piątek, 27 grudnia 2024
niedziela, 15 grudnia 2024
Rozdział 37- Niemoralna propozycja
-Ale z niej suka, co nie? - Głos, który zadał to niespodziewane pytanie wydał się mu znajomy, lecz początkowo nie potrafił przypisać go do konkretnej osoby.
-To pytanie do mnie? - Rzekł Srebrnowłosy do ciągle stojącej za murem dziewczyny.
-A widzisz tu kogoś innego, kto został porzucony przez swoją laskę?
-Eh... Jeśli już rzucasz takimi tekstami, to czemu nie przyjdziesz tutaj, tylko robisz jakieś chore podchody? -Sapnął, zaczynając odczuwać coraz to większą irytację.
-Jeśli jesteś zainteresowany kim jestem, to czemu sam do mnie nie podejdziesz?
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi, ale na pewno nie będziemy rozmawiać w ten sposób. -Odparł, po czym wstał i ruszył w jej stronę.
-No w końcu!
-Zawsze tak chamsko zaczynasz rozmowę z kimś, kogo znasz tylko z widzenia? - Zapytał Riku, stając na przeciwko Strelitzi.
-Jak to chamsko? Przecież jestem po twojej stronie!
-Po mojej stronie, tak? -Zdziwił się Srebrnowłosy -Namine zrobiła świństwo... ale jaki musisz mieć tupet żeby wypowiadać się o innej w ten sposób, kiedy sama nie jesteś lepsza?
-A co ja ci niby zrobiłam, hmm?
-Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię.
-Ale ja przecież nikogo nie zdradziłam! -Szła w zaparte.
-Teraz już rozumiem, czemu on przy tobie tak zreświrował... -zaznaczył, jednak Rudowłosa puściła to mimo uszu, głupkowato się uśmiechając -Czego ode mnie chcesz?
-Chciałabym zaproponować ci pewien układ - oznajmiła bez ogródek - Ja pomogę ci się na niej odegrać, a ty przekonasz Sorę, żeby do mnie wrócił.
-Ty tak na poważnie? -Riku niedowierzał w to co właśnie usłyszał.
-To jak będzie?
-Ale co ma być?! -Chłopak nie krył swojego oburzenia- Nie chce mieć z tobą nic wspólnego, a już na pewno nie po tym co usłyszałem.
-Nie to nie, sama go przekonam. -Prychnęła i rzuciła w jego kierunku żmijowate spojrzenie.
-W takim razie powodzenia -Odrzekł kpiąco, dążąc do zakończenia tej do niczego nie prowadzącej wymiany zdań -Choć i tak polecałbym odpuścić, bo wątpię że cokolwiek wskórasz...
-Nie odpuszczę tak łatwo. Wiem że zerwał ze mną tylko dlatego, że zmanipulowała go ta... ta wasza "przyjaciółeczka" -Strelitzia zamierzała użyć zdecydowanie mniej grzecznego określenia, ale w ostatniej chwili powstrzymała się, zachowując pozory przyzwoitości. Wiele to nie dało z uwagi na fakt, iż Riku miał już o niej wyrobioną opinię i jak można się domyślić, nie była ona najlepsza. Nigdy wcześniej nie rozmawiali ze sobą w cztery oczy, toteż Srebrnowłosy mógł w końcu doświadczyć jej "specyficznej osobowości" na własnej skórze.
-On zerwał z tobą dlatego, że miał dość tego, jak ryłaś mu łeb...
-Tak, wszystko to zawsze moja wina... -Pisnęła, wyciągając z torebki ramę fajek, po czym odpalając jedną, usiadła na ławce. -Wszyscy tylko potraficie gadać, jaka to jestem zła, pojebana, chora na głowę... ale czemu nikt do cholery nie da mi szansy wytłumaczyć, jak to wygląda z mojej perspektywy...?! -Burknęła z łzami spływającymi z oczu, tradycyjnie przyjmując pozycję ofiary.
-Może dlatego, że sama nie dajesz nam takiej szansy, zarzekając się że wszystko jest w porządku? -Odpowiedziała Abelia, która znienacka dołączyła do rozmowy. Oczy Riku natychmiastowo przemieściły się na Rudowłosą i po krótkiej analizie jej wyglądu, szybko zauważył podobieństwo między dziewczynami. -Eh, nie rycz już... -Przykucnęła na przeciwko siostry i podała jej chusteczkę.
-Proszę, wytłumacz. -Chłopak początkowo zignorował obecność Abi i zwrócił się do Strelitzi. -Skoro już się przede mną otwarłaś, wysłucham co masz do powiedzenia.
-To wy wmawiacie mi, że mam problem. To wy wiecznie macie do mnie pretensje, to wy w kółko powtarzacie, że mam się zmienić. Ale ja nie chce tej zmiany. -Strelitzia otarła łzy dłonią, po czym wstała i podeszła do Riku. -I wiesz co? Sora akceptował to jaka jestem. Do momentu, kiedy to WY nie zaczęliście mu mieszać w głowie.
-Bzdury. -Odrzekł bezceremonialnie. -Sora którego znam, nigdy nie zaakceptowałby tego, że bliska mu osoba sama się niszczy.
-Nie wiem co nazywasz niszczeniem się, ale Sora którego ja znam, robiłby to razem ze mną.
-Odpuść. -Wtrąciła się Abelia, kładąc dłoń na ramieniu Srebrnowłosego. -Z nią nie wygrasz. Łagodnie mówiąc, jest uparta jak osioł.
-Zdążyłem zauważyć...
-Nie do końca wiem o co poszło, ale jeśli moja siostra przysporzyła ci nerwów, to przepraszam.
~Siostra? Jakby jedna Strelitzia to było za mało...Swoją drogą Sora nic nie wspomniał o tym, że ona ma siostrę ~
-Dzięki, jest w porządku. -Odparł, będąc pod wrażeniem dobrych manier dziewczyny. -Nerwy to akurat napsuła mojemu kumplowi, który jest jej byłym.... -Wyjaśnił. -No, to tak mniej więcej o to poszło.
-Nie mogę tego słuchać! -Nagle wykrzyknęła przysłuchująca się rozmowie Strelitzia- Jesteście pieprzonymi, nieczułymi dupkami!!! -Dodała, po czym w napadzie złości rzuciła niedopałkiem papierosa w Riku i szybkim krokiem ruszyła przed siebie.
-Hej, zaczekaj! Miałam iść z tobą złożyć papiery na uczelnie! -Abelia pośpieszyła za nią, lecz na odchodne obróciła się jeszcze w stronę chłopaka i obrzuciła go skonsternowanym spojrzeniem, tak jakby ponownie chciała przeprosić za zachowanie swojej siostry. Ten również na nią spoglądnął, więc w pewnym momencie ich źrenice spotkały się w jednym punkcie. Trwało to może ułamek sekundy, jednakże tyle wystarczyło, żeby Srebrnowłosy poczuł serdeczność i ciepło, jakie biły z oczu dziewczyny.
~Gdyby nie wygląd, to w życiu bym nie pomyślał, że to jej siostra...~ -Przyznał w myślach, nieprzerwanie patrząc na znikającą w oddali Abelię.
***
Strelitzia pali za sobą każdy most, na jaki wejdzie. Czy w końcu ktoś ugasi ten pożar, za nim spali się razem z nimi?
środa, 4 grudnia 2024
Rozdział 36 - Fenomenalne zjawisko
Kilka dni wcześniej
-Hejo!!! mogę wejść? -Krzyknęła radośnie Kairi, zaglądając zza drzwi garażu.
-Wchodź -Odparł Riku, odrywając się od reperowania swojego skutera- Tylko uważaj żeby się nie pobrudzić, bo olej silnikowy mi się wylał i wszystko się klei...
-Uuu, faktycznie nieciekawie -Skomentowała i szła w głąb pomieszczenia, wyczyniając nogami rozmaite akrobacje co by tylko uniknąć wdepnięcia w tłuste plamy. -To pewnie dlatego napisałeś mi, że się spóźnisz... Ale to nic, pomogę ci ze sprzątaniem! - Rzuciła z chęcią pomocy, po czym wsparła się na rękach i usiadła na szafce.
-Dzięki, ale sam ogarnę to cholerstwo -Odrzekł, nie chcąc mieć na sumieniu ładnych fatałaszków dziewczyny, które incydentalnie mogłby się przybrudzić.
-Szkoda, bo tak rozpiera mnie energia, że nawet mogłabym ci cały garaż wypucować! -Odpowiedziała, a jej słowa były nacechowane takim entuzjazmem, jak gdyby mycie podłogi oblepionej oleistym smarem miało sprawiać nadzwyczajną frajdę.
-No właśnie widzę, że jesteś jakaś wyjątkowo nadpobudliwa... znowu wypiłaś o jedną kawę za dużo?
-Nie, tym razem to nie kawa -Rzekła chichocząc, a na jej ustach pojawił się błogi uśmiech, jakiemu towarzyszyły zarumienione policzki.
-Okej, to aż się boję spytać co brałaś... -Powiedział i spojrzał na przyjaciółkę, wokół której powietrze aż iskrzyło od promieniującej radości.
-Ja i Sora jesteśmy razem!!! -Pisnęła rozanielona -Rozumiesz to? Jesteśmy parą, oficjalnie!
-Skoro tak, to mam nadzieję, że ten kretyn w końcu zmądrzał... -Sapnął, ani trochę nie podzielając ekscytacji Kairi.
-Co masz na myśli? -Zapytała, licząc na zupełnie inną reakcję.
-Można powiedzieć, że ostatnio ostro mu nagadałem, jak przyszedł mi się żalić z tego, co odjebał wobec ciebie....
-Riku, dziękuję że mi pomagasz, ale nie musisz być dla niego taki surowy... myślę, że on po prostu potrzebuje czasu i wszystko wróci do normy.
-Eh... -Westchnął, przerzucając sobie szmatę przez barki -Ja wiem, że jak się jest w kimś zabujanym, to się widzi tylko same zalety, ale on nie jest już tą samą osobą, w której się zakochałaś... -Przyznał, na co dziewczyna otaksowała go pytającym wzrokiem, sugerując mu przez to aby dokładniej rozwinął swoje spostrzeżenie.
-Czyli kim niby jest, hm? Sora to Sora, nie bardzo rozumiem...
-Kairi, on się zmienił. -Wyjaśnił.- Zrobił się jakiś skryty, oschły, jak z nim gadam to mam wrażenie, że myślami zawsze jest gdzie indziej... Nie mówiąc już o tym, jaki jest czasem arogancki i zarozumiały...
-Tak, wiem, zauważyłam, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Poza tym ludzie cały czas się zmieniają -Zaznaczyła, będąc lekko zmieszana refleksjami Srebrnowosego. -Z resztą jaki by nie był, ja chcę tylko żeby był częścią mojego życia, bez względu na wszystko...
-Wiesz, podziwiam twoje zaangażowanie. -Odparł. -Chciałem tylko zwrócić uwagę na rzeczy, z których być może nie zdajesz sobie sprawy, ale teraz widzę, że nie to ma sensu -Mimo negatywnego zabarwienia tej wypowiedzi, Riku uśmiechnął się pod nosem.
-Dlaczego? Zawsze jest sens podzielenia się z kimś swoim punktem widzenia, a już tym bardziej z osobą, która traci dla kogoś głowę, haha!
-W każdym razie, ty i Sora jesteście bardzo podobni.... cokolwiek by się nie działo, to zawsze skoczylibyście za sobą w ogień... -Podsumował chłopak, a na twarzy Kairi ponownie zagościł szczery i promienny uśmiech. -Dobra, w końcu naprawione. Co powiesz na przejażdżkę po wyspie? -Zaproponował, wskakując na motor.
-Tak, super pomysł!
-To złap się mocno i jedziemy!
~Tak, ale oboje wiemy, że ty za nas wskoczyłbyś pierwszy...~
***
Kochamy mimo wad. Kochamy mimo błędów i trudności. Kochamy, często przekraczając swoje granice i poświęcając część samego siebie dla drugiej osoby. Czy na tym właśnie polega bycie czyjąś drugą połówką? Kiedy oddajemy cząstkę własnego ja, jednocześnie przyjmując do siebie fragment skumulowanych trosk innego człowieka? Jeśli faktycznie tak to działa, to jest to wręcz fenomenalne zjawisko, do czego jesteśmy zdolni jako ludzie...
***
Riku wyszedł z lodziarni i skierował się za budynek, gdzie umiejscowiony był automat i napojami. Podszedł do niego i wystukując odpowiedni numer na panelu, odebrał puszkę z mrożoną kawą. Srebronowłosy nie miał najmniejszego zamiaru wracać do środka, toteż usiadł na ławce obok, ażeby nieco ochłonąć i pozbierać do kupy myśli chaotycznie krążące po jego głowie. Minęło już dużo czasu, jednak widok jego byłej ukochanej z jego byłym przyjacielem w dalszym ciągu bolał tak samo. Może i w innym przypadku czas szybciej wyleczyłby rany, lecz oliwy do ognia dolewał fakt, iż z Roxasem znali się praktycznie od urodzenia i to właśnie on poznał go z Namine, którą w ostateczności mu odebrał. Na szczęście Riku to typ człowieka, który nie lubi nadmiernie zadręczać się zdarzeniami z przeszłości, w związku z tym jego niemiłe wspomnienia szybko zostały zastąpione przez sprawy bieżące. Popijał kofeinowy napój relaksując się w swoim własnym towarzystwie, które z resztą lubił najbardziej, jednakże w pewnej chwili poczuł, jak gdyby ktoś ukradkiem go obserwował.
-Ale z niej suka, co nie? -Zapytał kobiecy głos, dobiegający zza ściany budynku.
Art by Sayuri-sama
Rozdział 36 na Wattpadzie
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


