-...no mówię ci! wczoraj myślałam, że mu przywalę za to głupie gadanie... ale jak potem pół godziny klęczał przede mną i przepraszał tak, jakby od tego zależało jego życie, to nie mogłam się dłużej złościć, haha!
-Myślę, że jakby czasem dostał od ciebie w łeb, to wręcz wyszłoby mu to na dobre, haha!
-W ogóle ja ci się tu żale na Roxasa, a ty mi jeszcze nie opowiedziałaś jak tam wczorajszy wieczór! No i jak poszło?
-D-dobrze...
-I tyle? Opowiadaj wszystko!
-Eh, liczyłam na inne wsparcie jak błagałam cię wtedy o pomoc, ale potem jakoś tak się potoczyło, że wylądowaliśmy sami w moim pokoju, a potem na łóżku...
-Uuuu, i co dalej?
-No jak to co, było cudownie!
-Widzisz? Ja mam zawsze najlepsze pomysły! Jaki był? Został u ciebie na noc czy poszedł? A jakie testowaliście pozycje? Jakiego ma...
-Namine! Nie przesadzasz trochę z tymi szczegółami?
-Kochana, i tak prędzej czy później mi wszystko wyśpiewasz, haha!
-Oj no dobra i tak długo nie wytrzymam... na początku był czuły i delikatny, ale szybko się rozkręciliśmy. A potem...
-Co potem?
-Czekaj chwilę -Przerwała Kairi, słysząc dzwonek do drzwi. Odłożyła telefon na szafkę i z automatu poszła otworzyć. Nie spodziewała się wówczas żadnych gości. Rodzicie byli w pracy, jej znajomi z reguły nie wpadali bez zapowiedzi, a Sora zapewne głośno chrapał, odsypiając nockę pełną wrażeń. Zaciekawiona przekręciła zasuwkę, lecz za drzwiami nikogo nie było. Mimowolnie rozejrzała się w około i w pewnej chwili jej wzrok przykuła wycieraczka, na której leżała zgięta kartka przykryta bukietem hortensji.
Chodź na ogród- odczytała z anonimowego liściku.
-Muszę kończyć, potem ci wszystko opowiem- Kairi zaintrygowana tajemniczym znaleziskiem, odsunęła ploteczki z Namine na dalszy plan. Dziewczyna trzymała skrawek papieru w ręce, zastanawiając się, kto potencjalnie może być adresatem tej wiadomości. Może Sora jednak nie śpi i postanowił zrobić jej romantyczną niespodziankę? - Przeszło jej przez myśl. Szybko jednak doszła do wniosku, że tego rodzaju "podchody" raczej nie były w jego stylu. Jeśli nie Sora, to kto? Nie kojarzyła, żeby oprócz niego miała jakiś innych adoratorów, ale za to miała młodziutką sąsiadkę, którą fascynował jej wielki, pełen kolorowych kwiatów ogród. Dziewczynka często przynosiła Kairi pod drzwi różne podarunki, w zamian za piękne bukiety kwiatów, które całkowicie bezinteresownie od niej otrzymywała. Dochodząc do przekonania, że to pewnie kolejny, oryginalny pomysł jej młodej znajomej, ruszyła przed siebie. Po krótkiej chwili znalazła się w ogrodzie, aczkolwiek w dalszym ciągu, zarówno w nim, jak i po drodze, nie napotkała ani jednej żywej duszy. Idąc kilka kroków do przodu, na stoliku w altanie spostrzegła kolejną kartkę.
Jesteś, świetnie. Widzisz to drzewo za płotem? Teraz podejdź do niego, czekam na Ciebie ♥ - Odkryła kolejną wskazówkę. Podekscytowanie i dreszczyk emocji narastał z każdą sekundą. Nie wiele myśląc, udała się w kierunku wskazanym na liściku. Co prawda, oddaliła się już spory kawałek od domu, lecz chęć poznania tożsamości nadawcy tych nietuzinkowych wiadomości była silniejsza. Finalnie dotarła na miejsce i stanęła na przeciwko wysokiego dębu.
-H-halo, jest tu ktoś? -Zapytała nieśmiało, a jej ekscytacja pomału zaczęła zmieniać się w niepokój.
-Mam cię! -Usłyszała zza pleców.
Nagle ktoś zaszedł ją od tyłu i gwałtownie złapał w pasie. Następnie mocno przycisnął dłonią jej usta w taki sposób, żeby dziewczyna nie miała możliwości się odezwać.
-Jak piśniesz teraz choćby słówko, to gwarantuje ci, że źle się to dla ciebie skończy -Zagroził nieznajomy. Słowa te wypowiedział szeptem, z powodu czego trudno jej było rozpoznać kim jest stojąca za nią postać. Jedno natomiast było pewne: był to młody mężczyzna. W pewnej chwili nawet zaczęło jej się wydawać, że skądś kojarzy jego głos, jednakże przez przerażenie i wszechogarniający niepokój, nie była w stanie połączyć go z konkretną osobą.
-A teraz idziemy na spacerek, raz dwa! -Chłopak nie zwalniając uścisku, mocno pchnął ją do przodu, tym samym wymuszając, by ruszyła przed siebie. Mimo wszystko Kairi nie dawała za wygraną. Stawiała opór i całą siłą dygotała się na różne strony, licząc na to, że uda jej się oswobodzić i uciec. Aczkolwiek nie zdało to egzaminu. Oprawca w skutek jej działań jeszcze bardziej przycisnął ją do siebie, a jako że był od niej zdecydowanie wyższy i silniejszy, dziewczyna nie miała z nim najmniejszych szans.
-O nie słodziutka, nie wyrwiesz się. Jak będziesz robić to co mówię, to obiecuję, że nie będzie bolało. -Ostrzegł ją ponownie, kiedy ta cały czas starała się go spowolnić. Nie miała wyjścia, musiała mu zaufać. Bała się, że im bardziej będzie się buntować, to tym bardziej pogorszy swoją sytuację. Ostatecznie po przejściu jeszcze kilkunastu metrów, weszli do zarośli, a przez zarośla do lasu.
-Jesteśmy!
Art by Sayuri-sama

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz