czwartek, 3 kwietnia 2025

Rozdział 47 - Silne emocje

 -Jak to pobiła, dlaczego?! -Oburzyła się Abelia 
-Jak dla mnie, to powód jest jasny. W końcu to obecna dziewczyna Sory...
-Boże, przepraszam... przecież to było oczywiste, że ona może coś takiego zrobić... mogłam bardziej ją pilnować! 
-Daj spokój, to nie twoja wina. -Odparł Riku, kładąc jej dłoń na ramieniu. -Poza tym, stało się. Teraz musimy się zastanowić, co zrobić z tym dalej. 
-Jasne, rozumiem... zamierzacie to zgłosić na policję?
-Ja najchętniej od razu bym to zgłosił, z tym że Kairi nie chce. Boi się, że to tylko pogorszy sprawę i ona będzie się mścić jeszcze bardziej... 
-Ale nie możemy tak tego zostawić, przecież Strelitzia musi ponieść jakieś konsekwencje! 
-Ja wiem, że sprawa jest poważna, ale nie będę robić niczego wbrew Kairi... poza tym, Kairi i tak sama musiałaby to zgłosić.
-Boże, to jest jakiś dramat! -Abelia nie ukrywała swojego rozwścieczenia po usłyszeniu kolejnych relewacji na temat Strelitzi. Wstała z kanapy i oparła się o ścianę, wachlując się dłonią, jak by to miało pomóc jej ochłonąć. -Najgorsze jest to, że nawet jakbym z nią porozmawiała, to marne szanse, że mnie posłucha... -Złapała się za głowę, nerwowo przeczesując dłonią swoje włosy. -Przepraszam, chyba nie umiem pomóc... -Oznajmiła, zanosząc się płaczem.
Abelia nie była typem osoby, która łatwo dawała ponieść się emocjom. Jej mocną stroną zdecydowanie była umiejętność zachowania zimnej krwi w kryzysowych sytuacjach, jednakże kilka tygodni spędzonych w towarzystwie toksycznej siostry, poważnie odbiło się na jej psychice. 
Riku też zwykle był opanowany i bardziej odpowiedzialny niż jego rówieśnicy. Ta dojrzałość nie pozwoliła mu przechodzić obojętnie obok cierpienia innych. W takich sytuacjach czuł się zobowiązany do niesienia wsparcia i mimo tego, że praktycznie w ogóle nie znał Abelii, poczuł, że nie może tak po prostu siedzieć i patzeć jak ta zalewa się łzami. 
-Spokojnie, już wystarczająco się natrudziłaś. I twoje starania są godne podziwu. -Rzekł, podchodząc do dziewczyny. -Z tego co mówisz, sądzę, że zrobiłaś dla niej więcej, niż ktokolwiek inny -Wcyciągnął paczkę chusteczek z kieszeni i podał je Abelii. -Dla własnego bezpieczeństwa, odpuść sobie tą sprawę i po prostu daj mi znać jak wróci. Sam spróbuję to załatwić. 
Abelia spojrzała na Riku, wpatrując się w niego wzrokiem pełnym wdzięczności. Szybkim ruchem odłożyła na blat paczkę chusteczek, po czym wspięła się na palcach i pod wpływem impulsu wpiła się w jego usta. Riku przychodząc do ich domu spodziewał się, że wiele może się zdarzyć, ale za nic w świecie nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Pomimo absurdalnych okoliczności do wyrażania tego typu czułości, ujął w dłonie jej twarz i odwzajemnił pocałunek. Był on długi, namięty i zachłanny. Taki, jakiego nigdy nie doświadczył, nawet będąc w związku z Namine. Nie spieszyło im się zbytnio do zakończenia tej chwili, jednak w pewnym momencie Abelia oderwała się od niego, a jej twarz aż wykrzywiła się z zawstydzenia. 
-P-przepraszam, nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło... -Pisnęła. Była tak zażenowana tym co się stało, że robiła wszystko, ażeby ich spojrzenia przypadkiem nie spotkały się w jednym punkcie. 
-Widocznie tego potrzebowałaś -Odrzekł, uśmiechając się łagodnie. Dziewczyna nie spodziewała się ani krzty zrozumienia co do jej czynu, jednak reakcja Riku pozwoliła jej choć trochę się wyluzować. 
-Naprawdę przepraszam... w takiej sytuacji to totalny nietakt z mojej strony...
-Heh, ludzie pod wpływem silnych emocji nie do takich rzeczy są zdolni.-Rzucił, starając się ją pokrzepić. -Ale mimo wszystko to trochę dziwne, bo nawet nie wiem, jak się nazywasz... 
-Racja, to totalne nieporozumienie... J-jestem Abelia...
-W takim razie Abelio, jesteśmy w kontakcie. -Powiedział, kładąc jej ręce na ramionach -Ja muszę się już zbierać, ale gdyby cokolwiek się działo, pisz, dzwoń, alarmuj. Gdy tylko będziesz mnie potrzebować, przyjdę najszybiciej, jak się da. 
-Dobrze, na pewno tak zrobię - Odrzekła z rumieńcami na policzkach, nie kryjąc zauroczenia jego osobą. Po tych słowach uścisnęli się jeszcze na pożegnanie, a następnie Riku udał się do wyjścia. 





Art by Sayuri-sama

Rozdział 47 na Wattpadzie





piątek, 21 marca 2025

Rozdział 46 - Opowieść o przeszłości

Po tym jak Riku upewnił się, że stan Wiśniowowłosej jest na tyle stabilny, żeby zostawić ją samą, poszedł do garażu, gdzie znajdował się jego skuter. Wsiadł na pojazd i ruszył drogą, jaka miała zaprowadzić go na północną część wyspy. Trasa nie była jakoś specjalnie odległa, przez co też w mgnieniu oka dojechał pod "posiadłość" Strelitzii. Zaparkował pod bramą i zrobił kilka głębokich wdechów, ażeby choć trochę ostudzić emocje. Kiedy poczuł się na tyle opanowany, żeby na przywitanie nie wybuchnąć wiązanką pełną obelg i wulgaryzmów, podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. W pewnej chwili usłyszał dźwięk przekręcającej się zasuwki i wtem u progu zjawiła się Abelia. W pierwszych sekundach spojrzała na Riku lekko zmieszanym wzrokiem - w końcu był on ostatnią osobą, której odwiedzin by się spodziewała. On natomiast momentalnie spostrzegł, że oprócz wypisanego na twarzy zdziwienia, dziewczyna miała na policzku sporego rozmiaru zaczerwienienie. 
-Jest Strelitzia? 
-Nie, właśnie wyszła... Coś się stało? 
-Wszystko w porządku? -Zapytał bez ogródek, widząc jak Abelia próbuje zakryć dłonią opuchliznę. 
-Może porozmawiamy w środku? -Zaproponowała. Riku oczywiście przystał na tą propozycję, po czym obydwoje znaleźli się w salonie. Tuż po wejściu do mieszkania, chłopak zauważył, że coś było nie tak. Rozglądał się wokół i z każdym spojrzeniem w oczy rzucały mu się porozrzucane po podłodze rzeczy. 
-Trochę mi głupio, że nie możemy porozmawiać w normalnych okolicznościach, ale jak już pewnie zdążyłeś się domyślić, doszło między nami do małej sprzeczki... -Przyznała zawstydzona, siadając obok Riku na kanapie.
-Wybacz, ale jak patrzę na to wszystko, to przypuszczam, że "mała sprzeczka" to zbyt łagodne określenie... 
-Nie mam już cierpliwości do tej dziewczyny... wleciała do domu jak huragan, zaczęła rzucać wszystkim, co miała pod ręką, a gdy zapytałam, czy znowu coś brała, to popchnęła mnie tak mocno, że poleciałam na ścianę i dorobiłam się tego "rumieńca"... -Po krótce opisała sytuację. -Ja już kompletnie nie mam pomysłu, jak przemówić jej do rozsądku, jak jej pomóc... -Kontynuowała, czując, jak pod wpływem wypowiadanych słów w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy. -Przepraszam, nawet się nie znamy, a ja zasypuje cię moimi problemami... -Rzekła, sięgając ręką po chusteczki leżące na stole. 
-Heh spokojnie…. I tak po części jestem w to zamieszany. -Oznajmił, póki co zostawiając szczegóły na później. -Właściwie to dlaczego ona tak się zachowuje?
Abelia podniosła wzrok w górę, co sugerowało, że próbowała ożywić w pamięci dawne wspomnienia. 
-To nie działo się od zawsze. Jako dziecko była bardzo spokojna i pogodna, miała pełno planów, marzeń… Wszystko zmieniło się po śmierci naszego ojca - Wyjaśniła. -W tym czasie matka została z nami sama i o ile nie miała problemu, żeby samodzielnie nas utrzymać, kompletnie nie radziła sobie z emocjami, a potem całą swoją frustracje przelewała na nas.
Riku był zaskoczony, że pomimo ich stosunkowo krótkiej znajomości, dziewczyna tak bardzo się przed nim otworzyła. Grzeczność nakazywała mu przerwać te zwierzenia, jednak on chciał słuchać dalej, choćby ze względu na cenne informacje, których nigdy nie usłyszał od Sory. Dodatkowo czuł, że Abelia zwyczajnie potrzebuje z kimś porozmawiać, wygadać się, ot by było lżej na sercu. 
-To wydaje się być logiczne. -Przyznał. -Ale ty, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, jakoś jesteś normalna... 
-Ja miałam wtedy 17 lat, a ona 10. Rozumiałam już trochę więcej, potrafiłam to wszystko jakoś sobie wytłumaczyć... a ona, pomimo mojego wsparcia, była zagubiona, kompletnie nie ogarniała tej sytuacji. -Wytłumaczyła, a Riku w odpowiedzi jedynie pokiwał głową. -A potem zaczęły się ucieczki z domu, zadawanie się z jakimś szemranym towarzystwem, trawka, awantury... 
-Nikt na to nie zareagował? 
-Ja starałam się robić, co mogłam. Poprosiłam nawet naszą ciotkę o pomoc - wtedy ona jako jedyna potrafiła zachować zimną krew. Chodziłyśmy z nią do psychiatrów, pilnowałyśmy, żeby brała leki, ale ona zawsze znalazła sposób, żeby robić to, co jej się podobało. -Odpowiedziała. -W końcu ja nie byłam w stanie dłużej panować nad tą sytuacją, bo dostałam się na wymarzoną uczelnie w Sanfranskyo i wyjechałam. 
-No tak, rozumiem. Szkoda zmarnować takiej szansy, tym bardziej, że ty pewnie też miałaś dość. 
-Nie ma co ukrywać, poczułam wtedy ogromną ulgę i pocieszałam się tym, że inni na pewno postąpili by podobnie w mojej sytuacji... 
-Sora, jej były, mówił, że ponoć mieszka tutaj sama. Czyli wasza matka też się wyprowadziła? 
-Tak, jak Strelitzia miała 16 lat, wyniosła się do jakiegoś swojego kochanka... Od tamtej pory w ogóle nie utrzymujemy z nią kontaktu, bo jak widać, nasz los mało co ją obchodzi.
-Chcesz mi powiedzieć, że Strelitzia sama utrzymuje taki wielki dom? -Riku uniósł brew ze zdziwienia. -Przecież to chyba nie jest tania sprawa?
-To nie tak. Powiedzmy że matka wysyła jej "alimenty", żeby w razie czego nikt się nie przyczepił... A ciotka z kolei zobowiązała się, że do póki Strelitzia się uczy, będzie wspierać ją finansowo.
-W sumie, nie brzmi to jak jakaś specjalnie zła sytuacja.
-Jasne. Ale myślę, że rozumiesz, w czym jest problem. Takie wygody raczej nie sprzyjają, żeby chciała się ogarnąć, usamodzielnić 
-Nie chciałbym dołować cię jeszcze bardziej, ale teraz pojawił się kolejny problem. -Ciężko wzdychając zakomunikował Riku. Abelia popatrzyła na niego z niepokojem. Z jego tonu głosu wynikało, że najpewniej nie była to byle błahostka. -Ona pobiła moją przyjaciółkę.





Art by Sauri-sama


Rozdział 46 na Wattpadzie





poniedziałek, 10 marca 2025

Rozdział 45 - Pierwsza deska ratunku

 Powiedzieć, że Srebrnowłosy zbladł jak ją zobaczył, to tak, jakby nie powiedzieć nic. Z niedowierzaniem przez kilka sekund wpatrywał się w przyjaciółkę, próbując przetworzyć w głowie to, co właśnie zobaczył. Chusta co prawda zakrywała część jej twarzy, ale nie była w stanie zamaskować stróżki krwi, jaka ciekła jej z nosa. 
-Chodź szybko do środka! -Chłopak nie zastanawiając się ani chwili zamknął drzwi i obejmując ją ramieniem zaprowadził do pokoju. Dziewczyna usiadła na kanapie, a Riku poszedł do łazienki, zgarniając po drodze apteczkę. Lada chwila wrócił z ręcznikiem nasączonym zimną wodą.
-To powinno pomóc -Powiedział, przykładając wilgotny okład do opuchniętej twarzy Kairi. 
-D-dziękuję Riku... -Odrzekła łamiącym głosem.
-Co się stało?! Kto ci to zrobił?! -Zapytał, wiedząc, że raczej takie obrażenia nie mogły być wynikiem nieszczęśliwego wypadku. 
-Strelitzia...
-Ona?! Przypuszczałem, że może się mścić, ale żeby posunąć się do czegoś takiego?! 
-Byłam w ogrodzie, n-nagle ktoś na mnie napadł i siłą zaciągnął do lasu i ona tam była i... -Ciężko oddychając, starała się opisać przebieg wydarzeń.
-Kairi?! -Riku wzdrygnął się nerwowo, widząc jak dziewczyna skuliła się z bólu, a jej czoło zaczęło błyszczeć od potu.  -Nic już nie mów, zawiozę cię do szpitala! 
-Proszę, nie...! Zaraz mi przejdzie... 
-Ale Kairi, natychmiast musi zobaczyć cię lekarz! Im szybciej zrobią obdukcję, tym lepiej! 
-Pójdę do lekarza, obiecuję... ale nie teraz... -Pisnęła. -Na razie nie chce nikomu o tym mówić, a już na pewno nie chce tego zgłaszać... 
-Jak to? Mamy tak po prostu odpuścić jej to, co ci zrobiła?! -Oburzył się na jej słowa -Poza tym, nawet jeśli nie chcesz tego zgłaszać, to twoje zdrowie jest tutaj najważniejsze. Nie możesz tak po prostu tego zlekceważyć! 
Do oczu Kairi napłynęły łzy, które po chwili zaczęły spływać po policzkach. Pomału cały szok i adrenalina opadały, sprawiając, że dziewczyna w ostateczności dała upust nagromadzonym emocjom. 
-Kairi, przepraszam, nie chciałem podnosić na ciebie głosu... po prostu jestem zdenerwowany... -Chłopak widząc jej reakcję, szybko się zreflektował.
-To nie o to chodzi... ona zagroziła mi, że jak komuś powiem, to będzie jeszcze gorzej!
-Rozumiem, że ona jest zdolna do wszystkiego, ale nie możesz dać się zastraszyć... -Westchnął ciężko i usiadł obok niej, pomagając zdezynfekować jej rany. -Sora wie?
-N-nie... jesteś jedyną osobą, której o tym powiedziałam... 
-Czekaj chwilę, zadzwonię po niego. -Wstał, wyciągając telefon z kieszeni. 
-Błagam, nie! Nie mów mu! 
-Dlaczego? On powinien dowiedzieć się o tym w pierwszej kolejności!
-Przecież wiesz, jaki on jest porywczy... gdyby się teraz o tym dowiedział, to mógł by zareagować zbyt gwałtownie -Wyjaśniła -Poza tym, nie chcę, żeby oglądał mnie w takim stanie...! 
-Dobrze, nie denerwuj się już. Nie powiem mu. Jak już trochę ochłoniemy, to pomyślimy, jak to ogarnąć. -Zapewnił chłopak. -Ale ja tak tego nie zostawię... 
-Co masz zamiar zrobić? 
-Idę sobie z nią pogadać. 
-Nie możesz! To tylko pogorszy sprawę! -Spanikowała.
-Zaufaj mi, będzie dobrze. Nie pozwolę na to, żeby ona znowu cię skrzywdziła. -Oświadczył, co trochę ją uspokoiło. Zdała sobie sprawę, że Riku nigdy jej nie zawiódł i nie zrobi niczego, co mogło by jej zaszkodzić. 
-Połóż się i odpocznij. Gdyby tylko coś się działo, to od razu dzwoń na pogotowie, jasne? 
-D-dobrze...




Art by Sayuri-sama


Rozdział 45 na Wattpadzie





sobota, 1 marca 2025

Rozdział 44 - Choćby miały iść po trupach

 -Jesteśmy! -Zawołał, rozglądając się wokół siebie -Teren czysty, możesz wyjść! -Kairi była całkowicie zdezorientowana. Jej ciało drżało ze strachu i nie miała najmniejszego pojęcia, do kogo zwrócił się jej napastnik i co dalej ją czeka. Sprawa jednak szybko się wyjaśniła, gdyż zza drzewa wyszła Strelitzia.
-Jak miło cię widzieć! -Przywitała się stając na przeciwko niej, a jej głos był przesiąknięty sarkazmem i zawiścią.
-Czego ode mnie chcesz?! -Wykrzyknęła Wiśniowowłosa, kiedy w końcu chłopak odsłonił jej usta. 
-Spokojnie, chcę tylko porozmawiać -Rzekła, uśmiechając się drwiąco pod nosem. -Naprawdę jesteś aż tak tępa, że nie wiesz o co chodzi? A może tylko udajesz, co? -Strelitzia podeszła jeszcze bliżej i dłonią ścisnęła jej żuchwę. 
-J-ja nie zrobiłam nic złego... 
-Jak masz czelność tak mówić ździro! -Warknęła, policzkując ją z otwartej dłoni. -Cały czas nastawiałaś go przeciwko mnie, owijałaś go sobie wokół paluszka, a on łykał te twoje czułe słówka jak idiota, takie zrobiłaś mu pranie mózgu! 
-Przysięgam, nigdy nie powiedziałam na twój temat złego słowa... ja w ogóle nie chciałam się między was mieszać...
-Tak?!!! To dlaczego odkąd tylko zaczęłaś się koło niego kręcić, zerwał ze mną z dnia na dzień?!!! 
-To była jego decyzja... ja naprawdę nie mówiłam mu, co ma robić... 
-Ty bezczelna suko! -Rzuciła i kipiąc złością, uderzyła ją pięścią w brzuch. -Był we mnie zapatrzony jak w obrazek, zakochany na zabój, robił dla mnie wszystko... I ja ci mam uwierzyć, że to była jego decyzja?!!! -Krzyknęła, szturchając ją za ramiona. -Ale okej, dam ci szansę... jeśli tylko tu i teraz przyrzekniesz, że znikniesz z jego życia. 
-P-proszę, przestań... -Mruknęła cicho, a z jej oczu poleciały łzy. 
-Nie przestanę, do póki nie dowiem się, jaka jest TWOJA DECYZJA, hahaha! 
Mnóstwo słów cisnęło jej się na usta, jednak milczała. Mnóstwo myśli krążyło jej po głowie, jednak czuła pustkę. Ciało zaczęło coraz to bardziej drętwieć z strachu i bezsilności. Wiedziała, że jeśli sprzeciwi się Rudowłosej, obróci się to przeciwko niej. Aczkolwiek oczywistym było, że przez usta nigdy nie przejdzie jej to, co ta chciałaby usłyszeć. 
Minęła minuta, może dwie. Kairi stała ze wzrokiem wlepionym w ziemię, czując ból na nadgarstkach, które cały czas ściskał nieznajomy mężczyzna. 
-No powiedz coś wreszcie do cholery!!! -Krzyknęła z poirytowaniem Strlelitzia, targając za ubrania rywalkę.  -Nie mam całej wieczności żeby czekać aż w końcu łaskawie otworzysz mordę i mi odpowiesz! 
Kairi mimo całego, ogarniającego ją strachu była nieugięta. Nie miała zamiaru się odzywać, zakładając, że w końcu ta dwójka się opamięta i puści ją wolno. Jednakże szybko przekonała się, że jej założenia były błędne. W pewnej chwili poczuła przeszywający ból w podbrzuszu, a kiedy podniosła głowę, dostrzegła pięść Strelitzi, mierzącą prosto w jej twarz. Dziewczyna kopała ją z całej siły, naprzemiennie zadając mocne ciosy od pasa w dół i po głowie. Robiła to bez najmniejszego zawahania, bez ułamka jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Strelitzia wiedziała, że teraz to ona jest górą i zamierzała jak najdłużej napawać się tą dominacją. 
-Streli, m-może już wystarczy, co? -W pewnym momencie, lekko drżącym głosem rzekł nieznajomy. -Myślałem, że mieliśmy ją tylko nastraszyć...- Nawet on, godząc się na pomoc w tym niepochlebnym przedsięwzięciu, nie przypuszczał, że jego urocza wspólniczka jest zdolna do tak brutalnych czynów. 
-Nie przestanę, do póki ta suka stoi na nogach! -Fuknęła, kolejny raz wyładowując agresję na Kairi. Chłopak widząc, że Strelitzia nie ma ani krzty chęci, żeby się wycofać, puścił Kairi. Następnie podszedł do Rudowłosej i położył dłoń na jej ramieniu. 
-Cukiereczku, mówię ci, zwijajmy się stąd... o siebie się nie martwię, ale jak ciebie ktoś zobaczy, to będziesz mieć przesrane... -Powiedział, spostrzegając jak Kairi bezwładnie upada na ziemię. -Spójrz, laska jest ledwo przytomna, zostawmy to tak jak jest i chodźmy -Nalegał, będąc już nieco spanikowany. Strelitzia popatrzyła na poturbowaną dziewczynę i dziwnym trafem jej rozgoryczenie przeistoczyło się w lęk.
-B-boże, j-ja to zrobiłam? -Zapytała samej siebie, jak gdyby miała jakiś przebłysk moralności i zaczęła płakać. -O-okej, chodźmy już, a ty... -Zwróciła się do rywalki -...a ty nawet nie waż się komukolwiek o tym powiedzieć, bo zmasakruje cię jeszcze bardziej! -Zagroziła szlochając, po czym pobiegła przed siebie. 


***


Kairi resztkami sił podniosła się z ziemi. Przetarła dłonią twarz i kiedy zobaczyła na niej krew, zrozumiała, że jak najszybciej musi wrócić do domu. Ciężko było jej się pozbierać, ale nie było czasu na rozpaczanie. Jej rodzice lada chwila mieli wrócić z pracy, a ona nie chciała by ujrzeli ją w takim stanie. Zebrała się w sobie i pomimo bolesnych urazów ruszyła w drogę. Po krótkim czasie była już w mieszkaniu. Weszła do łazienki i stając przed umywalką, ochlapała się zimną wodą. Woda zmyła z jej policzków czerwoną ciecz, odsłaniając opuchliznę, zadrapania i mocno siny ślad pod okiem. Dziewczyna, widząc siebie w lustrze, pośpiesznie chwyciła za kosmetyczkę i na wszelkie sposoby starała się zakryć  ślady pobicia, lecz makijaż na niewiele się zdał. Zachowując zimną krew, a raczej będąc w ogromnym szoku całym zajściem, poszła do swojego pokoju, wyjęła z szafy kolorową chustę i owijając nią swoją głowę, wyszła z domu. Szła przed siebie, trzymając materiał przy twarzy, co by nikt przypadkiem jej nie rozpoznał. Idąc w ten sposób, za kilkanaście minut znalazła się pod progiem drzwi jedynej i ostatniej osoby, której mogła, w jej mniemaniu, powiedzieć o tym, co się stało. Nacisnęła na dzwonek i z niecierpliwością czekała na pojawienie się przyjaciela. 
-R-riku... -Szepnęła, kiedy ten otworzył drzwi. 




Art by Sayuri-sama

Rozdział 44 na Wattpadzie




wtorek, 18 lutego 2025

Rozdział 43 - Bukiet niespodzianek

 -...no mówię ci! wczoraj myślałam, że mu przywalę za to głupie gadanie... ale jak potem pół godziny klęczał przede mną i przepraszał tak, jakby od tego zależało jego życie, to nie mogłam się dłużej złościć, haha! 
-Myślę, że jakby czasem dostał od ciebie w łeb, to wręcz wyszłoby mu to na dobre, haha! 
-W ogóle ja ci się tu żale na Roxasa, a ty mi jeszcze nie opowiedziałaś jak tam wczorajszy wieczór! No i jak poszło? 
-D-dobrze... 
-I tyle? Opowiadaj wszystko! 
-Eh, liczyłam na inne wsparcie jak błagałam cię wtedy o pomoc, ale potem jakoś tak się potoczyło, że wylądowaliśmy sami w moim pokoju, a potem na łóżku...
-Uuuu, i co dalej? 
-No jak to co, było cudownie! 
-Widzisz? Ja mam zawsze najlepsze pomysły! Jaki był? Został u ciebie na noc czy poszedł? A jakie testowaliście pozycje? Jakiego ma...
-Namine! Nie przesadzasz trochę z tymi szczegółami? 
-Kochana, i tak prędzej czy później mi wszystko wyśpiewasz, haha! 
-Oj no dobra i tak długo nie wytrzymam... na początku był czuły i delikatny, ale szybko się rozkręciliśmy. A potem...
-Co potem?
-Czekaj chwilę -Przerwała Kairi, słysząc dzwonek do drzwi. Odłożyła telefon na szafkę i z automatu poszła otworzyć. Nie spodziewała się wówczas żadnych gości. Rodzicie byli w pracy, jej znajomi z reguły nie wpadali bez zapowiedzi, a Sora zapewne głośno chrapał, odsypiając nockę pełną wrażeń. Zaciekawiona przekręciła zasuwkę, lecz za drzwiami nikogo nie było. Mimowolnie rozejrzała się w około i w pewnej chwili jej wzrok przykuła wycieraczka, na której leżała zgięta kartka przykryta bukietem hortensji. 
Chodź na ogród- odczytała z anonimowego liściku. 
-Muszę kończyć, potem ci wszystko opowiem- Kairi zaintrygowana tajemniczym znaleziskiem, odsunęła ploteczki z Namine na dalszy plan. Dziewczyna trzymała skrawek papieru w ręce, zastanawiając się, kto potencjalnie może być adresatem tej wiadomości. Może Sora jednak nie śpi i postanowił zrobić jej romantyczną niespodziankę? - Przeszło jej przez myśl. Szybko jednak doszła do wniosku, że tego rodzaju "podchody" raczej nie były w jego stylu. Jeśli nie Sora, to kto? Nie kojarzyła, żeby oprócz niego miała jakiś innych adoratorów, ale za to miała młodziutką sąsiadkę, którą fascynował jej wielki, pełen kolorowych kwiatów ogród. Dziewczynka często przynosiła Kairi pod drzwi różne podarunki, w zamian za piękne bukiety kwiatów, które całkowicie bezinteresownie od niej otrzymywała. Dochodząc do przekonania, że to pewnie kolejny, oryginalny pomysł jej młodej znajomej, ruszyła przed siebie. Po krótkiej chwili znalazła się w ogrodzie, aczkolwiek w dalszym ciągu, zarówno w nim, jak i po drodze, nie napotkała ani jednej żywej duszy. Idąc kilka kroków do przodu, na stoliku w altanie spostrzegła kolejną kartkę. 
Jesteś, świetnie. Widzisz to drzewo za płotem? Teraz podejdź do niego, czekam na Ciebie ♥ - Odkryła kolejną wskazówkę. Podekscytowanie i dreszczyk emocji narastał z każdą sekundą. Nie wiele myśląc, udała się w kierunku wskazanym na liściku. Co prawda, oddaliła się już spory kawałek od domu, lecz chęć poznania tożsamości nadawcy tych nietuzinkowych wiadomości była silniejsza. Finalnie dotarła na miejsce i stanęła na przeciwko wysokiego dębu. 
-H-halo, jest tu ktoś? -Zapytała nieśmiało, a jej ekscytacja pomału zaczęła zmieniać się w niepokój. 
-Mam cię! -Usłyszała zza pleców.
Nagle ktoś zaszedł ją od tyłu i gwałtownie złapał w pasie. Następnie mocno przycisnął dłonią jej usta w taki sposób, żeby dziewczyna nie miała możliwości się odezwać.
-Jak piśniesz teraz choćby słówko, to gwarantuje ci, że źle się to dla ciebie skończy -Zagroził nieznajomy. Słowa te wypowiedział szeptem, z powodu czego trudno jej było rozpoznać kim jest stojąca za nią postać. Jedno natomiast było pewne: był to młody mężczyzna. W pewnej chwili nawet zaczęło jej się wydawać, że skądś kojarzy jego głos, jednakże przez przerażenie i wszechogarniający niepokój, nie była w stanie połączyć go z konkretną osobą. 
-A teraz idziemy na spacerek, raz dwa! -Chłopak nie zwalniając uścisku, mocno pchnął ją do przodu, tym samym wymuszając, by ruszyła przed siebie. Mimo wszystko Kairi nie dawała za wygraną. Stawiała opór i całą siłą dygotała się na różne strony, licząc na to, że uda jej się oswobodzić i uciec. Aczkolwiek nie zdało to egzaminu. Oprawca w skutek jej działań jeszcze bardziej przycisnął ją do siebie, a jako że był od niej zdecydowanie wyższy i silniejszy, dziewczyna nie miała z nim najmniejszych szans. 
-O nie słodziutka, nie wyrwiesz się. Jak będziesz robić to co mówię, to obiecuję, że nie będzie bolało. -Ostrzegł ją ponownie, kiedy ta cały czas starała się go spowolnić. Nie miała wyjścia, musiała mu zaufać. Bała się, że im bardziej będzie się buntować, to tym bardziej pogorszy swoją sytuację. Ostatecznie po przejściu jeszcze kilkunastu metrów, weszli do zarośli, a przez zarośla do lasu. 
-Jesteśmy!




Art by Sayuri-sama

Rozdział 43 na Wattpadzie





sobota, 8 lutego 2025

Rozdział 42 - Rdza

Po nocnej burzy wczesnym rankiem wyszło słońce, a wraz z jego pierwszymi promieniami, Sora wyszedł z mieszkania Kairi. Zaspany, ale szczęśliwy sunął się wolnymi krokami w kierunku domu. Uliczki miasteczka o tej porze były ciche i puste, co nie było zaskoczeniem, jak na standardy sobotniego poranka. Takie okoliczności skłaniały do przemyśleń, a już w szczególności po tak intensywnym zastrzyku różnorakich emocji, które zamiast opaść, cały czas eskalowały. Cofając się myślami do wyznania dziewczyny, czuł zawiść i żal do samego siebie. Kiedy jednak przywołał w głowie obraz śpiącej, wtulonej w jego ramię Wiśniowowłosej, uczucie to szybko mijało, zamieniając się jednocześnie w błogi spokój. 


~Jak bardzo musisz mnie kochać, skoro nie znienawidziłaś mnie po tym wszystkim, co ci zrobiłem?~ 


***


-O proszę, a kto to do domu wrócił! Gdzieś ty się podziewał? -Usłyszał Niebieskooki, przekraczając próg drzwi. 
-Nie udawaj, że cię to obchodzi. -Odburknął. -Chyba ważne, że wróciłem cały i zdrowy, prawda? 
-Owszem, prawda. Po prostu byłem ciekaw, gdzie mój syn zniknął na prawie dwa dni, ale skoro to taka wielka tajemnica, to w porządku, odpuszczę sobie. -Odrzekł ojciec chłopaka, na co ten odwrócił się do niego plecami i zaczął pośpiesznie zdejmować buty.
-Jeszcze coś? Bo chcę iść spać.
-Spać? O nie mój dorgi, jak już jesteś, to pójdziesz na plaże sprawdzić, czy nasz domek i łódka są całe, bo ja muszę pilnie iść na stragan -Skwitował mężczyzna, a Sora przewracając oczami wyraźnie dał do zrozumienia, że nie jest zbyt chętny do spełnienia jego prośby. Koniec końców, chcąc zakończyć przepychanki słowne ze swoim rodzicielem, dla świętego spokoju zdecydował się wykonać jego polecenie. Jako że garnitur nie był strojem sprzyjającym w wędrówce po mokrym pisaku, poszedł zarzucić na siebie coś luźniejszego i po kilku minutach opuścił dom. Do przejścia miał jedynie kilkadziesiąt metrów, to też równie szybko znalazł się przy nadbrzeżu. 
~O fuck...~ -Cisnęło mu sie na usta, gdy dostrzegł posztormowy krajobraz. Jednak sam widok jaki tam zastał nie zniesmaczył go tak bardzo, jak myśl o sprzątaniu tego całego bałaganu. Brązowowłosy porzucił więc nadzieję o szybkim powrocie do mięciutkiego łóżka i czym prędzej wziął się do roboty. W pierwszej kolejności usunął gałęzie złamanych drzew, które pokrywały dach domku letniskowego i łódkę, potem pozbierał wędki oraz inne przedmioty potrzebne do połowu ryb, jakie porozrzucane były w promieniu kilkuset najbliższych metrów, a na końcu ruszył w kierunku oceanu, co by zgarnąć dryfujące na powierzchni wiosła. Szedł on brzegiem, z przymrużonymi oczami rozglądając się, czy przypadkiem coś jeszcze nie zostało wciągnięte do wody, aż w pewnej chwili stanął w bezruchu. 
-Ała! -Syknął, czując ukłucie w stopie. Ignorując ból, cofnął się krok do tyłu a następnie schylił, chcąc sprawdzić w co wdepnął. Odgarniał ostrożnie piasek, z wyobrażeniem że może po prostu wlazł w odłamek szkła albo co najwyżej odwłok jadowitego skorpiona. Lecz jak się wkrótce okazało, było to zupełnie coś innego. Sora trzymał w dłoni jakiś na pierwszy rzut oka mały, metalowy przedmiot, pokryty lekką rdzą i mułem. Żeby ułatwić sobie identyfikacje tego znaleziska, przepłukał je wodą i gdy zmyła ona z niego wszelkie nieczystości, zagadka została rozwiązana. Były to klucze. A dokładniej dwa klucze plus breloczek. Jeden to bramy, drugi do drzwi. W normalnej sytuacji znalazca upuścił by taki "skarb" na ziemię, a fakt o jego znalezieniu w zapomnienie. Jednakże Sora dobrze wiedział, które drzwi otwierają. I tak, zgadliście - to klucze do domu Strelitzi, jakie niedawno wyrzucił w otchłań oceanu. 
~Co jest do cholery?! Przecież widziałem jak lecą na dno!~ -Pomyślał, z oburzeniem wpatrując się w znalezisko. Sora już dawno wyrósł z wiary w zabobony, lecz jego podświadomość podpowiadała mu, że tym razem ten nieoczywisty zbieg okoliczności nie wróży nic dobrego. Ale przecież w dniu, kiedy postanowił pozbyć się ich na dobre, zdecydował się też porzucić wszelkie sentymenty. Praktycznie od razu podjął decyzję, że i w tym przypadku zrobi to samo. 
~To przecież tylko jebane kawałki żelastwa. Jedyne, o czym powinienem teraz myśleć, to Kairi~ -I z taką też myślą, bezwiednie wypuścił przedmiot z rąk i nie oglądając się za siebie, poszedł dalej.


Tego samego dnia, późne popołudnie, palmy koło mostu


Gdy Sora odespał burzliwą noc, udał się do znanego nam już punktu, który stanowił bazę dla spotkań z dwójką jego najwierniejszych przyjaciół. Siedział samotnie, gapiąc się w błękitną taflę wody i czekał na Riku, którego wcześniej poprosił o spotkanie. Nie łatwo było po tym wszystkim zebrać myśli, ale akurat Sora zdążył już przywyknąć do chaosu, jaki od dłuższego czasu, nieustannie panował w jego głowie.

 
Riku, mimo tego że przez ostatnie wydarzenia jego zaufanie wobec Sory zostało poważnie zachwiane, i tak przybył w umówione miejsce. 


-Siema -Rzucił na powitanie Srebrnowłosy, siadając na drewnianych belkach.
-Wiedziałeś?-Bez ogródek ani odpowiedzi na przywitanie zapytał Sora.
-O czym niby miałem wiedzieć? 
-Wiedziałeś o jej uczuciach?
-Wiedziałem czy nie, a co by to zmieniło? -Odparł ignorancko Riku.
-Czyli, kurwa, wiedziałeś. Trwało to tyle czasu, nie powiedziałeś mi ani jednego, jebanego słowa, aż sam musiałem się o tym przekonać...
-Chcesz mi powiedzieć, że gdybyś wiedział wcześniej to nie zacząłbyś kręcić ze Strelitzią? -Zapytał z lekkim obruszeniem, kpiąco patrząc na przyjaciela. 
-Gdybym wiedział, jak wygląda sytuacja, na pewno postąpiłbym inaczej... Przecież do cholery, Kairi była i jest dla mnie piekielnie ważna, nie pozwoliłbym jej cierpieć!
-Będę z tobą szczery, stary. Po tym wszystkim, straciłem do ciebie zaufanie. -Dosadnie oznajmił Riku. -Kairi była pod ręką, to użyłeś jej żeby zemścić się na Strelitzie... Wyżalałeś się jej, jak ona to bardzo cię wkurwia i rani, a ona brała na siebie te wszystkie ścieki, jakie na nią wylewałeś... 
-Jeszcze raz powtórzę: gdybym kurwa wiedział, to bym tego nie robił! -Podniesionym głosem odparł Sora. -Zresztą, o co ty masz do mnie pretensje, co?! Przecież Kairi sama chciała tego słuchać, sama chciała przy mnie być i mnie wspierać, nie zmuszałem jej do tego! 
-Nie zliczę, ile razy Kairi wypłakiwała mi się w ramię, jak musiała was razem oglądać, a potem jeszcze musiała wysłuchiwać, jak ci to jest chujowo ze Strelitzią! Mimo tego całego bólu, jaki jej sprawiałeś, była przy tobie, bo kocha cię do szaleństwa... Jakie to jest kurwa, toksyczne... 
Sora po wypowiedzi przyjaciela, na chwilę zamilkł. Bo jakiż to absurd, gdy po nocy spędzonej z Kairi, dziewczyną, która w pełni odwzajemnia jego uczucia, on zamiast czuć szczęście i spokój, czuł jedynie kumulującą się złość i frustracje. Pozornie wydawało mu się, że  wszystko zaczęło się w końcu układać, ale wciąż w głębi serca był zagubiony i wyczerpany emocjonalnie.
-Ech... wiem, że zachowywałem się jak najgorszy dupek, ale czasu nie cofnę... jedyne co mogę teraz zrobić, to wynagrodzić jej cały ten ból bo ją kocham, ogarniasz? Kocham ją i... i...
-Kochasz, co? -Przerwał Riku. -Jak dla mnie, to od początku to wygląda, jakbyś leczył jej miłością swoje złamane serce. -Skwitował Srebrnowłosy, po czym wstał i odszedł w kierunku plaży. 





Art by Sayuri-sama 

Rozdział 42 na Wattpadzie






wtorek, 28 stycznia 2025

Rozdział 41 - Wylewna, jak ocean łez

 -Czemu nic nie mówisz? -Sora zwrócił się do Kairi, która od dłuższego czasu leżała na nim w milczeniu i pusto gapiła się w przestrzeń. -Aż tak cię wymęczyłem? 
-Tak... to znaczy nie! Tylko... -Wydukała plątając słowa, na co Niebieskooki zareagował cichym śmiechem. -Tylko po prostu próbuję jakoś zejść na ziemię... 
-Ups, w takim razie chyba lekko przesadziłem... no ale wiesz, chciałem zrobić wszystko, żeby było ci ze mną dobrze -Odparł, delikatnie całując ją w czoło. 
-Było... -Mruknęła z rozkosznym uśmiechem. 
-Heh... uwielbiam ten twój uśmiech.... i też mam zamiar zrobić wszystko, żeby on nigdy nie zniknął z twojej twarzy -Kontynuował, parafrazując jej wcześniejsze słowa. - A już w szczególności, żeby nie zniknął przeze mnie...  -Powiedział, po czym lekko wsparł się na łokciach i patrząc  wzrokiem pełnym czułości, przeciągnął ręką po jej zarumienionym policzku. -Bo chcę żebyś zawsze była szczęśliwa, jak teraz. 
-S-sora... -Westchnęła, starając się nie uronić łez wzruszenia. -J-ja... bo ty musisz... m-musisz o czymś wiedzieć... -Dukała, co chwilę robiąc głęboki wdech. 
-Cii, spokojnie... jak dla mnie wszystko jest jasne. -Rzekł łagodnie, przybliżając się do dziewczyny. -Kocham cię... -Wyszeptał jej do ucha.
-C-czy m-mógłbyś po-powtórzyć? -Poprosiła, niedowierzając w to, co właśnie usłyszała.
-Kocham cię.
-Jeszcze raz, proszę... 
-Kairi, kocham cię... i powtórzę to, tyle razy, ile będziesz chciała...
Nie wiedząc czemu, cały ten czas bez wyraźnego powodu chciała zdusić swoje uczucia, zakopać wrażliwość gdzieś głęboko w sobie. Ale wówczas nie wytrzymała. Z jej oczu zaczęły wylewać się hektolitry łez, a wraz z nimi wylewało się wszechogarniające szczęście. W końcu usłyszała to, czego tak bardzo pragnęła. 
-Kairi? H-hej... -Niebiesooki zapytał z niepokojem, kompletnie nie spodziewając się takiej reakcji. Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i schowała zapłakaną twarz w dłonie. Wówczas zapadła cisza, która z rzadka przerywana była cichym szlochaniem. Sora nieprzerwalnie będąc w szoku przez to, co tak właściwie się stało, także usiadł i objął ją ramieniem w myśl że to działanie choć trochę ją uspokoi. 
-Też cię kocham, tak bardzo cię kocham! -Finalnie wydusiła z siebie słowa, które od tak dawna chciała mu powiedzieć. -Kilka lat temu, zaczęłam się w tobie zakochiwać... z każdym dniem coraz to bardziej i bardziej... każdej nocy, za nim zasnęłam, myślałam o tobie, tak bardzo chciałam, żebyś był dla mnie kimś więcej... codziennie zbierałam się na odwagę, żeby ci powiedzieć... ale gdy w końcu nabrałam wystarczającej pewności siebie, to ty już byłeś z nią... To tak cholernie bolało! Tym bardziej, jak zaczęłam zauważać, jak się zmieniasz, jak przestajesz przypominać dawnego siebie... 
Chłopak słysząc to wszystko zwiesił głowę w dół i mimo tego, że na jego usta nasuwało się wtedy mnóstwo słów, nie był w stanie wypowiedzieć żadnego z nich. 
-Przepraszam... -Rzucił po chwili milczenia -Jak mogłem być taki głupi? Jak przez tyle czasu mogłem niczego nie zauważyć? -Pytał samego siebie. 
-To nie twoja wina, Sora. Sama jestem sobie winna, przecież nie mogłam oczekiwać od ciebie, że się domyślisz... mogłam ci po prostu powiedzieć wcześniej, ale tego nie zrobiłam... -Przyznała pokornie. -Tylko... co by to zmieniło gdybyś wiedział wcześniej? I tak nie mogłam zmusić cię, żebyś czuł do mnie to samo... 
-Nie wiem. -Burknął ponuro, po czym zsunął się z łóżka, podniósł z ziemi swoje spodnie i wyciągnął z nich ramę fajek. -Nie wiem, co bym wtedy zrobił. -Wstał i trzymając w ręce odpalonego papierosa, podszedł do okna otwartego na oścież. -Ale po co to teraz roztrząsać? Ja i ty, popełniliśmy masę błędów... ale może to właśnie dzięki nim, teraz jesteśmy gdzie jesteśmy? -Zapytał, wlepiając wzrok w rozgwieżdżone niebo. 


***


-Hej cukiereczku! Nie truj się tym gównem tylko wracaj do łóżka!
-Nie mów tak do mnie -Odpowiedziała oschle, patrząc jak dym spalonego tytoniu unosi się ku niebu i zlewa ze światłem jasno świecących gwiazd. Demyx zwlekł się z kanapy, po czym podszedł do dziewczyny i stanąwszy za nią, położył dłonie na jej biodrach. 
-Ojojoj, a skąd ta złość moja słodziutka? Myślałem, że przed chwilą solidnie pomogłem ci rozładować te negatywne emocje -Powiedział, obejmując ją od tyłu. 
-Odejdź ode mnie! -Odwróciła się i gwałtownie odepchnęła chłopaka od siebie.- Co ty sobie wyobrażasz, co?! To, że chciałam się z tobą pieprzyć nie oznacza, że teraz możesz pozwalać sobie na jakieś jebane czułości!
-Jeeez, dobrze, przepraszam, nie wściekaj się tak - Sapnął, spolegliwie odsuwając się od Rudowłosej. -Ale swoją drogą nigdy bym nie pomyślał, że słodziutka Strelitzunia może być taka agresywna...
-Taa, agresywna... Ty jeszcze mi się dziwisz?! Ta pieprzona suka odebrała mi faceta, jak niby mam być spokojna?! -Wrzasnęła -Gdybym tylko mogła, rozszarpałabym ją na strzępy, tak żeby się nie pozbierała, nigdy! 
-Oj no daj spokój, skoro porzucił ciebie dla takiej nudziary, to nie jest ciebie wart... -Skwitował, mając naiwną nadzieję, że dzięki temu dziewczyna odłączy się od myśli o swoim ex.
-Mylisz się, właśnie tylko mnie jest wart! a ona pożałuje tego, że weszła mi w drogę... 
-Co, teraz ty zamierzasz jej go odbić? 
-Nie, on sam do mnie przyleci... to tylko kwestia czasu -Nad wyraz pewnym tonem odparła Strelitzia. -A tą czerwonowłosą gnidę trzeba trochę ustawić do pionu...
-Brzmi groźnie, ale kręci mnie ta twoja bojowa strona -Odrzekł zalotnie.
-Skoro tak cię to kręci, to mi w tym pomożesz.
-Dla ciebie wszystko, słodziutka!
-Świetnie, a teraz już idź. -Rzuciła chłodno i zarzuciała na siebie jedwabny szlafrok. -Jak wrócę, ma cię tu nie być. -Zakomunikowała wychodząc z pokoju. 
Tej nocy błyszczące na niebie gwiazdy szybko zostały spowite płaszczem gęstych, burzowych chmur. Wiatr, który im towarzyszył, wprawił w ruch drzewa, jakich donośny szelest docierał do uszu i skutecznie utrudniał zapadnięcie w sen. Zasypiania nie ułatwiały też ostre grzmoty, rozbłysk piorunów uderzających w wzburzony ocean i grad, ostrzeliwujący po szybach. To niby zwykły sztorm - normlane zjawisko atmosferyczne. Lecz czyż nie jest to niesamowite, jak bajkowy krajobraz w okamgnieniu może zmienić się w Armagedon?

 



Art by Sayuri-sama


Rozdział 41 na Wattpadzie