Rozdział 46 - Opowieść o przeszłości
Po tym jak Riku upewnił się, że stan Wiśniowowłosej jest na tyle stabilny, żeby zostawić ją samą, poszedł do garażu, gdzie znajdował się jego skuter. Wsiadł na pojazd i ruszył drogą, jaka miała zaprowadzić go na północną część wyspy. Trasa nie była jakoś specjalnie odległa, przez co też w mgnieniu oka dojechał pod "posiadłość" Strelitzii. Zaparkował pod bramą i zrobił kilka głębokich wdechów, ażeby choć trochę ostudzić emocje. Kiedy poczuł się na tyle opanowany, żeby na przywitanie nie wybuchnąć wiązanką pełną obelg i wulgaryzmów, podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. W pewnej chwili usłyszał dźwięk przekręcającej się zasuwki i wtem u progu zjawiła się Abelia. W pierwszych sekundach spojrzała na Riku lekko zmieszanym wzrokiem - w końcu był on ostatnią osobą, której odwiedzin by się spodziewała. On natomiast momentalnie spostrzegł, że oprócz wypisanego na twarzy zdziwienia, dziewczyna miała na policzku sporego rozmiaru zaczerwienienie.
-Jest Strelitzia?
-Nie, właśnie wyszła... Coś się stało?
-Wszystko w porządku? -Zapytał bez ogródek, widząc jak Abelia próbuje zakryć dłonią opuchliznę.
-Może porozmawiamy w środku? -Zaproponowała. Riku oczywiście przystał na tą propozycję, po czym obydwoje znaleźli się w salonie. Tuż po wejściu do mieszkania, chłopak zauważył, że coś było nie tak. Rozglądał się wokół i z każdym spojrzeniem w oczy rzucały mu się porozrzucane po podłodze rzeczy.
-Trochę mi głupio, że nie możemy porozmawiać w normalnych okolicznościach, ale jak już pewnie zdążyłeś się domyślić, doszło między nami do małej sprzeczki... -Przyznała zawstydzona, siadając obok Riku na kanapie.
-Wybacz, ale jak patrzę na to wszystko, to przypuszczam, że "mała sprzeczka" to zbyt łagodne określenie...
-Nie mam już cierpliwości do tej dziewczyny... wleciała do domu jak huragan, zaczęła rzucać wszystkim, co miała pod ręką, a gdy zapytałam, czy znowu coś brała, to popchnęła mnie tak mocno, że poleciałam na ścianę i dorobiłam się tego "rumieńca"... -Po krótce opisała sytuację. -Ja już kompletnie nie mam pomysłu, jak przemówić jej do rozsądku, jak jej pomóc... -Kontynuowała, czując, jak pod wpływem wypowiadanych słów w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy. -Przepraszam, nawet się nie znamy, a ja zasypuje cię moimi problemami... -Rzekła, sięgając ręką po chusteczki leżące na stole.
-Heh spokojnie…. I tak po części jestem w to zamieszany. -Oznajmił, póki co zostawiając szczegóły na później. -Właściwie to dlaczego ona tak się zachowuje?
Abelia podniosła wzrok w górę, co sugerowało, że próbowała ożywić w pamięci dawne wspomnienia.
-To nie działo się od zawsze. Jako dziecko była bardzo spokojna i pogodna, miała pełno planów, marzeń… Wszystko zmieniło się po śmierci naszego ojca - Wyjaśniła. -W tym czasie matka została z nami sama i o ile nie miała problemu, żeby samodzielnie nas utrzymać, kompletnie nie radziła sobie z emocjami, a potem całą swoją frustracje przelewała na nas.
Riku był zaskoczony, że pomimo ich stosunkowo krótkiej znajomości, dziewczyna tak bardzo się przed nim otworzyła. Grzeczność nakazywała mu przerwać te zwierzenia, jednak on chciał słuchać dalej, choćby ze względu na cenne informacje, których nigdy nie usłyszał od Sory. Dodatkowo czuł, że Abelia zwyczajnie potrzebuje z kimś porozmawiać, wygadać się, ot by było lżej na sercu.
-To wydaje się być logiczne. -Przyznał. -Ale ty, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, jakoś jesteś normalna...
-Ja miałam wtedy 17 lat, a ona 10. Rozumiałam już trochę więcej, potrafiłam to wszystko jakoś sobie wytłumaczyć... a ona, pomimo mojego wsparcia, była zagubiona, kompletnie nie ogarniała tej sytuacji. -Wytłumaczyła, a Riku w odpowiedzi jedynie pokiwał głową. -A potem zaczęły się ucieczki z domu, zadawanie się z jakimś szemranym towarzystwem, trawka, awantury...
-Nikt na to nie zareagował?
-Ja starałam się robić, co mogłam. Poprosiłam nawet naszą ciotkę o pomoc - wtedy ona jako jedyna potrafiła zachować zimną krew. Chodziłyśmy z nią do psychiatrów, pilnowałyśmy, żeby brała leki, ale ona zawsze znalazła sposób, żeby robić to, co jej się podobało. -Odpowiedziała. -W końcu ja nie byłam w stanie dłużej panować nad tą sytuacją, bo dostałam się na wymarzoną uczelnie w Sanfranskyo i wyjechałam.
-No tak, rozumiem. Szkoda zmarnować takiej szansy, tym bardziej, że ty pewnie też miałaś dość.
-Nie ma co ukrywać, poczułam wtedy ogromną ulgę i pocieszałam się tym, że inni na pewno postąpili by podobnie w mojej sytuacji...
-Sora, jej były, mówił, że ponoć mieszka tutaj sama. Czyli wasza matka też się wyprowadziła?
-Tak, jak Strelitzia miała 16 lat, wyniosła się do jakiegoś swojego kochanka... Od tamtej pory w ogóle nie utrzymujemy z nią kontaktu, bo jak widać, nasz los mało co ją obchodzi.
-Chcesz mi powiedzieć, że Strelitzia sama utrzymuje taki wielki dom? -Riku uniósł brew ze zdziwienia. -Przecież to chyba nie jest tania sprawa?
-To nie tak. Powiedzmy że matka wysyła jej "alimenty", żeby w razie czego nikt się nie przyczepił... A ciotka z kolei zobowiązała się, że do póki Strelitzia się uczy, będzie wspierać ją finansowo.
-W sumie, nie brzmi to jak jakaś specjalnie zła sytuacja.
-Jasne. Ale myślę, że rozumiesz, w czym jest problem. Takie wygody raczej nie sprzyjają, żeby chciała się ogarnąć, usamodzielnić
-Nie chciałbym dołować cię jeszcze bardziej, ale teraz pojawił się kolejny problem. -Ciężko wzdychając zakomunikował Riku. Abelia popatrzyła na niego z niepokojem. Z jego tonu głosu wynikało, że najpewniej nie była to byle błahostka. -Ona pobiła moją przyjaciółkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz