Rozdział 44 - Choćby miały iść po trupach
-Jesteśmy! -Zawołał, rozglądając się wokół siebie -Teren czysty, możesz wyjść! -Kairi była całkowicie zdezorientowana. Jej ciało drżało ze strachu i nie miała najmniejszego pojęcia, do kogo zwrócił się jej napastnik i co dalej ją czeka. Sprawa jednak szybko się wyjaśniła, gdyż zza drzewa wyszła Strelitzia.
-Jak miło cię widzieć! -Przywitała się stając na przeciwko niej, a jej głos był przesiąknięty sarkazmem i zawiścią.
-Czego ode mnie chcesz?! -Wykrzyknęła Wiśniowowłosa, kiedy w końcu chłopak odsłonił jej usta.
-Spokojnie, chcę tylko porozmawiać -Rzekła, uśmiechając się drwiąco pod nosem. -Naprawdę jesteś aż tak tępa, że nie wiesz o co chodzi? A może tylko udajesz, co? -Strelitzia podeszła jeszcze bliżej i dłonią ścisnęła jej żuchwę.
-J-ja nie zrobiłam nic złego...
-Jak masz czelność tak mówić ździro! -Warknęła, policzkując ją z otwartej dłoni. -Cały czas nastawiałaś go przeciwko mnie, owijałaś go sobie wokół paluszka, a on łykał te twoje czułe słówka jak idiota, takie zrobiłaś mu pranie mózgu!
-Przysięgam, nigdy nie powiedziałam na twój temat złego słowa... ja w ogóle nie chciałam się między was mieszać...
-Tak?!!! To dlaczego odkąd tylko zaczęłaś się koło niego kręcić, zerwał ze mną z dnia na dzień?!!!
-To była jego decyzja... ja naprawdę nie mówiłam mu, co ma robić...
-Ty bezczelna suko! -Rzuciła i kipiąc złością, uderzyła ją pięścią w brzuch. -Był we mnie zapatrzony jak w obrazek, zakochany na zabój, robił dla mnie wszystko... I ja ci mam uwierzyć, że to była jego decyzja?!!! -Krzyknęła, szturchając ją za ramiona. -Ale okej, dam ci szansę... jeśli tylko tu i teraz przyrzekniesz, że znikniesz z jego życia.
-P-proszę, przestań... -Mruknęła cicho, a z jej oczu poleciały łzy.
-Nie przestanę, do póki nie dowiem się, jaka jest TWOJA DECYZJA, hahaha!
Mnóstwo słów cisnęło jej się na usta, jednak milczała. Mnóstwo myśli krążyło jej po głowie, jednak czuła pustkę. Ciało zaczęło coraz to bardziej drętwieć z strachu i bezsilności. Wiedziała, że jeśli sprzeciwi się Rudowłosej, obróci się to przeciwko niej. Aczkolwiek oczywistym było, że przez usta nigdy nie przejdzie jej to, co ta chciałaby usłyszeć.
Minęła minuta, może dwie. Kairi stała ze wzrokiem wlepionym w ziemię, czując ból na nadgarstkach, które cały czas ściskał nieznajomy mężczyzna.
-No powiedz coś wreszcie do cholery!!! -Krzyknęła z poirytowaniem Strlelitzia, targając za ubrania rywalkę. -Nie mam całej wieczności żeby czekać aż w końcu łaskawie otworzysz mordę i mi odpowiesz!
Kairi mimo całego, ogarniającego ją strachu była nieugięta. Nie miała zamiaru się odzywać, zakładając, że w końcu ta dwójka się opamięta i puści ją wolno. Jednakże szybko przekonała się, że jej założenia były błędne. W pewnej chwili poczuła przeszywający ból w podbrzuszu, a kiedy podniosła głowę, dostrzegła pięść Strelitzi, mierzącą prosto w jej twarz. Dziewczyna kopała ją z całej siły, naprzemiennie zadając mocne ciosy od pasa w dół i po głowie. Robiła to bez najmniejszego zawahania, bez ułamka jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Strelitzia wiedziała, że teraz to ona jest górą i zamierzała jak najdłużej napawać się tą dominacją.
-Streli, m-może już wystarczy, co? -W pewnym momencie, lekko drżącym głosem rzekł nieznajomy. -Myślałem, że mieliśmy ją tylko nastraszyć...- Nawet on, godząc się na pomoc w tym niepochlebnym przedsięwzięciu, nie przypuszczał, że jego urocza wspólniczka jest zdolna do tak brutalnych czynów.
-Nie przestanę, do póki ta suka stoi na nogach! -Fuknęła, kolejny raz wyładowując agresję na Kairi. Chłopak widząc, że Strelitzia nie ma ani krzty chęci, żeby się wycofać, puścił Kairi. Następnie podszedł do Rudowłosej i położył dłoń na jej ramieniu.
-Cukiereczku, mówię ci, zwijajmy się stąd... o siebie się nie martwię, ale jak ciebie ktoś zobaczy, to będziesz mieć przesrane... -Powiedział, spostrzegając jak Kairi bezwładnie upada na ziemię. -Spójrz, laska jest ledwo przytomna, zostawmy to tak jak jest i chodźmy -Nalegał, będąc już nieco spanikowany. Strelitzia popatrzyła na poturbowaną dziewczynę i dziwnym trafem jej rozgoryczenie przeistoczyło się w lęk.
-B-boże, j-ja to zrobiłam? -Zapytała samej siebie, jak gdyby miała jakiś przebłysk moralności i zaczęła płakać. -O-okej, chodźmy już, a ty... -Zwróciła się do rywalki -...a ty nawet nie waż się komukolwiek o tym powiedzieć, bo zmasakruje cię jeszcze bardziej! -Zagroziła szlochając, po czym pobiegła przed siebie.
***
Kairi resztkami sił podniosła się z ziemi. Przetarła dłonią twarz i kiedy zobaczyła na niej krew, zrozumiała, że jak najszybciej musi wrócić do domu. Ciężko było jej się pozbierać, ale nie było czasu na rozpaczanie. Jej rodzice lada chwila mieli wrócić z pracy, a ona nie chciała by ujrzeli ją w takim stanie. Zebrała się w sobie i pomimo bolesnych urazów ruszyła w drogę. Po krótkim czasie była już w mieszkaniu. Weszła do łazienki i stając przed umywalką, ochlapała się zimną wodą. Woda zmyła z jej policzków czerwoną ciecz, odsłaniając opuchliznę, zadrapania i mocno siny ślad pod okiem. Dziewczyna, widząc siebie w lustrze, pośpiesznie chwyciła za kosmetyczkę i na wszelkie sposoby starała się zakryć ślady pobicia, lecz makijaż na niewiele się zdał. Zachowując zimną krew, a raczej będąc w ogromnym szoku całym zajściem, poszła do swojego pokoju, wyjęła z szafy kolorową chustę i owijając nią swoją głowę, wyszła z domu. Szła przed siebie, trzymając materiał przy twarzy, co by nikt przypadkiem jej nie rozpoznał. Idąc w ten sposób, za kilkanaście minut znalazła się pod progiem drzwi jedynej i ostatniej osoby, której mogła, w jej mniemaniu, powiedzieć o tym, co się stało. Nacisnęła na dzwonek i z niecierpliwością czekała na pojawienie się przyjaciela.
-R-riku... -Szepnęła, kiedy ten otworzył drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz