wtorek, 28 stycznia 2025

Rozdział 41 - Wylewna, jak ocean łez

 -Czemu nic nie mówisz? -Sora zwrócił się do Kairi, która od dłuższego czasu leżała na nim w milczeniu i pusto gapiła się w przestrzeń. -Aż tak cię wymęczyłem? 
-Tak... to znaczy nie! Tylko... -Wydukała plątając słowa, na co Niebieskooki zareagował cichym śmiechem. -Tylko po prostu próbuję jakoś zejść na ziemię... 
-Ups, w takim razie chyba lekko przesadziłem... no ale wiesz, chciałem zrobić wszystko, żeby było ci ze mną dobrze -Odparł, delikatnie całując ją w czoło. 
-Było... -Mruknęła z rozkosznym uśmiechem. 
-Heh... uwielbiam ten twój uśmiech.... i też mam zamiar zrobić wszystko, żeby on nigdy nie zniknął z twojej twarzy -Kontynuował, parafrazując jej wcześniejsze słowa. - A już w szczególności, żeby nie zniknął przeze mnie...  -Powiedział, po czym lekko wsparł się na łokciach i patrząc  wzrokiem pełnym czułości, przeciągnął ręką po jej zarumienionym policzku. -Bo chcę żebyś zawsze była szczęśliwa, jak teraz. 
-S-sora... -Westchnęła, starając się nie uronić łez wzruszenia. -J-ja... bo ty musisz... m-musisz o czymś wiedzieć... -Dukała, co chwilę robiąc głęboki wdech. 
-Cii, spokojnie... jak dla mnie wszystko jest jasne. -Rzekł łagodnie, przybliżając się do dziewczyny. -Kocham cię... -Wyszeptał jej do ucha.
-C-czy m-mógłbyś po-powtórzyć? -Poprosiła, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała.
-Kocham cię.
-Jeszcze raz, proszę... 
-Kairi, kocham cię... i powtórzę to, tyle razy, ile będziesz chciała...
Nie wiedząc czemu, cały ten czas bez wyraźnego powodu chciała zdusić swoje uczucia, zakopać wrażliwość gdzieś głęboko w sobie. Ale wówczas nie wytrzymała. Z jej oczu zaczęły wylewać się hektolitry łez, a wraz z nimi wylewało się wszechogarniające szczęście. W końcu usłyszała to, czego tak bardzo pragnęła. 
-Kairi? H-hej... -Niebiesooki zapytał z niepokojem, kompletnie nie spodziewając się takiej reakcji. Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i schowała zapłakaną twarz w dłonie. Wówczas zapadła cisza, która z rzadka przerywana była cichym szlochaniem. Sora nieprzerwalnie będąc w szoku przez to, co tak właściwie się stało, także usiadł i objął ją ramieniem w myśl że to działanie choć trochę ją uspokoi. 
-Też cię kocham, tak bardzo cię kocham! -Finalnie wydusiła z siebie słowa, które od tak dawna chciała mu powiedzieć. -Kilka lat temu, zaczęłam się w tobie zakochiwać... z każdym dniem coraz to bardziej i bardziej... każdej nocy, za nim zasnęłam, myślałam o tobie, tak bardzo chciałam, żebyś był dla mnie kimś więcej... codziennie zbierałam się na odwagę, żeby ci powiedzieć... ale gdy w końcu nabrałam wystarczającej pewności siebie, to ty już byłeś z nią... To tak cholernie bolało! Tym bardziej, jak zaczęłam zauważać, jak się zmieniasz, jak przestajesz przypominać dawnego siebie... 
Chłopak słysząc to wszystko zwiesił głowę w dół i mimo tego, że na jego usta nasuwało się wtedy mnóstwo słów, nie był w stanie wypowiedzieć żadnego z nich. 
-Przepraszam... -Rzucił po chwili milczenia -Jak mogłem być taki głupi? Jak przez tyle czasu mogłem niczego nie zauważyć? -Pytał samego siebie. 
-To nie twoja wina, Sora. Sama jestem sobie winna, przecież nie mogłam oczekiwać od ciebie, że się domyślisz... mogłam ci po prostu powiedzieć wcześniej, ale tego nie zrobiłam... -Przyznała pokornie. -Tylko... co by to zmieniło gdybyś wiedział wcześniej? I tak nie mogłam zmusić cię, żebyś czuł do mnie to samo... 
-Nie wiem. -Burknął ponuro, po czym zsunął się z łóżka, podniósł z ziemi swoje spodnie i wyciągnął z nich ramę fajek. -Nie wiem, co bym wtedy zrobił. -Wstał i trzymając w ręce odpalonego papierosa, podszedł do okna otwartego na oścież. -Ale po co to teraz roztrząsać? Ja i ty, popełniliśmy masę błędów... ale może to właśnie dzięki nim, teraz jesteśmy gdzie jesteśmy? -Zapytał, wlepiając wzrok w rozgwieżdżone niebo. 


***


-Hej cukiereczku! Nie truj się tym gównem tylko wracaj do łóżka!
-Nie mów tak do mnie -Odpowiedziała oschle, patrząc jak dym spalonego tytoniu unosi się ku niebu i zlewa ze światłem jasno świecących gwiazd. Demyx zwlekł się z kanapy, po czym podszedł do dziewczyny i stanąwszy za nią, położył dłonie na jej biodrach. 
-Ojojoj, a skąd ta złość moja słodziutka? Myślałem, że przed chwilą solidnie pomogłem ci rozładować te negatywne emocje -Powiedział, obejmując ją od tyłu. 
-Odejdź ode mnie! -Odwróciła się i gwałtownie odepchnęła chłopaka od siebie.- Co ty sobie wyobrażasz, co?! To, że chciałam się z tobą pieprzyć nie oznacza, że teraz możesz pozwalać sobie na jakieś jebane czułości!
-Jeeez, dobrze, przepraszam, nie wściekaj się tak - Sapnął, spolegliwie odsuwając się od Rudowłosej. -Ale swoją drogą nigdy bym nie pomyślał, że słodziutka Strelitzunia może być taka agresywna...
-Taa, agresywna... Ty jeszcze mi się dziwisz?! Ta pieprzona suka odebrała mi faceta, jak niby mam być spokojna?! -Wrzasnęła -Gdybym tylko mogła, rozszarpałabym ją na strzępy, tak żeby się nie pozbierała, nigdy! 
-Oj no daj spokój, skoro porzucił ciebie dla takiej nudziary, to nie jest ciebie wart... -Skwitował, mając naiwną nadzieję, że dzięki temu dziewczyna odłączy się od myśli o swoim ex.
-Mylisz się, właśnie tylko mnie jest wart! a ona pożałuje tego, że weszła mi w drogę... 
-Co, teraz ty zamierzasz jej go odbić? 
-Nie, on sam do mnie przyleci... to tylko kwestia czasu -Nad wyraz pewnym tonem odparła Strelitzia. -A tą czerwonowłosą gnidę trzeba trochę ustawić do pionu...
-Brzmi groźnie, ale kręci mnie ta twoja bojowa strona -Odrzekł zalotnie.
-Skoro tak cię to kręci, to mi w tym pomożesz.
-Dla ciebie wszystko, słodziutka!
-Świetnie, a teraz już idź. -Rzuciła chłodno i zarzuciała na siebie jedwabny szlafrok. -Jak wrócę, ma cię tu nie być. -Zakomunikowała wychodząc z pokoju. 
Tej nocy błyszczące na niebie gwiazdy szybko zostały spowite płaszczem gęstych, burzowych chmur. Wiatr, który im towarzyszył, wprawił w ruch drzewa, jakich donośny szelest docierał do uszu i skutecznie utrudniał zapadnięcie w sen. Zasypiania nie ułatwiały też ostre grzmoty, rozbłysk piorunów uderzających w wzburzony ocean i grad, ostrzeliwujący po szybach. To niby zwykły sztorm - normlane zjawisko atmosferyczne. Lecz czyż nie jest to niesamowite, jak bajkowy krajobraz w okamgnieniu może zmienić się w Armagedon?

 



Art by Sayuri-sama


Rozdział 41 na Wattpadzie





piątek, 17 stycznia 2025

Rozdział 40 - Wisienka na torsie

Wiśniowowłosa zamknęła drzwi, po czym upewniwszy się, że żaden nieproszony gość nie wtargnie do jej pokoju z niezapowiedzianą wizytą, wróciła do Sory, który wciąż leżał na kanapie.
-Gorąco ci, tak? -Zapytała, siadając na nim okrakiem. -Myślę, że da się coś na to zaradzić... -Rzekła, śmiało odpinając guzik u jego koszuli. -Lepiej? 
-Nie, ale podoba mi się sposób, w jaki chcesz mnie ostudzić -Przyznał, będąc zaintrygowany nagłymi poczynaniami dziewczyny. 
-To może teraz? -Powtórzyła pytanie i rozpięła kilka następnych guzików.
-Nie... 
-A teraz? -Rzuciła, rozdzielając od siebie kolejne zapięcia.
-Dalej gorąco... 
-Uparty jesteś -Finalnie Kairi odpięła ostatni guzik i całkowicie pozbawiła go górnej części outfitu. 
-Hmm, no teraz jest ciut chłodniej....-Powiedział, uśmiechając się pod nosem. 
-Okej, ale teraz mi zrobiło się ciepło... -Oznajmiła, patrząc na w pół roznegliżowanego Niebieskookiego. 
-Wydaję mi się, że jak zrobisz sobie to co mi, to też trochę ostygniesz -Zasugerował Sora, a ta postępując zgodnie z jego radą rzuciła z siebie bluzkę. -I jak? 
-Nie wiele to pomogło.
-Skoro tak, to pokaże ci  moje metody na radzenie sobie z wysoką temperaturą -Orzekł chłopak, podniósł się do pozycji siedzącej, a następnie objął Kairi wokół tułowia i położył na łóżku. -To pewnie też ci przeszkadza, prawda? -Spytał, rozpinając jej stanik. 
-M-mhm...przeszkadza i do tego gniecie. -Burknęła, co było dla niego jasnym sygnałem ażeby ściągnąć z  niej ten element garderoby. -Sora, chodź bliżej... -Sapnęła, zaplatając ręce na jego karku.
-Jak blisko? 
-Tak... -Wtem Kairi przyciągnęła chłopaka do siebie, po czym  wpoiła się w jego usta, co rozpoczęło szereg długich i namiętnych pocałunków. W pewnej chwili oderwała się od niego i rzuciła pożądliwe spojrzenie.  -Chcę więcej. -Oświadczyła, próbując rozpiąć mu pasek u spodni. Sora widząc, że dłoń dziewczyny bezskutecznie szarpie się z zapięciem, ułatwił jej zadanie, samemu odpinając klamrę. Jak można było przewidzieć, nie skończyło się tylko na pasku. Od tego momentu ubrania kolejno zaczęły spadać na podłogę, aż w końcu obydwoje pozbawili się wszystkiego, co okrywało ich od pasa w dół. Kairi czuła się trochę nieswojo, kiedy biegał wzrokiem po jej nagim ciele, jednocześnie nie mając śmiałości popatrzeć na niego. Lecz gdy w końcu odważyła się skierować oczy na chłopaka, jej niepewność w ułamku sekundy zmieniła się na wszechogarniające podniecenie. Niebieskooki od razu  to zauważył, co tylko zachęciło go do podjęcia kolejnego kroku. Jedną ręką złapał ją za nadgarstki, które uniósł do góry, zaś drugą umieścił na jej kobiecości. Kairi pod wpływem jego dotyku lekko wygięła się do tyłu, a on korzystając z ułatwionego dostępu do biustu dziewczyny, zaczął owijać język wokół jej sutków, jakie z każdą sekundą  robiły się coraz bardziej nabrzmiałe i twarde. 
-A-ah... -Westchnęła Wiśniowowłosa, kiedy nagle poczuła jak ten wsuwa w nią palce. Najpierw poruszał nimi delikatnie i z wyczuciem, ale po krótkiej obserwacji, w jaki sposób jej ciało reaguje na ten rodzaj pieszczot, postanowił nieco przyśpieszyć tempo. Dodatkowo puścił jej nadgarstki, a rękę którą je trzymał, przemieścił na piersi Kairi. Masował je i ściskał, naprzemiennie liżąc i subtelnie podgryzając brodawki. Dziewczyna wprost wiła się z rozkoszy, co dawało mu ogromną satysfakcję i co za tym idzie, zielone światło do pozwolenia sobie na więcej. Mimo tego, że z ust Kairi wydobywały się tylko ciche jęki, to jej mowa ciała wręcz krzyczała "zrób to!". Wówczas Sora położył się na niej i mocno ją objął. 
-Chcesz tego? -Wyszeptał. 
-T-tak... bardziej gotowa nie będę -Odpowiedziała, na co chłopak obdarował ją czułym pocałunkiem i powoli zaczął w nią wchodzić. Ta zacisnęła ręce na pościeli, starając się jak najbardziej rozluźnić swoje ciało. Początkowo odczuwała dyskomfort, jednakże po chwili zaczęła przyzwyczajać się do tego uczucia. Oplotła nogi wokół jego torsu i całkowicie skoncentrowała się na doznaniach, o które ją przyprawiał. Ból szybko przeistoczył się w przyjemność, a z każdym jego ruchem dziewczyna nabierała ochoty na coraz intensywniejsze działania. 
-Szybciej... -Wyjąkała, a Sora chętnie spełnił jej życzenie. W pewnym momencie uznał, że przyszła pora na zmianę pozycji. Podniósł się lekko i złapał jej nogi na wysokości kostek. Następnie uniósł je, oparł o swoje barki i ponownie zanurzył w niej swoją męskość a jego dłoń powtórnie powędrowała na czuły punkt dziewczyny. Delikatnie masował go opuszkiem palca, mając nadzieję, że dzięki temu pomoże jej osiągnąć najwyższy poziom rozkoszy. Jej oddech  przyśpieszał, klatka piersiowa unosiła się i opadała, a na twarzy malował się wyraz nadchodzącego spełnienia. Chłopak mając przed sobą taki widok tylko nabrał pewności, że jego poczynania zmierzają we właściwym kierunku. Kairi czując, że jest już blisko, wbiła palce w kołdrę i przygryzła wargi, a jej ciało zaczęło lekko drgać. Finalnie ogarnęła ją fala przyjemności, co obwieściła głośnym jękiem. Sora widząc, jak ta wyraża swoje zadowolenie, nakręcił się do tego stopnia, że sam po niedługiej chwili doszedł, po czym przepełniony pozytywnym zmęczeniem, lęgnął koło dziewczyny. 


~Namine miała rację, to naprawdę obłędne uczucie...~ -Pomyślała wtulając się w jego ciepłe ramiona. 




Art by Sayuri-sama


Rozdział 40 na Wattpadzie





wtorek, 7 stycznia 2025

Rozdział 39- Temperatura wzrasta, bo płonę z słabości do ciebie

 Od: Kairi
Do: Namine


Treść: Zaprosiłam go do domu na kolację, jesteśmy sami a rodzice wrócą nad ranem... Co mam robić? Nami, pomocyyy! 😱


Od: Namine
Do: Kairi


Treść: 👉👌, nie ma za co ;*


~Dzięki, Nami, pomogłaś...~ -Pomyślała podirytowana Wiśniowowłosa, odkładając telefon na szafkę obok lustra, w którym odbijała się jej czerwona niczym świeżutki pomidor twarz. Kiedy tylko wszelki do domu, Kairi od razu wparowała do łazienki, z zamiarem poprawienia makijażu i przemyślenia swojej wcześniejszej, spontanicznej decyzji. Lecz przez rozsadzający ją od środka dreszczyk emocji,  ledwo była w stanie utrzymać pędzel w ręce, nie mówiąc już nawet o skupieniu myśli. Nie pomagały w tym także nogi jak z waty, przyśpieszony oddech oraz uderzenia gorąca, uaktywniające się gdy tylko przywołała w głowie obraz Sory w garniaku. Nie jeden lekarz przyznałby, że to objawy grypy, jednak naszej Kairi dokuczała inna dolegliwość, powszechnie zwana "napaleniem". Wbrew wszelkim zaleceniom, akurat w tym przypadku sposobem na skuteczne zaleczenie symptomów, będzie zbliżenie się do innej osoby, zarażenie jej i wspólne odbycie "kwarantanny". Aczkolwiek ze zbliżeniem się był pewien problem - Kairi obawiała się, że jak tylko dotknie Sory, to się sparzy, bo tak mocno grzał ją tamtego dnia. Co gorsza, będąc w jego towarzystwie nie tylko traciła głowę, ale również cała jej odwaga i  śmiałość ulatniały się do atmosfery i szybowały gdzieś wysoko ponad nią.  
-Kairiii, mogę tu zapalić? -Dziewczyna już prawie topiła się w oceanie własnych myśli, gdy nagle usłyszała głos Niebieskookiego dobiegający z salonu.
-Tak, jasne, ojciec kopci w domu jak smok, więc każdy jest przyzwyczajony do zapachu fajek -Odpowiedziała, po czym nałożyła rozświetlacz na policzki, co by jeszcze bardziej błyszczeć w jego oczach, a następnie wyszła z łazienki. -Napijesz się czegoś? -Zwróciła się do Brązowowłosego, zmierzając do kuchni. -Jest pepsi, wino, piwo, whisky... -Wyliczała, analizując zawartość lodówki. 
-Na razie woda wystarczy -Odparł, rozsiadając się wygodnie na sofie. Ta bez ociągania wypełniła szklankę płynem i zaniosła ją do pokoju. Położywszy naczynie na stoliczku, stanęła tuż za chłopakiem i oparła dłonie o tył kanapy. 
-To co byś zjadł na kolację? -Zapytała, spoglądając na niego w dół. 
-Hmm nie mam smaku na nic konkretnego, poza tym myślę, że czegokolwiek byś nie przygotowała, to będzie pyszne! -Rzucił z uśmiechem do dziewczyny. -A ty na co masz ochotę? 
-N-najchętniej to... -Zaczęła nieśmiało i pochylając się, objęła Sorę od tyłu. -Schrupałabym ciebie... -Zamruczała, wkładając mu dłonie pod koszulę. Oczywiście słowa te, przyodziane dodatkowo w uwodzicielskie czyny, pociągnęły za trigger w bujnej wyobraźni Niebiesookiego. Nie często dziewczyna pierwsza wychodziła z inicjatywą, w dodatku nigdy wcześniej nie ujawniała swojego odważniejszego pod tym kątem oblicza. Sora obrócił się wówczas w jej stronę i swoim podekscytowaniem wypisanym na twarzy, dał do zrozumienia, jak bardzo nakręciło go to, co właśnie zaczęła robić. Kairi bowiem nie skończyła na błądzeniu rękami po jego klatce piersiowej. Już po chwili przyłożyła swoje usta do karku chłopaka i delikatnie muskała nimi jego skórę, a niekiedy przybliżała się bardziej, nęcąco podgryzając mu ucho. 
-Mmm, to może na deser co? -Przerwał jej, kiedy zauważył jak zaczyna brać się za rozpinanie guzików od jego koszuli. -Póki co umieram z głodu no i może jak do kolacji polejesz coś mocniejszego, to będę łatwiejszy -Rzekł, puszczając do niej oczko i zalotny uśmiech.
-J-jasne, j-ja też jestem głodna...! -Palnęła zawstydzona, zakładając, że za szybko zdradziła swoje intencje.  


~Co ja gadam, nie przełknę teraz choćby kęsa!~ 


***


Tak długo zastanawiali się nad wyborem potrawy, że w rezultacie skończyło się na wieży tostów obficie polanej keczupem, jaką pochłonęli niczym odkurzacz. Ich pełne żołądki, upał oraz zmęczenie po kilkugodzinnym spacerowaniu po plaży sprawiły, że gdy tylko zjedli, udali się do pokoju Kairi i padli na łóżko jak muchy. Leżeli na plecach, tuż obok siebie, a oczy skierowane mieli na sufit. 
-Sora... -Zaczęła poważnym tonem, na co ten obrócił głowę w jej stronę.
-Tak? -Zapytał, wędrując wzrokiem na wysokość jej oczu, co szybko doprowadziło do tego, że ich spojrzenia spotkały się w równej linii. Kairi miała zamiar kontynuować wcześniej zaczętą myśl, lecz im dłużej wpatrywała się w jego błękitne tęczówki, coraz to bardziej zapominała co tak na prawdę chciała powiedzieć. 

~Nie bez powodu twoje imię oznacza "niebo", wiesz? Bo będąc obok ciebie czuje się, jakbym w nim była... Niby teraz leżę, ale... nie czuje się jakbym była na ziemi, tylko szybowała gdzieś wysoko, ponad nami... kocham to uczucie. Ale... co ty wiesz o moich uczuciach? A co ja wiem o twoich? Ty o moich pewnie nic, bo nic ci nie powiedziałam… Tylko dlaczego wciąż czekam? Czego się boje? Co mnie blokuje? Przecież jestem prawie pewna, że czujesz to samo, choć nie powiedziałeś wprost… widzę to w twoich oczach, oczach, w które mogłabym wpatrywać się godzinami, a to i tak było by za mało… Czy czekam żebyś ty powiedział to pierwszy? Dlaczego nie mam odwagi? Lepiej wyznajmy to sobie nim znów oboje przestaniemy się uśmiechać… A jeśli chodzi o twój uśmiech to...~

-Tęskniłam...
-Hm?- Zdziwił się na słowa dziewczyny. -Przecież widujemy się codziennie.
-To nie tak, tęskniłam za twoim uśmiechem... -Przyznała, gładząc go dłonią po skroni -Nawet nie wiesz, jaką czuję ulgę...
-Heh, to twoja zasługa. -Przyznał bez ogródek -Odkąd to ty zajmujesz moje myśli, to jest mi lżej... i to głównie dzięki tobie stanąłem na nogi po tym wszystkim... 
-Dlatego zrobię wszystko, żeby on nigdy nie zniknął z twojej twarzy... -Oświadczyła, mocno wtulając się w Brązowowłosego. 
-Kairi... -Sapnął, gdy po chwili poczuł dotyk jej ust na swojej szyji. 
-Zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy... -Szeptała i z każdym wypowiedzianym słowem, obsypywała go coraz to czulszymi pocałunkami -Wszystko, żeby było ci ze mną dobrze... -Mruknęła i ujmując jego twarz w dłonie, zatopiła w nim swoje usta. Całowała namiętnie, bez przerwy na oddech, jak gdyby w ten sposób, bez używania słów, chciała wyrazić to, co do niego czuje, a raczej czuła już od dawna. Tak będzie łatwiej, prawda?
-Ah, spokojnie... Westchnął, rychło łapiąc powietrze, kiedy na moment przestała.- Wystarczy, że przy mnie będziesz, nic więcej... -Lekko odsunął się od dziewczyny, grzbietem dłoni wycierając krople potu z czoła. 
-P-przepraszam, chyba się trochę zagalopowałam... -Bąknęła z zakłopotaniem.
-Luz, jest gorąco, a ty po prostu bardziej podgrzałaś atmosferę... 
-Masz rację, pogoda zdecydowanie nam nie pomaga -Rzekła, po czym wstała i podeszła do drzwi, zamykając je na zasuwkę. 




Art by Sayuri-sama 

Rozdział 39 na Wattpadzie