymać...~
~Haha! -W jej uszach rozbrzmiał jazgot szyderczego śmiechu- To skoro taka jestem nieznośna, to dlaczego po prostu się mnie nie pozbędziesz?~ 
~Pragnę tego jak niczego innego... ale myślisz, że to takie łatwe?!~
~No łatwe, a co jest trudnego w powiedzeniu "wypierdalaj"?~
~To, że na ciebie to nie działa?~
~A wiesz czemu nie działa? -Przystanęła na chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.  -Nie wiesz? To ci powiem czemu nie działa, frajerko! Bo ja to ty, a ty to ja, haha!~
~Nie, ty nie jesteś mną. Jesteś kimś obcym. Kimś, kogo nienawidzę.~
~Skoro mnie nienawidzisz, to nienawidzisz też siebie. A żeby skończyć ze mną, musiałabyś skończyć ze sobą. -Oznajmiła. -Ale jesteś T-C-H-Ó-RZ-E-M i tego nie zrobisz, hahahaha!~ -Na tą myśl Strelitzia zatrzymała się i stanęła w bezruchu na środku ścieżki. Złapała się kurczowo za klatkę piersiową, w której poczuła nagłe ukłucie. Zauważyła to biegnąca za nią Abelia i momentalnie podbiegła do dziewczyny, jaka ledwo łapała powietrze w płuca. 
-Hej, co się dzieje?! Strelitzia! -Rudowłosa zwróciła się do siostry, jednakże nie było mowy, żeby ta odpowiedziała jej w jakikolwiek sposób. Dławiła się łzami, a przepełniający ją niepokój powodował, że nie mogła złapać tchu. -Spokojnie, no już... -Abelia szybko zorientowała się, że jest to atak paniki, więc położyła dłoń na wysokości jej przepony, po czym sama starała się uspokoić swój przyśpieszony od biegu oddech. -Oddychaj razem ze mną, wdech, wydech. Wszystko będzie dobrze. -Zapewniła, mówiąc łagodnym tonem. Można rzec, że nie zrobiła niczego specjalnego, jednakże po około minucie stan Strelitzi zaczął się normować. 
-N-nie kłam, n-nic nie jest dobrze! -Wydukała młodsza z sióstr. -Mam dość! -Wykrzyknęła, ponownie wybuchając płaczem. -Sora... ja tak bardzo chcę, żeby wrócił! 
-Streli... -Abelia przerwała lament dziewczyny i stanęła na przeciwko niej. -Opowiesz mi o tym co się między wami wydarzyło, tylko teraz wróćmy już do domu, ok? -Ta propozycja początkowo jej nie przekonała, gdyż spuściła głowę w dół i pusto wlepiła oczy w beton. Jednak po chwili, nie odpowiadając ani tak ani nie, szczęśliwym trafem posłuchała słów siostry, wobec czego razem udały się w kierunku domu. 


Kilka godzin później, plaża koło centrum wyspy


-Cieszysz się, że to już za nami? -Zapytała Kairi, patrząc na niebo, które zmieniało kolory pod wpływem zachodzącego słońca. 
-Masz na myśli liceum, czy dzisiejsze pierdolenie Roxasa? -Spytał sarkastycznie Sora, idąc obok dziewczyny. 
-Oj no już daj spokój, czasem miewa gorsze humorki. -Odpowiedziała w obronie przyjaciela, lecz mimo wszystko nie była w stanie ukryć rozbawienia jego wcześniejszą kwestią. -Wracając do tematu, z jednej strony się cieszę, a z drugiej trochę szkoda, że to już koniec... 
-Po tym jak ten rok dał mi w dupę, to ani trochę nie żałuję, że nie będę musiał tam wracać po wakacjach... -Odparł Niebiesooki, a dziewczynie nie ciężko było domyśleć się, o jakie trudności, a konkretniej jedną rudowłosą trudność mu chodziło. 
-Jasne, rozumiem... ale mimo wszystko, czuję się tak jakoś nieswojo-zaczęła- Ja, ty, Riku, praktycznie od podstawówki zawsze chodziliśmy do jednej szkoły, a tu nagle każde z nas pójdzie w inną stronę... z kim ja będę teraz gadać na przerwach? 
-Dalej z nami tylko na przykład przez telefon? -Rzekł, rzucając w jej stronę pogodny uśmiech. -Było minęło. Teraz to mam zamiar kminić, jak uwzględnić ciebie w moich planach na przyszłość. 
-Sora, już mówiłam ci coś na ten temat... w pierwszej kolejności myśl o sobie, a potem jakoś wszystko poukładamy. -Oznajmiła niewzruszenie, lecz wewnętrznie, pod przykrywką stanowczości, radowała się jak dziecko.
-Ech... najpierw mnie w sobie rozkochujesz, a teraz mówisz mi, że mam olać temat i nie brać ciebie pod uwagę... to chyba tak nie działa, wiesz? 
-Wiem... a-ale... -Pisnęła, zalewając się rumieńcami. 
-Żadnych ale, bo ja akurat myślę o nas poważnie... -Oświadczył Sora, po czym objął ją ramieniem i złożył na jej ustach czuły pocałunek. W tle rozlegał się dźwięk fal uderzających o brzeg, oraz donośne bicie serca Wiśniowowłosej, które gdyby nie szum oceanu, byłoby słychać do Sanfranskyo, albo jeszcze dalej. 
-Chyba że interesuje cię niezobowiązująca relacja, to jakoś to przeżyję... -Dodał po chwili. 
-To nie tak... po prostu nie chce w żaden sposób cię ograniczać i jak będzie trzeba, to pojadę z tobą do Twilight Town -Przyznała otwarcie -Z resztą i tak od zawsze chciałam się stąd wyrwać... to nie moje miejsce. 
-Racja,  pamiętam jak kila lat temu kazałaś nam budować tratwę, że niby wypłyniemy na niej w podróż życia i już nigdy nie wrócimy na wyspę... -Napomknął Sora, cofając się pamięcią do wspomnień z dzieciństwa. -No i skończyło się na tym, że przy pierwszym lepszym podmuchu wiatru, zostały po niej tylko deski, haha! 
-Przestań, byłam młoda i głupia, haha! -Roześmiała się w niebogłosy, również odtwarzając w myślach swoje nad wyraz kreatywne pomysły. 
-Dlatego jeśli zdecydujesz się ze mną przeprowadzić do Twilight Town, to pojedziemy pociągiem...
-Albo zbudujemy stabilniejszą tratwę, hahaha! 
-Heh okej... -Westchnął cierpiętniczo, po czym spojrzał na Kairi z politowaniem -Ale za nim zabiorę się za rąbanie drzewa, to może polecimy na miasto coś zjeść?-zaproponował- Zgłodniałem od tego chodzenia... 
-To może w takim razie pójdziemy do mnie? Przygotuję dla nas kolację, a poza tym mamy bliżej... 
-Chętnie, z tym że nie specjalnie mam dzisiaj ochotę na spotkanie teściami... 
-Przecież i tak się już znacie, haha! -Zaśmiała się- Poza tym, rodziców nie ma w domu... i wrócą dopiero najpewniej gdzieś z rana... -Rzuciła nieśmiało Kairi, subtelnie przelatując Brązowowłosego zalotnym wzrokiem, lecz zabrzmiało to tak, jakby przez  jej wiśniowowłosą łepetynę przeszedł szereg kosmatych myśli. Chłopak widząc to, uśmiechnął się szeroko i bez najmniejszego zawahania zaaprobował ten pomysł. Zawrócili wówczas w kierunku pobliskiego deptaka i spokojnym krokiem podążyli do mieszkania dziewczyny. Słońce chowało się za horyzontem, a Kairi szła w milczeniu, skrycie szalejąc z ekscytacji, że spędzą ten wieczór wyłącznie w swoim własnym towarzystwie.




Art by Sayuri-sama


Rozdział 38 na Wattpadzie





niedziela, 15 grudnia 2024

Rozdział 37- Niemoralna propozycja

 -Ale z niej suka, co nie? - Głos, który zadał to niespodziewane pytanie wydał się mu znajomy, lecz początkowo nie potrafił przypisać go do konkretnej osoby. 
-To pytanie do mnie? - Rzekł Srebrnowłosy do ciągle stojącej za murem dziewczyny.
-A widzisz tu kogoś innego, kto został porzucony przez swoją laskę? 
-Eh... Jeśli już rzucasz takimi tekstami, to czemu nie przyjdziesz tutaj, tylko robisz jakieś chore podchody? -Sapnął, zaczynając odczuwać coraz to większą irytację. 
-Jeśli jesteś zainteresowany kim jestem, to czemu sam do mnie nie podejdziesz? 
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi, ale na pewno nie będziemy rozmawiać w ten sposób. -Odparł, po czym wstał i ruszył w jej stronę. 
-No w końcu! 
-Zawsze tak chamsko zaczynasz rozmowę z kimś, kogo znasz tylko z widzenia? - Zapytał Riku, stając na przeciwko Strelitzi.
-Jak to chamsko? Przecież jestem po twojej stronie! 
-Po mojej stronie, tak? -Zdziwił się Srebrnowłosy -Namine zrobiła świństwo... ale jaki musisz mieć tupet żeby wypowiadać się o innej w ten sposób, kiedy sama nie jesteś lepsza?
-A co ja ci niby zrobiłam, hmm?
-Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. 
-Ale ja przecież nikogo nie zdradziłam! -Szła w zaparte.
-Teraz już rozumiem, czemu on przy tobie tak zreświrował... -zaznaczył, jednak Rudowłosa puściła to mimo uszu, głupkowato się uśmiechając -Czego ode mnie chcesz? 
-Chciałabym zaproponować ci pewien układ - oznajmiła bez ogródek - Ja pomogę ci się na niej odegrać, a ty przekonasz Sorę, żeby do mnie wrócił. 
-Ty tak na poważnie? -Riku niedowierzał w to co właśnie usłyszał. 
-To jak będzie? 
-Ale co ma być?! -Chłopak nie krył swojego oburzenia- Nie chce mieć z tobą nic wspólnego, a już na pewno nie po tym co usłyszałem.
-Nie to nie, sama go przekonam. -Prychnęła i rzuciła w jego kierunku żmijowate spojrzenie.
-W takim razie powodzenia -Odrzekł kpiąco, dążąc do zakończenia tej do niczego nie prowadzącej wymiany zdań -Choć i tak polecałbym odpuścić, bo wątpię że cokolwiek wskórasz...
-Nie odpuszczę tak łatwo. Wiem że zerwał ze mną tylko dlatego, że zmanipulowała go ta... ta wasza "przyjaciółeczka" -Strelitzia zamierzała użyć zdecydowanie mniej grzecznego określenia, ale w ostatniej chwili powstrzymała się, zachowując pozory przyzwoitości. Wiele to nie dało z uwagi na fakt, iż Riku miał już o niej wyrobioną opinię i jak można się domyślić, nie była ona najlepsza.  Nigdy wcześniej nie rozmawiali ze sobą w cztery oczy, toteż Srebrnowłosy mógł w końcu doświadczyć jej "specyficznej osobowości" na własnej skórze. 
-On zerwał z tobą dlatego, że miał dość tego, jak ryłaś mu łeb... 
-Tak, wszystko to zawsze moja wina... -Pisnęła, wyciągając z torebki ramę fajek, po czym odpalając jedną, usiadła na ławce. -Wszyscy tylko potraficie gadać, jaka to jestem zła, pojebana, chora na głowę... ale czemu nikt do cholery nie da mi szansy wytłumaczyć, jak to wygląda z mojej perspektywy...?! -Burknęła z łzami spływającymi z oczu, tradycyjnie przyjmując pozycję ofiary. 
-Może dlatego, że sama nie dajesz nam takiej szansy, zarzekając się że wszystko jest w porządku? -Odpowiedziała Abelia, która znienacka dołączyła do rozmowy. Oczy Riku natychmiastowo przemieściły się na Rudowłosą i po krótkiej analizie jej wyglądu, szybko zauważył podobieństwo między dziewczynami. -Eh, nie rycz już... -Przykucnęła na przeciwko siostry i podała jej chusteczkę. 
-Proszę, wytłumacz. -Chłopak początkowo zignorował obecność Abi i zwrócił się do Strelitzi. -Skoro już się przede mną otwarłaś, wysłucham co masz do powiedzenia.
-To wy wmawiacie mi, że mam problem. To wy wiecznie macie do mnie pretensje, to wy w kółko powtarzacie, że mam się zmienić. Ale ja nie chce tej zmiany. -Strelitzia otarła łzy dłonią, po czym wstała i podeszła do Riku. -I wiesz co? Sora akceptował to jaka jestem. Do momentu, kiedy to WY nie zaczęliście mu mieszać w głowie. 
-Bzdury. -Odrzekł bezceremonialnie. -Sora którego znam, nigdy nie zaakceptowałby tego, że bliska mu osoba sama się niszczy. 
-Nie wiem co nazywasz niszczeniem się, ale Sora którego ja znam, robiłby to razem ze mną. 
-Odpuść. -Wtrąciła się Abelia, kładąc dłoń na ramieniu Srebrnowłosego. -Z nią nie wygrasz. Łagodnie mówiąc, jest uparta jak osioł. 
-Zdążyłem zauważyć... 
-Nie do końca wiem o co poszło, ale jeśli moja siostra przysporzyła ci nerwów, to przepraszam. 


~Siostra? Jakby jedna Strelitzia to było za mało...Swoją drogą Sora nic nie wspomniał o tym, że ona ma siostrę ~ 


-Dzięki, jest w porządku. -Odparł, będąc pod wrażeniem dobrych manier dziewczyny. -Nerwy to akurat napsuła mojemu kumplowi, który jest jej byłym.... -Wyjaśnił. -No, to tak mniej więcej o to poszło.
-Nie mogę tego słuchać! -Nagle wykrzyknęła przysłuchująca się rozmowie Strelitzia- Jesteście pieprzonymi, nieczułymi dupkami!!! -Dodała, po czym w napadzie złości rzuciła niedopałkiem papierosa w Riku i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. 
-Hej, zaczekaj! Miałam iść z tobą złożyć papiery na uczelnie! -Abelia pośpieszyła za nią, lecz na odchodne obróciła się jeszcze w stronę chłopaka i obrzuciła go skonsternowanym spojrzeniem, tak jakby ponownie chciała przeprosić za zachowanie swojej siostry. Ten również na nią spoglądnął, więc w pewnym momencie ich źrenice spotkały się w jednym punkcie. Trwało to może ułamek sekundy, jednakże tyle wystarczyło, żeby Srebrnowłosy poczuł serdeczność i ciepło, jakie biły z  oczu dziewczyny. 
~Gdyby nie wygląd, to w życiu bym nie pomyślał, że to jej siostra...~ -Przyznał w myślach, nieprzerwanie patrząc na znikającą w oddali Abelię. 


***


Strelitzia pali za sobą każdy most, na jaki wejdzie. Czy w końcu ktoś ugasi ten pożar, za nim spali się razem z nimi?  




Art by Sayuri-sama

Rozdział 37 na Wattpadzie





środa, 4 grudnia 2024

Rozdział 36 - Fenomenalne zjawisko

 Kilka dni wcześniej


-Hejo!!! mogę wejść? -Krzyknęła radośnie Kairi, zaglądając zza drzwi garażu. 
-Wchodź -Odparł Riku, odrywając się od reperowania swojego skutera- Tylko uważaj żeby się nie pobrudzić, bo olej silnikowy mi się wylał i wszystko się klei... 
-Uuu, faktycznie nieciekawie -Skomentowała i szła w głąb pomieszczenia, wyczyniając nogami rozmaite akrobacje co by tylko uniknąć wdepnięcia w tłuste plamy. -To pewnie dlatego napisałeś mi, że się spóźnisz... Ale to nic, pomogę ci ze sprzątaniem! - Rzuciła z chęcią pomocy, po czym wsparła się na rękach i usiadła na szafce. 
-Dzięki, ale sam ogarnę to cholerstwo -Odrzekł, nie chcąc mieć na sumieniu ładnych fatałaszków dziewczyny, które incydentalnie mogłby się przybrudzić. 
-Szkoda, bo tak rozpiera mnie energia, że nawet mogłabym ci cały garaż  wypucować! -Odpowiedziała, a jej słowa były nacechowane takim entuzjazmem, jak gdyby mycie podłogi oblepionej oleistym smarem miało sprawiać nadzwyczajną frajdę.  
-No właśnie widzę, że jesteś jakaś wyjątkowo nadpobudliwa... znowu wypiłaś o jedną kawę za dużo? 
-Nie, tym razem to nie kawa -Rzekła chichocząc, a na jej ustach pojawił się błogi uśmiech, jakiemu towarzyszyły zarumienione policzki. 
-Okej, to aż się boję spytać co brałaś... -Powiedział i spojrzał na przyjaciółkę, wokół której powietrze aż iskrzyło od promieniującej radości. 
-Ja i Sora jesteśmy razem!!! -Pisnęła rozanielona -Rozumiesz to? Jesteśmy parą, oficjalnie! 
-Skoro tak, to mam nadzieję, że ten kretyn w końcu zmądrzał... -Sapnął, ani trochę nie podzielając ekscytacji Kairi. 
-Co masz na myśli? -Zapytała, licząc na zupełnie inną reakcję. 
-Można powiedzieć, że ostatnio ostro mu nagadałem, jak przyszedł mi się żalić z tego, co odjebał wobec ciebie.... 
-Riku, dziękuję że mi pomagasz, ale nie musisz być  dla niego taki surowy... myślę, że on po prostu potrzebuje czasu i wszystko wróci do normy. 
-Eh... -Westchnął, przerzucając sobie szmatę przez barki  -Ja wiem, że jak się jest w kimś zabujanym, to się widzi tylko same zalety, ale on nie jest już tą samą osobą, w której się zakochałaś... -Przyznał, na co dziewczyna otaksowała go pytającym wzrokiem, sugerując mu przez to aby dokładniej rozwinął swoje spostrzeżenie. 
-Czyli kim niby jest, hm? Sora to Sora, nie bardzo rozumiem... 
-Kairi, on się zmienił. -Wyjaśnił.- Zrobił się jakiś skryty, oschły, jak z nim gadam to mam wrażenie, że myślami zawsze jest gdzie indziej... Nie mówiąc już o tym, jaki jest czasem arogancki i zarozumiały...
-Tak, wiem, zauważyłam, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Poza tym ludzie cały czas się zmieniają -Zaznaczyła, będąc lekko zmieszana refleksjami Srebrnowosego. -Z resztą jaki by nie był, ja chcę tylko żeby był częścią mojego życia, bez względu na wszystko... 
-Wiesz, podziwiam twoje zaangażowanie. -Odparł. -Chciałem tylko zwrócić uwagę na rzeczy, z których być może nie zdajesz sobie sprawy, ale teraz widzę, że nie to ma sensu -Mimo negatywnego zabarwienia tej wypowiedzi, Riku uśmiechnął się pod nosem. 
-Dlaczego? Zawsze jest sens podzielenia się z kimś swoim punktem widzenia, a już tym bardziej z osobą, która traci dla kogoś głowę, haha!
-W każdym razie, ty i Sora jesteście bardzo podobni.... cokolwiek by się nie działo, to zawsze skoczylibyście za sobą w ogień... -Podsumował chłopak, a na twarzy Kairi ponownie zagościł szczery i promienny uśmiech. -Dobra, w końcu naprawione. Co powiesz na przejażdżkę po wyspie? -Zaproponował, wskakując na motor. 

-Tak, super pomysł!

-To złap się mocno i jedziemy! 

~Tak, ale oboje wiemy, że ty za nas wskoczyłbyś pierwszy...~


***


Kochamy mimo wad. Kochamy mimo błędów i trudności. Kochamy, często przekraczając swoje granice i poświęcając część samego siebie dla drugiej osoby. Czy na tym właśnie polega bycie czyjąś drugą połówką? Kiedy oddajemy cząstkę własnego ja, jednocześnie przyjmując do siebie fragment skumulowanych trosk innego człowieka? Jeśli faktycznie tak to działa, to jest to wręcz fenomenalne zjawisko, do czego jesteśmy zdolni jako ludzie... 


***


Riku wyszedł z lodziarni i skierował się za budynek, gdzie umiejscowiony był automat i napojami. Podszedł do niego i wystukując odpowiedni numer na panelu, odebrał puszkę z mrożoną kawą. Srebronowłosy nie miał najmniejszego zamiaru wracać do środka, toteż usiadł na ławce obok, ażeby nieco ochłonąć i pozbierać do kupy myśli chaotycznie krążące po jego głowie. Minęło już dużo czasu, jednak widok jego byłej ukochanej z jego byłym przyjacielem w dalszym ciągu bolał tak samo.  Może i w innym przypadku czas szybciej wyleczyłby rany, lecz oliwy do ognia dolewał fakt, iż z Roxasem znali się praktycznie od urodzenia i to właśnie on poznał go z Namine, którą w ostateczności mu odebrał. Na szczęście Riku to typ człowieka, który nie lubi nadmiernie zadręczać  się zdarzeniami z przeszłości, w związku z tym jego niemiłe wspomnienia szybko zostały zastąpione przez sprawy bieżące. Popijał kofeinowy napój relaksując się w swoim własnym towarzystwie, które z resztą lubił najbardziej, jednakże w pewnej chwili poczuł, jak gdyby ktoś ukradkiem go obserwował.


-Ale z niej suka, co nie? -Zapytał kobiecy głos, dobiegający zza ściany budynku. 





Art by Sayuri-sama

Rozdział 36 na Wattpadzie