piątek, 21 marca 2025

Rozdział 46 - Opowieść o przeszłości

Po tym jak Riku upewnił się, że stan Wiśniowowłosej jest na tyle stabilny, żeby zostawić ją samą, poszedł do garażu, gdzie znajdował się jego skuter. Wsiadł na pojazd i ruszył drogą, jaka miała zaprowadzić go na północną część wyspy. Trasa nie była jakoś specjalnie odległa, przez co też w mgnieniu oka dojechał pod "posiadłość" Strelitzii. Zaparkował pod bramą i zrobił kilka głębokich wdechów, ażeby choć trochę ostudzić emocje. Kiedy poczuł się na tyle opanowany, żeby na przywitanie nie wybuchnąć wiązanką pełną obelg i wulgaryzmów, podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. W pewnej chwili usłyszał dźwięk przekręcającej się zasuwki i wtem u progu zjawiła się Abelia. W pierwszych sekundach spojrzała na Riku lekko zmieszanym wzrokiem - w końcu był on ostatnią osobą, której odwiedzin by się spodziewała. On natomiast momentalnie spostrzegł, że oprócz wypisanego na twarzy zdziwienia, dziewczyna miała na policzku sporego rozmiaru zaczerwienienie. 
-Jest Strelitzia? 
-Nie, właśnie wyszła... Coś się stało? 
-Wszystko w porządku? -Zapytał bez ogródek, widząc jak Abelia próbuje zakryć dłonią opuchliznę. 
-Może porozmawiamy w środku? -Zaproponowała. Riku oczywiście przystał na tą propozycję, po czym obydwoje znaleźli się w salonie. Tuż po wejściu do mieszkania, chłopak zauważył, że coś było nie tak. Rozglądał się wokół i z każdym spojrzeniem w oczy rzucały mu się porozrzucane po podłodze rzeczy. 
-Trochę mi głupio, że nie możemy porozmawiać w normalnych okolicznościach, ale jak już pewnie zdążyłeś się domyślić, doszło między nami do małej sprzeczki... -Przyznała zawstydzona, siadając obok Riku na kanapie.
-Wybacz, ale jak patrzę na to wszystko, to przypuszczam, że "mała sprzeczka" to zbyt łagodne określenie... 
-Nie mam już cierpliwości do tej dziewczyny... wleciała do domu jak huragan, zaczęła rzucać wszystkim, co miała pod ręką, a gdy zapytałam, czy znowu coś brała, to popchnęła mnie tak mocno, że poleciałam na ścianę i dorobiłam się tego "rumieńca"... -Po krótce opisała sytuację. -Ja już kompletnie nie mam pomysłu, jak przemówić jej do rozsądku, jak jej pomóc... -Kontynuowała, czując, jak pod wpływem wypowiadanych słów w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy. -Przepraszam, nawet się nie znamy, a ja zasypuje cię moimi problemami... -Rzekła, sięgając ręką po chusteczki leżące na stole. 
-Heh spokojnie…. I tak po części jestem w to zamieszany. -Oznajmił, póki co zostawiając szczegóły na później. -Właściwie to dlaczego ona tak się zachowuje?
Abelia podniosła wzrok w górę, co sugerowało, że próbowała ożywić w pamięci dawne wspomnienia. 
-To nie działo się od zawsze. Jako dziecko była bardzo spokojna i pogodna, miała pełno planów, marzeń… Wszystko zmieniło się po śmierci naszego ojca - Wyjaśniła. -W tym czasie matka została z nami sama i o ile nie miała problemu, żeby samodzielnie nas utrzymać, kompletnie nie radziła sobie z emocjami, a potem całą swoją frustracje przelewała na nas.
Riku był zaskoczony, że pomimo ich stosunkowo krótkiej znajomości, dziewczyna tak bardzo się przed nim otworzyła. Grzeczność nakazywała mu przerwać te zwierzenia, jednak on chciał słuchać dalej, choćby ze względu na cenne informacje, których nigdy nie usłyszał od Sory. Dodatkowo czuł, że Abelia zwyczajnie potrzebuje z kimś porozmawiać, wygadać się, ot by było lżej na sercu. 
-To wydaje się być logiczne. -Przyznał. -Ale ty, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, jakoś jesteś normalna... 
-Ja miałam wtedy 17 lat, a ona 10. Rozumiałam już trochę więcej, potrafiłam to wszystko jakoś sobie wytłumaczyć... a ona, pomimo mojego wsparcia, była zagubiona, kompletnie nie ogarniała tej sytuacji. -Wytłumaczyła, a Riku w odpowiedzi jedynie pokiwał głową. -A potem zaczęły się ucieczki z domu, zadawanie się z jakimś szemranym towarzystwem, trawka, awantury... 
-Nikt na to nie zareagował? 
-Ja starałam się robić, co mogłam. Poprosiłam nawet naszą ciotkę o pomoc - wtedy ona jako jedyna potrafiła zachować zimną krew. Chodziłyśmy z nią do psychiatrów, pilnowałyśmy, żeby brała leki, ale ona zawsze znalazła sposób, żeby robić to, co jej się podobało. -Odpowiedziała. -W końcu ja nie byłam w stanie dłużej panować nad tą sytuacją, bo dostałam się na wymarzoną uczelnie w Sanfranskyo i wyjechałam. 
-No tak, rozumiem. Szkoda zmarnować takiej szansy, tym bardziej, że ty pewnie też miałaś dość. 
-Nie ma co ukrywać, poczułam wtedy ogromną ulgę i pocieszałam się tym, że inni na pewno postąpili by podobnie w mojej sytuacji... 
-Sora, jej były, mówił, że ponoć mieszka tutaj sama. Czyli wasza matka też się wyprowadziła? 
-Tak, jak Strelitzia miała 16 lat, wyniosła się do jakiegoś swojego kochanka... Od tamtej pory w ogóle nie utrzymujemy z nią kontaktu, bo jak widać, nasz los mało co ją obchodzi.
-Chcesz mi powiedzieć, że Strelitzia sama utrzymuje taki wielki dom? -Riku uniósł brew ze zdziwienia. -Przecież to chyba nie jest tania sprawa?
-To nie tak. Powiedzmy że matka wysyła jej "alimenty", żeby w razie czego nikt się nie przyczepił... A ciotka z kolei zobowiązała się, że do póki Strelitzia się uczy, będzie wspierać ją finansowo.
-W sumie, nie brzmi to jak jakaś specjalnie zła sytuacja.
-Jasne. Ale myślę, że rozumiesz, w czym jest problem. Takie wygody raczej nie sprzyjają, żeby chciała się ogarnąć, usamodzielnić 
-Nie chciałbym dołować cię jeszcze bardziej, ale teraz pojawił się kolejny problem. -Ciężko wzdychając zakomunikował Riku. Abelia popatrzyła na niego z niepokojem. Z jego tonu głosu wynikało, że najpewniej nie była to byle błahostka. -Ona pobiła moją przyjaciółkę.





Art by Sauri-sama


Rozdział 46 na Wattpadzie





poniedziałek, 10 marca 2025

Rozdział 45 - Pierwsza deska ratunku

 Powiedzieć, że Srebrnowłosy zbladł jak ją zobaczył, to tak, jakby nie powiedzieć nic. Z niedowierzaniem przez kilka sekund wpatrywał się w przyjaciółkę, próbując przetworzyć w głowie to, co właśnie zobaczył. Chusta co prawda zakrywała część jej twarzy, ale nie była w stanie zamaskować stróżki krwi, jaka ciekła jej z nosa. 
-Chodź szybko do środka! -Chłopak nie zastanawiając się ani chwili zamknął drzwi i obejmując ją ramieniem zaprowadził do pokoju. Dziewczyna usiadła na kanapie, a Riku poszedł do łazienki, zgarniając po drodze apteczkę. Lada chwila wrócił z ręcznikiem nasączonym zimną wodą.
-To powinno pomóc -Powiedział, przykładając wilgotny okład do opuchniętej twarzy Kairi. 
-D-dziękuję Riku... -Odrzekła łamiącym głosem.
-Co się stało?! Kto ci to zrobił?! -Zapytał, wiedząc, że raczej takie obrażenia nie mogły być wynikiem nieszczęśliwego wypadku. 
-Strelitzia...
-Ona?! Przypuszczałem, że może się mścić, ale żeby posunąć się do czegoś takiego?! 
-Byłam w ogrodzie, n-nagle ktoś na mnie napadł i siłą zaciągnął do lasu i ona tam była i... -Ciężko oddychając, starała się opisać przebieg wydarzeń.
-Kairi?! -Riku wzdrygnął się nerwowo, widząc jak dziewczyna skuliła się z bólu, a jej czoło zaczęło błyszczeć od potu.  -Nic już nie mów, zawiozę cię do szpitala! 
-Proszę, nie...! Zaraz mi przejdzie... 
-Ale Kairi, natychmiast musi zobaczyć cię lekarz! Im szybciej zrobią obdukcję, tym lepiej! 
-Pójdę do lekarza, obiecuję... ale nie teraz... -Pisnęła. -Na razie nie chce nikomu o tym mówić, a już na pewno nie chce tego zgłaszać... 
-Jak to? Mamy tak po prostu odpuścić jej to, co ci zrobiła?! -Oburzył się na jej słowa -Poza tym, nawet jeśli nie chcesz tego zgłaszać, to twoje zdrowie jest tutaj najważniejsze. Nie możesz tak po prostu tego zlekceważyć! 
Do oczu Kairi napłynęły łzy, które po chwili zaczęły spływać po policzkach. Pomału cały szok i adrenalina opadały, sprawiając, że dziewczyna w ostateczności dała upust nagromadzonym emocjom. 
-Kairi, przepraszam, nie chciałem podnosić na ciebie głosu... po prostu jestem zdenerwowany... -Chłopak widząc jej reakcję, szybko się zreflektował.
-To nie o to chodzi... ona zagroziła mi, że jak komuś powiem, to będzie jeszcze gorzej!
-Rozumiem, że ona jest zdolna do wszystkiego, ale nie możesz dać się zastraszyć... -Westchnął ciężko i usiadł obok niej, pomagając zdezynfekować jej rany. -Sora wie?
-N-nie... jesteś jedyną osobą, której o tym powiedziałam... 
-Czekaj chwilę, zadzwonię po niego. -Wstał, wyciągając telefon z kieszeni. 
-Błagam, nie! Nie mów mu! 
-Dlaczego? On powinien dowiedzieć się o tym w pierwszej kolejności!
-Przecież wiesz, jaki on jest porywczy... gdyby się teraz o tym dowiedział, to mógł by zareagować zbyt gwałtownie -Wyjaśniła -Poza tym, nie chcę, żeby oglądał mnie w takim stanie...! 
-Dobrze, nie denerwuj się już. Nie powiem mu. Jak już trochę ochłoniemy, to pomyślimy, jak to ogarnąć. -Zapewnił chłopak. -Ale ja tak tego nie zostawię... 
-Co masz zamiar zrobić? 
-Idę sobie z nią pogadać. 
-Nie możesz! To tylko pogorszy sprawę! -Spanikowała.
-Zaufaj mi, będzie dobrze. Nie pozwolę na to, żeby ona znowu cię skrzywdziła. -Oświadczył, co trochę ją uspokoiło. Zdała sobie sprawę, że Riku nigdy jej nie zawiódł i nie zrobi niczego, co mogło by jej zaszkodzić. 
-Połóż się i odpocznij. Gdyby tylko coś się działo, to od razu dzwoń na pogotowie, jasne? 
-D-dobrze...




Art by Sayuri-sama


Rozdział 45 na Wattpadzie





sobota, 1 marca 2025

Rozdział 44 - Choćby miały iść po trupach

 -Jesteśmy! -Zawołał, rozglądając się wokół siebie -Teren czysty, możesz wyjść! -Kairi była całkowicie zdezorientowana. Jej ciało drżało ze strachu i nie miała najmniejszego pojęcia, do kogo zwrócił się jej napastnik i co dalej ją czeka. Sprawa jednak szybko się wyjaśniła, gdyż zza drzewa wyszła Strelitzia.
-Jak miło cię widzieć! -Przywitała się stając na przeciwko niej, a jej głos był przesiąknięty sarkazmem i zawiścią.
-Czego ode mnie chcesz?! -Wykrzyknęła Wiśniowowłosa, kiedy w końcu chłopak odsłonił jej usta. 
-Spokojnie, chcę tylko porozmawiać -Rzekła, uśmiechając się drwiąco pod nosem. -Naprawdę jesteś aż tak tępa, że nie wiesz o co chodzi? A może tylko udajesz, co? -Strelitzia podeszła jeszcze bliżej i dłonią ścisnęła jej żuchwę. 
-J-ja nie zrobiłam nic złego... 
-Jak masz czelność tak mówić ździro! -Warknęła, policzkując ją z otwartej dłoni. -Cały czas nastawiałaś go przeciwko mnie, owijałaś go sobie wokół paluszka, a on łykał te twoje czułe słówka jak idiota, takie zrobiłaś mu pranie mózgu! 
-Przysięgam, nigdy nie powiedziałam na twój temat złego słowa... ja w ogóle nie chciałam się między was mieszać...
-Tak?!!! To dlaczego odkąd tylko zaczęłaś się koło niego kręcić, zerwał ze mną z dnia na dzień?!!! 
-To była jego decyzja... ja naprawdę nie mówiłam mu, co ma robić... 
-Ty bezczelna suko! -Rzuciła i kipiąc złością, uderzyła ją pięścią w brzuch. -Był we mnie zapatrzony jak w obrazek, zakochany na zabój, robił dla mnie wszystko... I ja ci mam uwierzyć, że to była jego decyzja?!!! -Krzyknęła, szturchając ją za ramiona. -Ale okej, dam ci szansę... jeśli tylko tu i teraz przyrzekniesz, że znikniesz z jego życia. 
-P-proszę, przestań... -Mruknęła cicho, a z jej oczu poleciały łzy. 
-Nie przestanę, do póki nie dowiem się, jaka jest TWOJA DECYZJA, hahaha! 
Mnóstwo słów cisnęło jej się na usta, jednak milczała. Mnóstwo myśli krążyło jej po głowie, jednak czuła pustkę. Ciało zaczęło coraz to bardziej drętwieć z strachu i bezsilności. Wiedziała, że jeśli sprzeciwi się Rudowłosej, obróci się to przeciwko niej. Aczkolwiek oczywistym było, że przez usta nigdy nie przejdzie jej to, co ta chciałaby usłyszeć. 
Minęła minuta, może dwie. Kairi stała ze wzrokiem wlepionym w ziemię, czując ból na nadgarstkach, które cały czas ściskał nieznajomy mężczyzna. 
-No powiedz coś wreszcie do cholery!!! -Krzyknęła z poirytowaniem Strlelitzia, targając za ubrania rywalkę.  -Nie mam całej wieczności żeby czekać aż w końcu łaskawie otworzysz mordę i mi odpowiesz! 
Kairi mimo całego, ogarniającego ją strachu była nieugięta. Nie miała zamiaru się odzywać, zakładając, że w końcu ta dwójka się opamięta i puści ją wolno. Jednakże szybko przekonała się, że jej założenia były błędne. W pewnej chwili poczuła przeszywający ból w podbrzuszu, a kiedy podniosła głowę, dostrzegła pięść Strelitzi, mierzącą prosto w jej twarz. Dziewczyna kopała ją z całej siły, naprzemiennie zadając mocne ciosy od pasa w dół i po głowie. Robiła to bez najmniejszego zawahania, bez ułamka jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Strelitzia wiedziała, że teraz to ona jest górą i zamierzała jak najdłużej napawać się tą dominacją. 
-Streli, m-może już wystarczy, co? -W pewnym momencie, lekko drżącym głosem rzekł nieznajomy. -Myślałem, że mieliśmy ją tylko nastraszyć...- Nawet on, godząc się na pomoc w tym niepochlebnym przedsięwzięciu, nie przypuszczał, że jego urocza wspólniczka jest zdolna do tak brutalnych czynów. 
-Nie przestanę, do póki ta suka stoi na nogach! -Fuknęła, kolejny raz wyładowując agresję na Kairi. Chłopak widząc, że Strelitzia nie ma ani krzty chęci, żeby się wycofać, puścił Kairi. Następnie podszedł do Rudowłosej i położył dłoń na jej ramieniu. 
-Cukiereczku, mówię ci, zwijajmy się stąd... o siebie się nie martwię, ale jak ciebie ktoś zobaczy, to będziesz mieć przesrane... -Powiedział, spostrzegając jak Kairi bezwładnie upada na ziemię. -Spójrz, laska jest ledwo przytomna, zostawmy to tak jak jest i chodźmy -Nalegał, będąc już nieco spanikowany. Strelitzia popatrzyła na poturbowaną dziewczynę i dziwnym trafem jej rozgoryczenie przeistoczyło się w lęk.
-B-boże, j-ja to zrobiłam? -Zapytała samej siebie, jak gdyby miała jakiś przebłysk moralności i zaczęła płakać. -O-okej, chodźmy już, a ty... -Zwróciła się do rywalki -...a ty nawet nie waż się komukolwiek o tym powiedzieć, bo zmasakruje cię jeszcze bardziej! -Zagroziła szlochając, po czym pobiegła przed siebie. 


***


Kairi resztkami sił podniosła się z ziemi. Przetarła dłonią twarz i kiedy zobaczyła na niej krew, zrozumiała, że jak najszybciej musi wrócić do domu. Ciężko było jej się pozbierać, ale nie było czasu na rozpaczanie. Jej rodzice lada chwila mieli wrócić z pracy, a ona nie chciała by ujrzeli ją w takim stanie. Zebrała się w sobie i pomimo bolesnych urazów ruszyła w drogę. Po krótkim czasie była już w mieszkaniu. Weszła do łazienki i stając przed umywalką, ochlapała się zimną wodą. Woda zmyła z jej policzków czerwoną ciecz, odsłaniając opuchliznę, zadrapania i mocno siny ślad pod okiem. Dziewczyna, widząc siebie w lustrze, pośpiesznie chwyciła za kosmetyczkę i na wszelkie sposoby starała się zakryć  ślady pobicia, lecz makijaż na niewiele się zdał. Zachowując zimną krew, a raczej będąc w ogromnym szoku całym zajściem, poszła do swojego pokoju, wyjęła z szafy kolorową chustę i owijając nią swoją głowę, wyszła z domu. Szła przed siebie, trzymając materiał przy twarzy, co by nikt przypadkiem jej nie rozpoznał. Idąc w ten sposób, za kilkanaście minut znalazła się pod progiem drzwi jedynej i ostatniej osoby, której mogła, w jej mniemaniu, powiedzieć o tym, co się stało. Nacisnęła na dzwonek i z niecierpliwością czekała na pojawienie się przyjaciela. 
-R-riku... -Szepnęła, kiedy ten otworzył drzwi. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 44 na Wattpadzie