sobota, 8 lutego 2025

Rozdział 42 - Rdza

Po nocnej burzy wczesnym rankiem wyszło słońce, a wraz z jego pierwszymi promieniami, Sora wyszedł z mieszkania Kairi. Zaspany, ale szczęśliwy sunął się wolnymi krokami w kierunku domu. Uliczki miasteczka o tej porze były ciche i puste, co nie było zaskoczeniem, jak na standardy sobotniego poranka. Takie okoliczności skłaniały do przemyśleń, a już w szczególności po tak intensywnym zastrzyku różnorakich emocji, które zamiast opaść, cały czas eskalowały. Cofając się myślami do wyznania dziewczyny, czuł zawiść i żal do samego siebie. Kiedy jednak przywołał w głowie obraz śpiącej, wtulonej w jego ramię Wiśniowowłosej, uczucie to szybko mijało, zamieniając się jednocześnie w błogi spokój. 


~Jak bardzo musisz mnie kochać, skoro nie znienawidziłaś mnie po tym wszystkim, co ci zrobiłem?~ 


***


-O proszę, a kto to do domu wrócił! Gdzieś ty się podziewał? -Usłyszał Niebieskooki, przekraczając próg drzwi. 
-Nie udawaj, że cię to obchodzi. -Odburknął. -Chyba ważne, że wróciłem cały i zdrowy, prawda? 
-Owszem, prawda. Po prostu byłem ciekaw, gdzie mój syn zniknął na prawie dwa dni, ale skoro to taka wielka tajemnica, to w porządku, odpuszczę sobie. -Odrzekł ojciec chłopaka, na co ten odwrócił się do niego plecami i zaczął pośpiesznie zdejmować buty.
-Jeszcze coś? Bo chcę iść spać.
-Spać? O nie mój dorgi, jak już jesteś, to pójdziesz na plaże sprawdzić, czy nasz domek i łódka są całe, bo ja muszę pilnie iść na stragan -Skwitował mężczyzna, a Sora przewracając oczami wyraźnie dał do zrozumienia, że nie jest zbyt chętny do spełnienia jego prośby. Koniec końców, chcąc zakończyć przepychanki słowne ze swoim rodzicielem, dla świętego spokoju zdecydował się wykonać jego polecenie. Jako że garnitur nie był strojem sprzyjającym w wędrówce po mokrym pisaku, poszedł zarzucić na siebie coś luźniejszego i po kilku minutach opuścił dom. Do przejścia miał jedynie kilkadziesiąt metrów, to też równie szybko znalazł się przy nadbrzeżu. 
~O fuck...~ -Cisnęło mu sie na usta, gdy dostrzegł posztormowy krajobraz. Jednak sam widok jaki tam zastał nie zniesmaczył go tak bardzo, jak myśl o sprzątaniu tego całego bałaganu. Brązowowłosy porzucił więc nadzieję o szybkim powrocie do mięciutkiego łóżka i czym prędzej wziął się do roboty. W pierwszej kolejności usunął gałęzie złamanych drzew, które pokrywały dach domku letniskowego i łódkę, potem pozbierał wędki oraz inne przedmioty potrzebne do połowu ryb, jakie porozrzucane były w promieniu kilkuset najbliższych metrów, a na końcu ruszył w kierunku oceanu, co by zgarnąć dryfujące na powierzchni wiosła. Szedł on brzegiem, z przymrużonymi oczami rozglądając się, czy przypadkiem coś jeszcze nie zostało wciągnięte do wody, aż w pewnej chwili stanął w bezruchu. 
-Ała! -Syknął, czując ukłucie w stopie. Ignorując ból, cofnął się krok do tyłu a następnie schylił, chcąc sprawdzić w co wdepnął. Odgarniał ostrożnie piasek, z wyobrażeniem że może po prostu wlazł w odłamek szkła albo co najwyżej odwłok jadowitego skorpiona. Lecz jak się wkrótce okazało, było to zupełnie coś innego. Sora trzymał w dłoni jakiś na pierwszy rzut oka mały, metalowy przedmiot, pokryty lekką rdzą i mułem. Żeby ułatwić sobie identyfikacje tego znaleziska, przepłukał je wodą i gdy zmyła ona z niego wszelkie nieczystości, zagadka została rozwiązana. Były to klucze. A dokładniej dwa klucze plus breloczek. Jeden to bramy, drugi do drzwi. W normalnej sytuacji znalazca upuścił by taki "skarb" na ziemię, a fakt o jego znalezieniu w zapomnienie. Jednakże Sora dobrze wiedział, które drzwi otwierają. I tak, zgadliście - to klucze do domu Strelitzi, jakie niedawno wyrzucił w otchłań oceanu. 
~Co jest do cholery?! Przecież widziałem jak lecą na dno!~ -Pomyślał, z oburzeniem wpatrując się w znalezisko. Sora już dawno wyrósł z wiary w zabobony, lecz jego podświadomość podpowiadała mu, że tym razem ten nieoczywisty zbieg okoliczności nie wróży nic dobrego. Ale przecież w dniu, kiedy postanowił pozbyć się ich na dobre, zdecydował się też porzucić wszelkie sentymenty. Praktycznie od razu podjął decyzję, że i w tym przypadku zrobi to samo. 
~To przecież tylko jebane kawałki żelastwa. Jedyne, o czym powinienem teraz myśleć, to Kairi~ -I z taką też myślą, bezwiednie wypuścił przedmiot z rąk i nie oglądając się za siebie, poszedł dalej.


Tego samego dnia, późne popołudnie, palmy koło mostu


Gdy Sora odespał burzliwą noc, udał się do znanego nam już punktu, który stanowił bazę dla spotkań z dwójką jego najwierniejszych przyjaciół. Siedział samotnie, gapiąc się w błękitną taflę wody i czekał na Riku, którego wcześniej poprosił o spotkanie. Nie łatwo było po tym wszystkim zebrać myśli, ale akurat Sora zdążył już przywyknąć do chaosu, jaki od dłuższego czasu, nieustannie panował w jego głowie.

 
Riku, mimo tego że przez ostatnie wydarzenia jego zaufanie wobec Sory zostało poważnie zachwiane, i tak przybył w umówione miejsce. 


-Siema -Rzucił na powitanie Srebrnowłosy, siadając na drewnianych belkach.
-Wiedziałeś?-Bez ogródek ani odpowiedzi na przywitanie zapytał Sora.
-O czym niby miałem wiedzieć? 
-Wiedziałeś o jej uczuciach?
-Wiedziałem czy nie, a co by to zmieniło? -Odparł ignorancko Riku.
-Czyli, kurwa, wiedziałeś. Trwało to tyle czasu, nie powiedziałeś mi ani jednego, jebanego słowa, aż sam musiałem się o tym przekonać...
-Chcesz mi powiedzieć, że gdybyś wiedział wcześniej to nie zacząłbyś kręcić ze Strelitzią? -Zapytał z lekkim obruszeniem, kpiąco patrząc na przyjaciela. 
-Gdybym wiedział, jak wygląda sytuacja, na pewno postąpiłbym inaczej... Przecież do cholery, Kairi była i jest dla mnie piekielnie ważna, nie pozwoliłbym jej cierpieć!
-Będę z tobą szczery, stary. Po tym wszystkim, straciłem do ciebie zaufanie. -Dosadnie oznajmił Riku. -Kairi była pod ręką, to użyłeś jej żeby zemścić się na Strelitzie... Wyżalałeś się jej, jak ona to bardzo cię wkurwia i rani, a ona brała na siebie te wszystkie ścieki, jakie na nią wylewałeś... 
-Jeszcze raz powtórzę: gdybym kurwa wiedział, to bym tego nie robił! -Podniesionym głosem odparł Sora. -Zresztą, o co ty masz do mnie pretensje, co?! Przecież Kairi sama chciała tego słuchać, sama chciała przy mnie być i mnie wspierać, nie zmuszałem jej do tego! 
-Nie zliczę, ile razy Kairi wypłakiwała mi się w ramię, jak musiała was razem oglądać, a potem jeszcze musiała wysłuchiwać, jak ci to jest chujowo ze Strelitzią! Mimo tego całego bólu, jaki jej sprawiałeś, była przy tobie, bo kocha cię do szaleństwa... Jakie to jest kurwa, toksyczne... 
Sora po wypowiedzi przyjaciela, na chwilę zamilkł. Bo jakiż to absurd, gdy po nocy spędzonej z Kairi, dziewczyną, która w pełni odwzajemnia jego uczucia, on zamiast czuć szczęście i spokój, czuł jedynie kumulującą się złość i frustracje. Pozornie wydawało mu się, że  wszystko zaczęło się w końcu układać, ale wciąż w głębi serca był zagubiony i wyczerpany emocjonalnie.
-Ech... wiem, że zachowywałem się jak najgorszy dupek, ale czasu nie cofnę... jedyne co mogę teraz zrobić, to wynagrodzić jej cały ten ból bo ją kocham, ogarniasz? Kocham ją i... i...
-Kochasz, co? -Przerwał Riku. -Jak dla mnie, to od początku to wygląda, jakbyś leczył jej miłością swoje złamane serce. -Skwitował Srebrnowłosy, po czym wstał i odszedł w kierunku plaży. 





Art by Sayuri-sama 

Rozdział 42 na Wattpadzie






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz