-Czemu nic nie mówisz? -Sora zwrócił się do Kairi, która od dłuższego czasu leżała na nim w milczeniu i pusto gapiła się w przestrzeń. -Aż tak cię wymęczyłem?
-Tak... to znaczy nie! Tylko... -Wydukała plątając słowa, na co Niebieskooki zareagował cichym śmiechem. -Tylko po prostu próbuję jakoś zejść na ziemię...
-Ups, w takim razie chyba lekko przesadziłem... no ale wiesz, chciałem zrobić wszystko, żeby było ci ze mną dobrze -Odparł, delikatnie całując ją w czoło.
-Było... -Mruknęła z rozkosznym uśmiechem.
-Heh... uwielbiam ten twój uśmiech.... i też mam zamiar zrobić wszystko, żeby on nigdy nie zniknął z twojej twarzy -Kontynuował, parafrazując jej wcześniejsze słowa. - A już w szczególności, żeby nie zniknął przeze mnie... -Powiedział, po czym lekko wsparł się na łokciach i patrząc wzrokiem pełnym czułości, przeciągnął ręką po jej zarumienionym policzku. -Bo chcę żebyś zawsze była szczęśliwa, jak teraz.
-S-sora... -Westchnęła, starając się nie uronić łez wzruszenia. -J-ja... bo ty musisz... m-musisz o czymś wiedzieć... -Dukała, co chwilę robiąc głęboki wdech.
-Cii, spokojnie... jak dla mnie wszystko jest jasne. -Rzekł łagodnie, przybliżając się do dziewczyny. -Kocham cię... -Wyszeptał jej do ucha.
-C-czy m-mógłbyś po-powtórzyć? -Poprosiła, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała.
-Kocham cię.
-Jeszcze raz, proszę...
-Kairi, kocham cię... i powtórzę to, tyle razy, ile będziesz chciała...
Nie wiedząc czemu, cały ten czas bez wyraźnego powodu chciała zdusić swoje uczucia, zakopać wrażliwość gdzieś głęboko w sobie. Ale wówczas nie wytrzymała. Z jej oczu zaczęły wylewać się hektolitry łez, a wraz z nimi wylewało się wszechogarniające szczęście. W końcu usłyszała to, czego tak bardzo pragnęła.
-Kairi? H-hej... -Niebiesooki zapytał z niepokojem, kompletnie nie spodziewając się takiej reakcji. Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i schowała zapłakaną twarz w dłonie. Wówczas zapadła cisza, która z rzadka przerywana była cichym szlochaniem. Sora nieprzerwalnie będąc w szoku przez to, co tak właściwie się stało, także usiadł i objął ją ramieniem w myśl że to działanie choć trochę ją uspokoi.
-Też cię kocham, tak bardzo cię kocham! -Finalnie wydusiła z siebie słowa, które od tak dawna chciała mu powiedzieć. -Kilka lat temu, zaczęłam się w tobie zakochiwać... z każdym dniem coraz to bardziej i bardziej... każdej nocy, za nim zasnęłam, myślałam o tobie, tak bardzo chciałam, żebyś był dla mnie kimś więcej... codziennie zbierałam się na odwagę, żeby ci powiedzieć... ale gdy w końcu nabrałam wystarczającej pewności siebie, to ty już byłeś z nią... To tak cholernie bolało! Tym bardziej, jak zaczęłam zauważać, jak się zmieniasz, jak przestajesz przypominać dawnego siebie...
Chłopak słysząc to wszystko zwiesił głowę w dół i mimo tego, że na jego usta nasuwało się wtedy mnóstwo słów, nie był w stanie wypowiedzieć żadnego z nich.
-Przepraszam... -Rzucił po chwili milczenia -Jak mogłem być taki głupi? Jak przez tyle czasu mogłem niczego nie zauważyć? -Pytał samego siebie.
-To nie twoja wina, Sora. Sama jestem sobie winna, przecież nie mogłam oczekiwać od ciebie, że się domyślisz... mogłam ci po prostu powiedzieć wcześniej, ale tego nie zrobiłam... -Przyznała pokornie. -Tylko... co by to zmieniło gdybyś wiedział wcześniej? I tak nie mogłam zmusić cię, żebyś czuł do mnie to samo...
-Nie wiem. -Burknął ponuro, po czym zsunął się z łóżka, podniósł z ziemi swoje spodnie i wyciągnął z nich ramę fajek. -Nie wiem, co bym wtedy zrobił. -Wstał i trzymając w ręce odpalonego papierosa, podszedł do okna otwartego na oścież. -Ale po co to teraz roztrząsać? Ja i ty, popełniliśmy masę błędów... ale może to właśnie dzięki nim, teraz jesteśmy gdzie jesteśmy? -Zapytał, wlepiając wzrok w rozgwieżdżone niebo.
***
-Hej cukiereczku! Nie truj się tym gównem tylko wracaj do łóżka!
-Nie mów tak do mnie -Odpowiedziała oschle, patrząc jak dym spalonego tytoniu unosi się ku niebu i zlewa ze światłem jasno świecących gwiazd. Demyx zwlekł się z kanapy, po czym podszedł do dziewczyny i stanąwszy za nią, położył dłonie na jej biodrach.
-Ojojoj, a skąd ta złość moja słodziutka? Myślałem, że przed chwilą solidnie pomogłem ci rozładować te negatywne emocje -Powiedział, obejmując ją od tyłu.
-Odejdź ode mnie! -Odwróciła się i gwałtownie odepchnęła chłopaka od siebie.- Co ty sobie wyobrażasz, co?! To, że chciałam się z tobą pieprzyć nie oznacza, że teraz możesz pozwalać sobie na jakieś jebane czułości!
-Jeeez, dobrze, przepraszam, nie wściekaj się tak - Sapnął, spolegliwie odsuwając się od Rudowłosej. -Ale swoją drogą nigdy bym nie pomyślał, że słodziutka Strelitzunia może być taka agresywna...
-Taa, agresywna... Ty jeszcze mi się dziwisz?! Ta pieprzona suka odebrała mi faceta, jak niby mam być spokojna?! -Wrzasnęła -Gdybym tylko mogła, rozszarpałabym ją na strzępy, tak żeby się nie pozbierała, nigdy!
-Oj no daj spokój, skoro porzucił ciebie dla takiej nudziary, to nie jest ciebie wart... -Skwitował, mając naiwną nadzieję, że dzięki temu dziewczyna odłączy się od myśli o swoim ex.
-Mylisz się, właśnie tylko mnie jest wart! a ona pożałuje tego, że weszła mi w drogę...
-Co, teraz ty zamierzasz jej go odbić?
-Nie, on sam do mnie przyleci... to tylko kwestia czasu -Nad wyraz pewnym tonem odparła Strelitzia. -A tą czerwonowłosą gnidę trzeba trochę ustawić do pionu...
-Brzmi groźnie, ale kręci mnie ta twoja bojowa strona -Odrzekł zalotnie.
-Skoro tak cię to kręci, to mi w tym pomożesz.
-Dla ciebie wszystko, słodziutka!
-Świetnie, a teraz już idź. -Rzuciła chłodno i zarzuciała na siebie jedwabny szlafrok. -Jak wrócę, ma cię tu nie być. -Zakomunikowała wychodząc z pokoju.
Tej nocy błyszczące na niebie gwiazdy szybko zostały spowite płaszczem gęstych, burzowych chmur. Wiatr, który im towarzyszył, wprawił w ruch drzewa, jakich donośny szelest docierał do uszu i skutecznie utrudniał zapadnięcie w sen. Zasypiania nie ułatwiały też ostre grzmoty, rozbłysk piorunów uderzających w wzburzony ocean i grad, ostrzeliwujący po szybach. To niby zwykły sztorm - normlane zjawisko atmosferyczne. Lecz czyż nie jest to niesamowite, jak bajkowy krajobraz w okamgnieniu może zmienić się w Armagedon?
Art by Sayuri-sama

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz